Lekko ostatnio zaniedbana budowa dziś zagrała mi na nosie ścianką działową ślicznie wypadającą na środku drzwi do pokoju Starszej. O rety, ale rano popiekliłam się na majstra Jacka, co za kompletna budowlana bezmyślność, oto są skutki ścisłego trzymania się planu bez używania rozumu. Przecież rzadko zdarza się plan doskonały, a już plany sporządzone przez naszych- pożal się boże- architektów na pewno do takich nie należą i przy ich realizacji ostrożność jest bardzo wskazana.
W związku z opieprzeniem z samego rano jakiegoś mężczyzny humor mam doskonały;-))
Mobilizuję do działania swojego lenia, cały piątek przede mną, a ja lubię piątki za soboty.
Za oknem pada deszcz starego tynku, nareszcie skuwana jest elewacja, kamienica powoli odsłania swoje nagie ceglane wdzięki.
Jesteśmy z L. w konflikcie z urzędem konserwatora zabytków, bo nasza wizja kolorystyczna kamienicy mija się niestety z wizją konserwatora, koszmarną wizją-dla nas nie do przyjęcia.
W związku z powyższym, po ustaleniu co nam grozi za niesubordynację i brak uzgodnienia konserwatorskiego co do koloru elewacji, podjęłyśmy ryzyko kar wszelakich i malujemy kamienicę zgodnie z naszymi marzeniami o kolorze zgaszonej cegły z kremowymi dekorami. Zaproponowany przez konserwatora w postaci próbki na ścianie kolor musztardowy z dodatkiem żółto-zielonkawej oliwki, przypominający jako żywo skutki kociej niestrawności, spowodował u nas tak wielki szok estetyczny, że nasze bezprawne działanie wbrew jego decyzji można podciągnąć pod czyn popełniony pod wpływem afektu z powodu szoku.
Wybronimy się! Wytoczymy estetyczne działa! Ma być pięknie i już.
A co na to Lec?
Bronić sztuki? Nie, zmusić ją do ataku.
;-)
Miłego dla Was!
Li.

Droga Jędzo, patrzyłam tylko na Ciebie, jaśniałaś na tle tej niewydarzonej pistacji niczym słoneczna żółć :D
Beem, no uciekam, uciekam, w dodatku w poczuciu misji :) Nie jestem w stanie zrozumieć toku myslenia urzedników- z jednej strony Kraków pełen jest architektonicznej ohydy, z drugiej strony myślą bardzo zachowawczo i najchętniej pomalowaliby miasto na oliwkowo i beżowo, a jeden kolor dobrze wyszedł tylko w Sienie;-))Brak im kolorystycznej odwagi i poczucia piękna. Najważniejsze to się nie wychylać! Dlatego się nie dajemy i idziemy na wojnę. Jak będę w telewizji to dam znac;-))
Ta musztarda to chyba obowiązujący ohydny kolor w tym roku w Krakowie. Obok mnie wybudowano olbrzymie paskudne długie gmaszysko, właśnie pracowicie je okładają płytami w kolorze – wybacz – nieodparcie sraczkowatym, przepaskudnym, a ja to mam po drugiej stronie ulicy, tuż, z loggii tylko te płaszczyzny rzucają się teraz w oczy. Brawo, że od tego uciekłaś.
Ja też miałam starcie przy elewacji. Pracowy budynek bowiem kantem ogrodzenia sięga strefy rażenia konserwatora zabytków. Tym sposobem zamiast uroczej słonecznej żółci, mamy niewydarzoną pistację (co sama widziałaś naocznie). W połączeniu z czerwonym dachem. Ale jest pięknie ofkors.
Gosia! No! To dzwoń:) I we dnie i w nocy jestem do Twojej dyspozycji :)) I już się cieszę! A musztardowy to ma takie uzasadnienie, że kamienica obok, którą nota bene zarządza Gmina Kraków, jest bardzo zniszczona, więc nasz ceglany będzie świecił jak żarówka na jej tle. Wyobrażasz sobie głupszą argumentację? Czyli my mamy dać brzydszy kolor, żeby nie uwypuklać miejskiej brzydoty!
A ten musztardowy to w ustach konserwatora miał jakieś uzasadnienie? Bo ja jestem całym sercem za za cegłowym. PS. Mam nadzieję, że w listopadzie da się już obejrzeć efekty waszej pomysłowości. Planuję wtedy kilka wieczornych spacerów po Krakowie.