-Mami, ale jak będę mieć swój pokój to będziesz do mnie przychodzić i nie będę tam sama siedzieć?-takie oto pełne niepokoju pytanie zadała mi moja młodsza córka.
I staraj się tu matko o komfort mieszkania dla swoich dzieci!
Ciekawe czy będą spać u siebie i uda mi się nareszcie wyrzucić je z łóżka, o kotach i psie nie wspomnę…
Wczoraj był u nich z wizytą ojciec.
Dowiedziały się, że niepotrzebny jest im dodatkowy angielski, korepetycje z chemii i fizyki, niemiecki dla Młodszej, basen dwa razy w tygodniu i takie tam inne kompletnie niepotrzebne wydatki, bo z dalszej części wypowiedzi wynikało, że uzasadnionym wydatkiem na dzieci jest tylko chleb i woda.
I to wszystko mówi doktor habilitowany z szansą na szybką profesurę, ech…, tak szybko zapomniał o naszych rozwodowych ustaleniach, o swoich obietnicach, o priorytetach i o tym, że jest tatą.
Usprawiedliwia go szok, do niedawna z wielką pewnością siebie mówił dzieciom, że budowa na strychu to są tylko moje mrzonki.
A teraz pewnie tkwi w przekonaniu, że buduję za jego alimenty na dzieci.
Jakoś jest mi go szkoda, co tylko oznacza, że czasami bywam idiotką.
Nota bene nie przestają dziwić mnie porozwodowi ojcowie, którzy nagle tracą z pola widzenia dobro swoich dzieci, skupiając się wylącznie na materialnym wymiarze ojcostwa, dbając głównie o jego zmiejszenie.
W czerwcu zmienił się kodeks rodzinny na korzyść strony (bo przeciez może to być i matka i ojciec) wychowującej samotnie dzieci- teraz sąd przy orzekaniu alimentów może uznać, że jedna strona przez sam fakt codziennej staranności i wychowania dzieci je alimentuje, więc drugą można obciążyć kosztami utrzymania dzieci w całości! Drżyjcie niedopowiedzialni rodzice!
A Wy drogie baby, składajcie pozwy o podwyższenie alimentów, takie na maksa!
Zbierajcie rachunki, liczcie nawet koszty drugiego śniadania, soku do picia i biletów tramwajowych.
Li.

11 lat po rozwodzie – ze mną, i jak się okazało, z Bartkiem. Zero kontaktów, alimenty ściągane przez komornika; chęć spotkania wypływała zawsze ze strony Bartka. Nigdy nie zabraniałm spotkań, kontaktówl sama zawoziłam z Krakowa do Sosnoca lub Katowic – tam, gdzie mozna było się spotkać z biologicznym ojcem. Teraz? Bartek zmienił nazwisko; nie chce rozmawiać z ojcem – chociaż widzę smutek w jego oczach, że mial zadzwonić na urodziny a nie zadzwonił Bartek ma 20 lat. Studiuje, szuka pracy i ma 350 zł alimentów ściąganych przez komornika. Sam wystąpił. Żadnych prezentów; żadnych wakacji, ferii itd. Przykre? Tak. I jak widać tacy faceci są niezależnie od poziomu wykształcenia.
Li, to święta racja! Miłego dnia!!!
Widzisz Piotrze, ja uważam że kwestia łożenia na dzieci w żaden sposób nie może mieć przełożenia na kontakty z tymi dziećmi. Jeżeli niedojrzały facet obraża się na dzieci za to, że musi płacić alimnety, to jest jego problem. Nie widzę powodu dla którego matka w imię dobrego samopoczucia ojca ma sama ciągnąć pod górę wóz z potrzebami dzieci.Pozdrawiam :)
oczywiście można wyciągać różne wnioski,również ten powyżej…:))to Twoje zycie i wybory i nie zamierzam bawić się w podpowiadacza,sama na pewno wiesz co można się spodziewać po byłym dobrego snu życzę
Piotrze, idąc tokiem Twojego rozumowania można dojść do wniosku, że najbardziej kochane przez zobowiązanych do alimentacji są dzieci, które nie jedzą, nie piją a chodzą i żyją :))Muszę jechać do weterynarza z kotami- Szarym i Bobciem, jak wrócę to pogadamy.
Ale tu gorąco;-) Kobiety utrudniające ojcom kontakty z dziecmi popełniają błąd. Ojciec absolutnie powinien miec nieograniczone prawo do kontaktów z dziećmi. W praktyce ojcowie realizuja to prawo dopoóki im nie przejdzie. Z reguły przechodzi wraz z założeniem nowej rodziny. I wtedy taki tatuś nie ma refleksji, że prawo do kontaktów z dziecmi jest też obowiązkiem. A alimenty to zawsze ból. Nieludzki.
Nie z kazdym mozna sie "dogadac" Piotrze. Nie wiem czy zauwazyles ze w przypadku Li, ojciec uwaza ze chleb i woda to luksus dla dzieci. Pewni ludzie nigdy nie dorosna i ich egoizm powieksza sie wraz z frustracja zyciowa i wiekiem. Jak mozna zalowac dziecku tego ze chce sie uczyc jezykow i rozwijac, kochajacy rodzic nigdy by tak nie postapil. Nie wazne czy to matka samotnie wychowuje dzieci czy ojciec alimenty sie naleza , bo jedna pensja na trojke osob to troche malo. Czasy sie zmieniaja to prawda i kazdy przypadek jest inny, nie mozna generalizowac, ale troche to smutne ze dzieci musza walczyc o swoje, a prawodastwo dopiero teraz po ludzku patrzy na sprawe. W wiekszosci przypadkow to matka zostaje z dzieckiem i musi chodzic do sadu i zebrac o jalumuzne, szarpac sie o te kilka zlotych. Na pewno doskonale zdajesz sobie sprawe Piotrze ile kosztuje utrzymanie dziecka bo jak sam mowisz wychowywales syna samotnie przez jakis czas. Nie rozumiem jednak tego ze rodzic zostajacy z dzieckiem musi blagac o to co powinno byc obowiazkeiem i podstawa. Jesli naprawde chodzi o dobro dziecka nawet bysmy sie nad tym nie zastanawiali, a co dopiero upokarzac sie przed sadem. Jak zwykle gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze. Patriarchat na szczescie ustepuje powoli miejsca ludzkiemu traktowaniu sprawy i dobro dziecka jest na pierwszym miejscu. Niewazne kto zostaje z dzieckiem, powiniem byc wspierany finansowo, a jak nie to obowiazkami i czasem spedzanym z dziecmi. Tu nie chodzi tylko o te nieszczesne alimenty, ale o uczucie, czas i uwage ktora jest poswiecana dzieciom. Dzieci ktore sa wychowywane tylko przez jednedo rodzica i tak sa juz poszkodowane. Roznie w zyciu bywa to prawda, ale odpowiedzialnosc za swoje czyny trzeba brac, i od niej nie uciekac. Latwo jest powiedziec Nemo, ze Li buduje za jego alimenty i w imie czego on ma placic wiecej, ale czy tak naprawde o to mu chodzi? Nie on po prostu nie chce placic i lepiej sie kloci bo wtedy nie trzeba sie dzielic i wiecej zostaje. Ech szkoda slow bo to temat rzeka i kazdy przypadek jest inny, ale czy tak naprawde mamy na sercu tylko dobro dzieci, wiele wskazuej jednak na to ze nie… Co do twoich dziewczyn Li, szkoda ze ojciec nie moze byc z nich dumny ze chca sie uczyc ze jakas sobie radza. Rodzic ktory kocha powinien wspierac i sam udzielac korepetycji z fizyki i matematyki, oby tylko moc spedzic czas z corkami. Widocznie jednak on nie dorosl do roli ojca i rodzica. Sam jest troche zapatrzonym w siebie dzieckiem. Twoje corki i tak sa dzielne,ze nie przywiazuja do tego tak wielkiej wagi, bo jednak to troche smutne ze wlasny ojciej traktuje je jak koniecznosc, a przede wszystkim chce dopiec tobie i te jego smetne argumenty.Widocznie jest bardzo zgorzknialym czlowiekeim i nie zasluguje na takie dzieci. Z jego pomoca czy bez i tak dasz sobie rade, ale swoje trzeba egzekwowac bo od odpowiedzialnosci nie mozna uciekac w ktotnie. Serdecznie pozdrawiam, Ania
Li wydaje mi się,że zwiększenie alimentów spowoduje dalsze pogorszenie relacji ojca z własnymi córkami-na złość Tobienie chce się zabawiać w wujka dobra rada,ale czy dla dwojga dorosłych ludzi "prężenie muskuł" ma jakiś sens poza udowodnieniem że ja mam tu rację,i pewnie udowodnisz,ale czy te kilkaset złotych jest tego warte???stawianie kogoś pod ścianą przynosi zawsze skutek odwrotny do zamierzonego,oczywiście tracą na tym tylko dzieci..zawsze można się dogadać…niech ja tu będę przykładem:dziecko wychowywałem przez rok,teraz jest z matką,bo lepsze liceum w warszawie,zasądzone miałem alimenty,ale teraz płace ja na utrzymanie dziecka…a to wszystko zostało ustalone w czasie kilku minut rozmowy przed rozwodem…
Li, niejednokrotnie już ci mówiłem, że bardzo się dziwię ojcu twoich dzieci, bo ma naprawdę fajne córki. Trudno jest mi zrozumieć jego postępowanie. Któregoś dnia będzie miał do siebie o to żal, że zaniedbał kontakty ze swoimi dziećmi. Podwyższenie alimentów raczej niczego nie zmieni ale jest wskazane. Poza tym wierzę, że nie żądałabyś od niego aż tyle gdyby się poczuwał do obowiązku. Jakoś tak utrwalił mi się obraz, w którym to przede wszystkim ojciec zabiega o prawo do kontaktu z dziećmi. W twoim przypadku jest odwrotnie i chociaż w pierwszej chwili uznałem podobnie jak pewnie inni faceci, że generalizujesz, to jednak doskonale rozumiem doskonale dlaczego używasz takich a nie innych słów. Mimo tego wszystkiego z uporem maniaka przypominaj ojcu swoich dzieci, że jego córki pragną mieć ojca ale to się może zmienić, bo one też w którymś momencie mogą dać za wygraną.
Nie rozumiem tego kogoś anonimowego, że tata chce widzieć dziecko a mama nie pozwala. Przecież w sądzie ustala się widzenia z dzieckiem, a jeśli nie ma takiego ustalenia pomiędzy stronami to należy ubiegać się o takie prawa sądownie. Głupie tłumaczenie! Ja mieszkam za granicą i moje dzieci praktycznie nie mają kontaktów z biologicznym ojcem, poza małym wyjątkiem, bo w wakacje po trzech latach niewidzenia przypadkowo syn spotkał ojca, był płacz z jego strony, przepraszanie itp, potem proszenie syna o utrzymywanie kontaktów, do dzisiaj od wakacji słowem się nie odezwał. A gdzie jest miejsce na kontakt z córką? Nie było o niej mowy, a w czasie wakacji córka miała urodziny, nawet głupiego sms-a ojczulek nie wysłał lub przez internet jakąkolwiek informację, bo możliwości ma wiele. Wniosek nasuwa się jeden: Bydlak! Wiecznie ma jakieś wytłumaczenie. A co by było gdybyśmy my matki były takie nieodpowiedzialne i oddałybyśmy im nasze dzieci, co wtedy??? Chodziliby po sądach aby z nas ściągnąć wszystko co mamy. Gdyby dwie strony potrafiły się dogadać o ile mniej by cierpiały dzieci. Osobiście nie mam ochoty na kontakt z ojcem moich dzieci, ale dzieciom tego zabronić nie mogę, lecz ojciec nie kwapi się by naprawić swój błąd, to dlaczego mamy im popuszczać i wiecznie ich usprawiedliwiać? Właśnie, dowalić alimentów ile wlezie i może taki jeden z drugim ocknie się ze swojego braku odpowiedzialności. Licencjo współczuję Ci, bo domyślam się jak Ci ciężko! Jesteś sama ze swoimi problemami w przeciwieństwie do mnie. Tylko z jakiej okazji na moje dzieci ma łożyć obcy facet a nie ich własny ojciec? Psia kość! Czy przy zarobku ponad 4tyś na rękę 900zł alimentów na dzieci to tak dużo??? Ech….
Gdy matka nie stosuje się do wyroku Sadu składa się wniosek o egzekucję kontaktu i Sąd na taką matkę może nałożyć grzywnę. I z reguły NAKŁADA, bo szczęśliwie mentalność sądów też jakby ewoluowała we właściwym-ludzkim kierunku. Miałam klienta, który składał taki wniosek o każdym udaremnionym kontakcie przez matkę- kobieta w końcu skapitulowała, a grzywny pewnie spłaca do dziś. Trzeba tylko być konsekwentnym. Poza tym taka walka odbywa się tak naprawdę póki dziecko jest małe. Potem może samo artykułować swoje potrzeby i jakby co powiedzieć kuratorowi, albo w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym że chce się widzieć z rodzicem, że za nim tęskni-a Sąd zawsze opiera się na opinii z RODK.Karla:) Bo czasem trzeba sobie drogę do szczęścia WYWALCZYĆ! Trzeba walczyć o własne dziecko, gdy nagle jedno z rodziców okazuje się wrogiem własnego dziecka, bo nie można inaczej nazwać izolowania od drugiego rodzica.Mężczyźni , bo z reguły to ich dotyka ten problem ograniczania kontaktu, więc już niech będzie że generalizuje- w większości się wycofują, albo zakładają nową rodzine, chowają w sobie głęboko emocje i zwyczajnie porzucają dziecko w imię jego rzekonamego dobra. By nie widziało kłótni z matką. Ale dziecko wtedy mysli, że ojciec je porzucił, nie rozumie jego szlachetnych intencji. Mężczyźni myślą też, że jak dorośnie to wtedy zrozumie, że ojciec go kocha. Ale po co dorosłemu miłosć starzejącego się ojca, gdy był on potrzebny właśnie wtedy gdy się dorastało? I więź jakby trudniej się nawiązuje…Mnie strasznie boli to, że moje dzieci mają ojca tak mało, ale dziewczyny jakoś to sobie poukładały i widzę że dają sobie radę. Jak jest ojciec to dobrze, jak go nie ma, to nie ma problemu. Najważniejsze by dziecko nie miało poczucia krzywdy.Ściskam Cię mocno za poparcie i wiarę we mnie:))
Li, kto jak kto, ale Ty masz możliwości/ wiedzę/ siłę* przypomnieć tatusiowi o fakcie, że ojcem jest się całe życie, nie tylko wtedy, kiedy akurat nic ciekawszego się nie dzieje. Skoro nie poświęca czasu Dziewczynkom, wyduś tyle ile możesz, a nawet jeszcze więcej:)Ściskam.*niepotrzebne skreślić :)Tak na marginesie, zawsze mnie zastanawia skłonność do anonimowości autorów postów, które prezentują odmienne poglądy od tych, które prezentuje autorka/autor tekstu.Li, Autorko droga:) za zdanie "Wycofywanie się z walki o konatakty dla dobra dziecka, wcale nie jest dla dobra dziecka." powinnaś dostać order, albo przynajmniej butelke dobrego czerwonego wina od każdego, kto przeczyta, przemyśli i podejmie działania.
Uhm…Li, Twoja wiara, że wyrok sądowy potrafi zmusić matkę do jego respektowania przy braku sankcji za jego łamanie byłaby wzruszająca gdyby nie Twój zawód.
no własnie życie…widziałem pogardę w oczach sędzinej jak matka oddaje dobrowolnie dziecko na wychowanie samcowi czyli mnie
Di, chciejstwo jest na porządku dziennym. Nie obowiązek rodzicielski i odpowiedzialność za dziecko ,ale chciejstwo! Choć sądząc po komentarzach powyżej czytają mnie sami Ci odpowiedzialnie i obowiązkowi, aż serce rośnie:-)
Piotrze, mnie nie interesują statystyki, tylko życie. Jestem rozwiedziona, mój były mąż uchyla się od kosztów wychowania dzieci, a w pracy ciągle stykam się z prawem rodzinnym. Wiem co piszę, bo naprawdę regułą jest to, że po rozwodzie ojcowie przestają interesować się wydatkami na dzieci. I jak od każdej reguły są wyjątki, mam nadzieję że do nich należysz.
A ja Ci napiszę drogi nie wiem kto, że instrumenty prawne masz. Po pierwsze- wniosek o ustalenie kontaktów z dzieckiem, bądź o ich rozszerzenie- minimum jakie uzyskuję dla swoich klientów to każdy co drugi weekend opd piątku od godz. 17 do niedzieli do godz. 18, dwa popołudnia w tygodniu od godz. 16 do 20, miesiąc wakacji, tydzień ferii zimowych, każde co drugie Święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Wtedy matka nie ma szans na podwyzszenie alimentów, bo ojciec spędzając z dzieckiem tak dużo czasu alimentuje je tym czasem i kosztami jakie ponosi na jego utrzymanie gdy dziecko jest z nim.Piszesz, że mój apel jest obrzydliwy? A dlaczego? Piszę ze swojego punktu widzenia- matki dzieci, których ojciec nie zabiera ani na weekendy, ani na wakacje, przychodzi nieregularnie i nie daje im złotówki ponad niskie alimenty. Policzyłam, że koszty utrzymania moich dzieci, wraz z zajęciami nadobowiązkowymi, wyjazdami na weekendy, ale bez wakacji to ponad 4 tys miesięcznie. Bez specjalnych szaleństw, ale też bez specjalnego odmawiania im różnych przyjemności. Ojciec nie płaci nawet połowy tej sumy, choć go na to stać.Jeżeli naprawdę zależy Ci na kontakcie z dzieckiem to o to walcz. Mój telefon pewnie znasz;-)Wycofywanie się z walki o konatakty dla dobra dziecka, wcale nie jest dla dobra dziecka. Gardzę babami, które utrudniają ojcu kontakt z dziećmi, gardzę też tymi, dla których alimenty na dzieci stanowią źródło ich utrzymania. Ale uważam, że psim obowiązkiem ojca, który nie mieszka z matką jest zapewnienie godziwego utrzymania dziecka. Nie widzę powodu dla którego to na matce ma spoczywac cały ciężar codzienności i większość obciążenia finansowego. Przychodzą do mnie kobiety zarabaijące 2 tys z trójką dzieci na które tatuś łoży 600 zł. Na cała trójkę. I jeszcze twierdzi, że to aż nadto! Wiec zawsze będe namawiać kobiety do dwóch rzeczy- by dzieci miały jak najszerszy kontakt z ojcem, by one w tym kontakcie nie przeszkadzały i by egzekwowały jak najwyższe alimenty.Pozdrawiam.
przesadziłaś Li…uogólnienia mają to do siebie ze nie przedstawiają indywidualnych przypadków,które mogą przeczyć ogólnie przyjętej normie-facet po rozwodzie nie może być tym "dobrym" co doprowadza "byłych" do takiego stanu,że nie potrafią powiedzieć sobie -dość tych animozji,przepychanek ,gry dziećmi …tylko proszę nie mów mi,że statystyki…smutne to:(z pozdrowieniami
No tak, ale sankcje za utrudnianie dostępu do dzieci przez stronę która z nimi mieszka pozostały takie same, nieprawdaż? to śmieszne. Powstrzymałabyś się czasem, droga Li, od uogólniających apeli, nawet jeśli należą tylko do konwencji. Pewnie już zapomniałaś, ale znałaś kiedyś faceta z którym nawet okresowo dość intensywnie korespondowałaś, a który wprawdzie płacił alimenty wyższe niż zasądzone, nie mówiąc już o rozmaitych dodatkowych świadczeniach, ale za to dostawał sukcesywnie coraz mniejszy dostęp do dziecka, na zasadzie: nie ma potrzeby (!), to nie widzisz dziecka. Dodajmy, że tą potrzebą bywał nagły wypadek w rodzaju: muszę wyjechać służbowo na dzień, więc na pewno zwolnisz się jutro z pracy żeby pobyć z synem. Facet oczywiście to robi, bo szansa widzenia się z dzieckiem w okresie najintensywniejszego jego rozwoju jest dla niego wartością wyższą. A dziecko tęskni i doskonale rozumie, że tata chce a mama nie pozwala. Jak rozumiem, za chwilę ta pani wyśle wniosek o podwyższenie alimentów i obciążenie byłego męża pełnymi kosztami opieki nad synem, którym ojciec chce się opiekować, a nie może. Przepraszam, niedobrze mi gdy czytam w tym kontekście słowa: A wy, drogie baby, składajcie pozwy o podwyższenie alimentów, takie na maksa! Moje gratulacje. Oczywiście, zaraz mi napiszesz, że należy sprowadzić policję, zrobić aferę i widzieć przerażone oczy dziecka, które miota się między lojalnością wobec matki i tęsknotą do ojca. Obrzydliwe.
Dziwi mnie w tym względzie prawodawstwo. Mąż/żona odchodzi i znikają obowiązki wobec dzieci. Pozostaje chciejstwo – chcę to się zajmuję, nie chcę znikam. Dlaczego nie reguluje tego prawo? Dlatego, że ciężko to zmierzyć, udowodnić?