Dalsze londynskie obserwacje :)

Bardzo nie chcialam isc do Madame Tussauds, ale moje corki od zdjecia z woskowa figura z kims tam i kims tam uzaleznialy swoje dalsze zycie, zwlaszcza towarzyskie. Nolens volens kupilam trzy bilety polaczone z biletem na London Eye (w sumie 98 funtow, moze sie komus przyda taka niepotrzebna informacja) i z prawdziwym wstretem weszlam w to miejsce, ktore podobno koniecznie trzeba w Londynie zobaczyc.
Oczywiscie, ze sie nie rozczarowalam, bo wiedzialam ze to nie jest miejsce dla mnie.
Nie mam pojecia dlaczego ludzie znajduja przyjemnosc w ogladaniu figur celebrytow, Hitlera i Indiry Gandhi. Nie mam pojecia czemu ma sluzyc mania robienia sobie zdjec ze zmarlym Jacksonem. Nie mam pojecia dlaczego ekscytuje to ludzi doroslych, bo podniecenie dzieci jestem jeszcze w stanie zrozumiec.
Po straconych z zycia dwoch godzinach wyszlam stamtad przygnebiona i smutna i dopiero pyszna kolacja z winem w japonskiej knajpce ze znajomymi poprawila mi humor.
Zalosnym jest widok woskowych figur ludzi, ktorzy za zycia posiadali wladze i pociagali za sznurki losow tego swiata, jakim przerazajacym jest widok sali tortur i zmasakrowanych, ociekajacych krwia woskowych figur bedacych swiadectwem ludzkiego okrucienstwa.
To muzeum dziala na najnizsze ludzkie instynkta, chec podgladania, zaspokajania ciekawosci, to jak namietne czytanie pism plotkarskich, nie dam sobie wmowic ze to jest sztuka, chyba ze sztuka jarmarczna, cyrkowa, metna.
Brrr, nigdy wiecej.
Ale to jeden, jedyny zgrzyt, poza tym wszystko nam sie podoba.
Nie bardzo chce mi sie chodzic po sklepach, bo tego nie znosze, wiec na razie mam tylko jedna pare odjazdowych butow, koncentruje sie raczej na zakupach dla dzieci, ale tez umiarkowanie, wole patrzec na londynskie niebo i wody Tamizy.
Co do bardzo wysokich londynskich cen to w pewnym momencie przestalam sie nimi przejmowac przyjmujac zasade, ze jeden funt rowny jest jednej zlotowce i wtedy jakby hurtowe wydawanie funtow mniej boli.
Z kronikarskiego obowiazku podam, ze przecietny moj i dzieci dzien spedzony w miescie bez zakupow ciuchowych, z jakas kawa i sokami po drodze, kanapkami, biletem na przejazdy po miescie (kupujemy bilety calodzienne, dla mnie ich cena to 7,50 funta, dla dzieci 2 funty, bardzo sie to nam oplaca, bo duzo jezdzimy, a trasport jest bardzo drogi ) to wydatek rzedu 100 funtow.
Dzis na przyklad zrobilam drobne zakupy spozywcze, kupilam Starszej kurtke narciarska, trzy parasole, bo lal deszcz, bus-passy, zaplacilam za wejscie do figur woskowych i na London Eye (moze pojdziemy tam jutro) i jestem ubozsza o 380 funtow.
Ale bogatsza o to wszystko co za nie kupilam, zdecydowanie wole te wersje, hehe.
Paskudnie konsumpcyjny ten Londyn…
Ide spac, jutrzejszy dzien peka od planow, od rana trzeba go odchudzac!
Li.

5 Responses to Dalsze londynskie obserwacje :)

  1. Nieznane's awatar Lola pisze:

    To szkoda Li, bo juz chcialam podac moj adres. ;))

  2. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    :))))))))))Chyba będzie pełnia ( albo już jest), bo dziwni ludzie się uaktywniają……..Miłego wypoczynku! Pozdr. Dana

  3. Nieznane's awatar Li pisze:

    Nie widze nic romantycznego w kupowaniu osobom z blogow pierscionkow. Ale za to widze desperacje autora(autorki) w umieszczeniu tego komentarza, wiec z wrodzonej dobroci serca go nie usune :)

  4. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Ponieważ na blogu Alternatywnie, Pstroi cenzuruje i blokuje możliwość dodawania komentarzy, umieszczę na kilku blogach swój wpis, który Pstro usunęła:"Poker może mi kupisz pierścionek i podeślesz? Podać adres? To takie romantyczne kupowanie osobom z blogów pierścionków:)"

  5. Nieznane's awatar echoes pisze:

    Li, tak w kwestii komunikacji, czy ja dobrze pamiętam, że tygodniówka na 2 strefy metra (a więc tam, gdzie jest wszystko warte obejrzenia, z wyjątkiem Greenwich, choć tam w sumie nic nie ma :)) kosztuje dla dorosłej osoby 22 albo 25 funtów? zdecydowanie lepiej to wychodzi, niż całodzienne…. Aha, teraz przyszło mi do głowy, że może mieszkasz dalej… Co do figur woskowych, mam takie samo zdanie :) Ehhh, niezmiennie zazdroszczę Ci Londynu.. uwielbiam to miasto!