Przerwa jest konieczna, gdy ciągle się biegnie i z braku kondycji brakuje oddechu.
Albo gdy trzeba być w kilku miejscach w tym samym czasie, a dysponuje się tylko jedną swoją osobą.
Albo gdy z pośpiechu maluje się tylko jedno oko i wyraźnie widzi się to dopiero w lusterku samochodowym na kilka minut przed ważnym spotkaniem.
Albo gdy zapomina się o czymś, o czym miało się pamiętać i nie zapomnieć.
Potrzebowałam przerwy od życia, ale jego bez niedwracalnych konsekwencji przerwać się nie da, zrobiłam więc sobie przerwę od pisania bloga, bo w tym wirtualnym życiu mogę umrzeć i zmartwychwstać piękna i pełna sił.
Żyjąca we mnie Li pobudza mnie do życia, despotycznie rządząc się w moim środku i drapiąc prosto w najbardziej wrażliwe miejsca- ona nie wie jakie to uczucie, gdy nie chce wstać się z łóżka w zaokiennych szarościach, gdy ciepła kołdra w tych niebezpiecznych czasach daje takie poczucie bezpieczeństwa, że chce się spędzić w jej otuleniu cały dzień.
Li nie wie, jak boli głowa, gdy tłuką się w niej myśli niewesołe.
Li wyśmiewa moje obawy i lęki, jest bezlitosna w kpinach, aż w końcu doprowadza mnie do łez ze śmiechu z powodu mojej „żałosnej życiowej sytuacji”, wysyłając na budowę, gdzie zaczynam pękać z dumy, że „jam to nie chwaląc się uczynił”, a wtedy zapominam o kredycie i takich tam innych stresujących sprawkach…
Li zawsze lecpamięta, że wszystko mija nawet najdłuższa żmija, że nawet gdy się poluje na słonie, trzeba czasem zabić pchłę, że życie zmierza tam, gdzie ty, dopóki idziesz.
Moja kochana Li!
Zmusiła mnie do całoniedzielnego pławienia się w basenach termalnych, do zafundowania sobie pachnącego pomarańczami masażu, do wizyty u kosmetyczki, do zakupu pięknych wysokich butów, do wizyty na siłowni, do życia.
Moja kochana Li!
Wyśmiała moje ponurości, przygnębki, smuty-druty, snubrakowacze, wiarybraki, życianiechciaki- wyśmiała, bo to pójście na łatwiznę, poddanie się aurze, szaremu niebu, mrozowi i grypie.
Trzeba żyć, nie ma innego sposobu na życie.
A co na to Lec?
Czyny nie zaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw.
O!
Trzeba żyć i iść, bo kto wie co za rogiem…
Lec twierdzi, że za rogiem jest zawsze kilka nowych kierunków, a ja mu wierzę.
Li.

LI…w skowronkach :)))takk trzymać
Leć:*
A co ma lubienie do spadku…:)Ja swojego brata też lubię, fajnie gdy rodzeństwo się lubi! Znikam na zakupy, muszę zostawić dzieciom wikt, skoro porzucam je na cała dobę ;-)
Coś tam słyszałam, ale ja Brata bardzo lubię…i nigdy, przenigdy bym się nie pokusiła:)
A nie słyszałaś o truciznach o długotrwałym działaniu? :) Rogalika nie odmówię, nigdy!
A ja już moją koparkę odpaliłam…:) ale masz rację, robota nie zając, nie ucieknie:)Kawę z mlekiem? Poproszę:) zawsze pół na pół.A do kawy rogaliki francuskie, wyrób własny, Brat zjadł przedwczoraj pokaźną ilość i o ile mi wiadomo, żyje i ma się dobrze:)Częstuj się:)
E tam zaraz pomóc, lepiej się napić, by robotą szybciej minęła ;-) Kawę z mlekiem, pół na pół?
Pomóc Ci?… No to Ci pomogę:)
W ramach pracy poprzerzucam parę ton kamieni, nie ma lekko…;-)
Kto ma dzieci, ten… nie ma mascary:DEch, życie…Nie pracuj za ciężko. Buziaki
Kto szuka ten znajdzie. Choć w przypadku mojej mascary to się nie sprawdza, ale mądrości biblijne nie przewidywały widocznie zbrodniczej działalności córki nastolatki :DLecę do pracy, miłego dnia!
Poszukam i posłucham:)
W każdym z nas jest jakaś Li, Karla. Trzeba tylko dopuścić ją do głosu :) Całusy!
No! Jesteś usprawiedliwona:)Cieszę się, ze masz Li…też by mi się taka przydała…może kiedyś sobie "JĄ" wypracuje…