Byłam u Ilonki.
Nie jestem w stanie napisać, że byłam na jej grobie.
Po prostu- byłam u Ilonki, pogłaskałam krzyż i powiedziałam cicho:”Cześć stara, tęsknię za Tobą”.
Potem była piękna niedziela z odpustem pod pszczyńskim kościele, bo przecież świat jest piękny! I to jest właśnie takie smutne. (Lec)
Ilonka niestety wiedziała, że odchodzi, na trzy dni przed śmiercią w jednej z krótkich chwil świadomości powiedziała do męża i rodziców: „Mamy pecha”.
A ja nie mogę uwolnić się od natrętnych myśli o tym co działo się w jej głowie, o tym jaka musiała być zrozpaczona, pełna buntu i niezrozumienia, bo na pewno się na to nie godziła- ona taka walcząca i dzielna.
Bardzo boli mnie jej samotność, pomimo naszej przy niej obecności, w obliczu nieuchronności śmierci każdy jest samotny, na ostatnie dni przed odejściem nie mogła już nic mówić, nie widziała świata, mogła mówić tylko do siebie i patrzeć tylko w głąb siebie…
A co na to Lec?
Najstraszniejsze jest, kiedy jest się samotnym we własnym wnętrzu.
W dziwnym jestem stanie, tak jakby moje życie płynęło dwoma torami.
W jednym bez przeszkód szybko płynę życiem zawodowym i budowlanym, a w drugim siedzę w łodzi na stojącej wodzie, bez wioseł, nie płynę ani w przód, ani w tył, chcę tak sobie trochę postać w miejscu, podumać, pobyć w żałobie, teraz rozumiem jej głęboki sens, żałoba jest konieczna, trzeba ją przeżyć, by potem żyć, by dobić do brzegu i znowu zacząć iść do przodu.
Gdy przyjdzie na to czas.
Miłego dla Was!
Li.

No…
Ech…