Podobno dziś jest środa.
Dziwne- nie zauważyłam poniedziałku i wtorku, choć w pamięci na przykład mojego kota Bobcia wczorajszy wtorek na pewno odcisnął się piętnem- wykastrowany stracił swoją męskość, ale szczęśliwie nie stracił uroku, choć niewątpliwie bezpowrotnie pozbawiłam go możliwości korzystania z jednej z największych życiowych przyjemności…
Zawsze jak mnie nie ma, to w uporządkowanych jako tako przed wyjazdem sprawach zaczyna się ruch wojenny, jakieś nieprzewidziane potyczki z czasem, jakieś pretensje i animozje- wracam w sam środek konfliktu dźgana ostrymi kawałkami rozbitego świętego spokoju.
Pobudzona do pourlopowego działania zrobiłam listę zawodowo-budowlanych spraw do załatwienia i stanowczo stwierdzam, że jest ona za długa i niepokojąco absorbująca. Jakieś konieczne wizyty w gazowni, w elektrowni, u notariusza, wodociągi, coś tam, coś tam, budowa gotowa do oddania nie odda się jednak za darmo, trzeba zapłacić cenę za papierkologię.
Ale już blisko, coraz bliżej do własnego łóżka!
A wtedy to ja oddam się przyjemnościom, mhmmm…, uruchomiona wyobraźnia podpowiada mi takie przyjemności, że na samą myśl o nich jest mi przyjemnie.
A propos przyjemności-w sobotę idę na imprezę karnawałową.
Obowiązuje strój w stylu lat siedemdziesiątych, a ja nie mam pojęcia co wymyśleć, choć urodzona w 1967 roku sporo z tamtych czasów pamiętam.
Najwyraźniej moja pamięć podpowiada mi obraz siebie jako przedszkolnej sieroty w stylonowych rajtuzkach i z grzywką przyciętą w połowie czółka, nad brwiami…
Coś czuję, że będzie świetna zabawa!
Li.

Odważny mężczyzna z tego Mikosza :)
W kontekście wykastrowania Bobcia, wcześniej bezdomnego i przygarniętego, prośba Mikosza wydaje się szczytem hard core'u ;-)