Życie cudem jest- zwłaszcza w taki poniedziałek jak dziś, gdy pierwszym odebranym telefonem jest telefon od elektryka i to z budowy.
Pan Romeczek wrócił z nadmorskiej wyprawy i zajął się moimi kablami. Hura!
I od razu odpukuję w nieumalowaną swoją główkę, a kysz, kysz pechu i siło niefartu nieczysta. Całkiem spokojnie wypijam więc drugą kawę i zaraz idę na inspekcję.
Odpoczęłam na wysokościach, górskie powietrze wywietrzyło mi z głowy myśli niespokojne, inne leżą gdzieś w zakamarkach umysłu przywalone przyjemnościami, wyjazdy z domu są konieczne dla zmiany widoków, szczególnie tych na przyszłość.
A przyszłość swą widzę świetlaną, będę mieć dom, a reszta jakoś się ułoży, jeszcze tak nie było, żeby nie było.
A co na to Lec?
„Nie ma tego złego, co by… Gdy Ikar z Dedalem spadli, stali się aniołami, wyrosły im własne skrzydełka i mogli potem fruwać, ile ich dusze zapragnęły”.
Najważniejsze, by w każdej złej, beznadziejnej, fatalnej, przygniatającej nas życiowej sytuacji znaleźć jaśniejszą stronę.
Zawsze jest taka jedna wolna od cienia, to bezcień.
Trzeba w niego wejść i kurczowo trzymając się nadziei na dobre życie, nie dać się z niego wyrzucić.
Li.

Podobno każdy ma swój kawałek cienia ;)…może właśnie po to, zeby sie przekonac, czy się umie przełazić w bezcień?Pozdrawiam serdecznie ze Ściany Wschodniej
Osz Tyyyyy! Się już tak nie wymądrzaj, co?
Jędzo, jak żyje się w przekonaniu, że stoki kończą się na Paczółtowicach to i takie ma się potem rozczarowania :P
A ja w przekonaniu że "tego biołego skurwysyństwa" już oczywiście nigdzie nie ma, zrezygnowałam z wyjazdu na narty i niniejszym sobie po trzykroć pluję w brodę: tfu! tfu! tfu! Albo po czterokroć: tfu!Niemrawiłam się cały weekend i nawet zadania z angielskiego nie zrobiłam!