W Dzień Kobiet, którego nie obchodzę dostałam życzenia i kwiaty.
Największym zaskoczeniem był mój Wykonawca, który rano przyniósł mi prawdziwego i jednego goździka. Goździk jest śliczny i przypomina jako żywo czasy mojej wczesnej młodości (szczęśliwie wystąpił bez obowiązkowych w tamtych czasach rajstop w kolorze cielistym), nie podejrzewałam Pana Zenka o takie subtelne poczucie humoru.
Do pracy przyniesiono mi bukiet róż, ale bez wizytówki co uruchomiło moją wyobraźnię niekoniecznie w pożądanym przez ofiarodawcę kierunku.
Z reguły dostaje się coś od kogoś, od kogo tego czegoś się nie chce, a nic nie dostaje się od kogoś, od kogo pragnie się dostać cokolwiek, odwieczny (nie)porządek świata wprowadzający tylko chaos w emocjach… Ale róże są piękne, stoją w poczekalni, nomen omen… niech czekają… może się doczekają… a może będzie to tylko jego i róż niedoczekanie?
W firmie, gdzie zgodnie z umową mam stawiać się raz w tygodniu na dwie godziny dostałam po tulipanie od każdego pracującego tam mężczyzny, co dało okrągłą liczbę sześciu tu-Li-panów, stoją na biurku i cieszą oko. Odebrałam kilka telefonów z życzeniami, kilka sms-ów, ale nie czuję się jakoś szczególnie wyróżniona jako kobieta, bo jestem nią przecież codziennie.
Najpiękniejszy prezent dał mi elektryk Andrzej- od kilku dni pracował bez wytchnienia, naprawiał szkody po Panu Romku-Prawdziwym- Dzwonku, godzinę temu zameldował mi koniec prac na poddaszu, jutro zabiera się za salon i sypialnię, planuje pracować do końca tygodnia, kable go słuchają, układają się pięknie- internetowe, elektryczne, telefoniczne, będą prowadzić w ścianach poukładane życie, bez nałogów i zbaczania w najmniej spodziewane kierunki.
Znaczy się- idę do przodu.
A moja Starsza przeżywa swoje przygody, linie lotnicze zgubiły jej narty (a właściwie to moje, piękne zielono-złote Atomiki, kupione w tamtym roku!!! Wydarłam je sobie spod serca..), jeździ na wypożyczonych, mój brat nie ma nad nią litości, zmusza do czarnych tras, dziecko płacze, na dole po zjeździe jest z siebie bardzo zadowolone, ale jeszcze nie wie, czy jest super.
Nie sposób w tym życiu się nudzić, tyle ciekawych spraw i sprawek, za mało dnia by wszystko ogarnąć, za mało czasu by dotknąć i posmakować, ale wystarczająco dużo by zjeść cały pojemnik fantastycznych, zielonych jak niedojrzałe śliwki oliwek z Kleparza (druga budka po lewej stronie od wejścia, za kwiaciarnią, oliwki na wagę, takich zielonych i tak dobrych nie jadłam jeszcze nigdy w życiu, już się uzależniłam, Echoes to wiadomość specjalnie dla Ciebie!)
Czeka mnie spokojny wieczór w wynajętym mieszkaniu, do mojego domu mam tylko dwa piętra i jakieś trzy miesiące.
Li.

odbioręjak nie w tym tygodniu to w kwietniuale odbiorę, obiecuję!jak bum cyk cyk
Li, to powinnaś ogłosić konkurs na nazwę na nowy park narodowy! Chyba, że masz już jakiś pomysł? Ach, wierzby i brzozy na tarasie!
Mogę wydzierżawić z pół hektara – niestety daleko od Krakowa. Ale za to jakie powietrze ;)))
Prezenty nietrafione są bardzo nieszczęśliwe, lądują w miejscach ciemnych i ponurych :) A ziemia będzie i będzie… :)
Echo, mam nadzieję że genialny :) Przy całej mojej miłości do przyjaciół i znajomych jednak poproszę o ziemię :) Po worku ziemi plus butelkę wina każdy wtacha na 3 piętro, co? Na czwarte, czyli na taras przeniosę sobie sama :) Potrzebuję dużo ziemi, bo zakladam na tarasie Park Narodowy :) Od kolegi dostanę dwie piękne brzozy i wierzby, i chcę mieć dużo pachnącej maciejki i ziół… nie mogę się doczekać wiosny!!!!
TE narty Jędzo najdroższa ciągle są w moim bagażniku, ale już straciłam nadzieję, że je odbierzesz :) To co? Następny sezonik? :D
Li, ale jak to narty zgubili?! Toż to SKANDAL! Jak można narty zgubić? Pozwij ich, ja ci mówię. A poza tym mam nadzieję że to nie są TE narty!
Li, ależ to genialny pomysł z tą ziemią!!! Po co nietrafione filiżanki i świeczniki, z którymi nie wiadomo co zrobić… a wytargać taką ilość ziemi na czwarte (piąte?) piętro rękami gości.. genialne! 2500 litrów .. toż to ogród będzie! A oliwki są świetne na wszystko :)
Aga, daj mi listę tych, którzy mnie kochają;-))Jasne,że nart nie podaruję, choć pewną ulgą jest dla mnie myśl że były ubezpieczone :)Echoes, na "parapetówę" zażyczę sobie od każdego gościa worek ziemi na taras, potrzebuję jakieś 50 worków 50-cio litrowych :)Oliwki są świetne, prawda?
Bo nasza kochana Li jest pozytywnie "szurnięta" i za to ją kochamy, prawda? Takiej Li trzeba szukać ze świeczką! Jesteś niezastąpiona! A te narty mam nadziej im nie podarujesz, mam na myśli linie lotnicze! Ja kiedyś walczyłam o zagubioną walizkę i zrobiliśmy taki szum, że walizka innym samolotem doleciała za dwa dni. Pozdrawiam!!!
Li, na szczęście Ty umiesz się cieszyć tym, co masz i nie zamartwiać tym, czego nie masz :) I dzięki wielkie za namiar na oliwki, zielone akurat mi wyszły, a żyć bez nich nie mogę, więc pognam na Kleparz!Uściski! P.S. To letnie wieczory spędzisz na wymarzonym tarasie.. ależ się cieszę!
No jasne, że jestem szurnięta :) Pozdrawiam równie ciepło i wiesz… szarości są piękne, czasem je noszę :)
Nigdy się nie ma tego czego się chce, zawsze tego czego się nie chce jest za dużo. Człowiekowi przez całe zycie towarzyszy niedosyt i poczucie straty, a może i szansy traconej… Nie umiem cieszyć się życiem, tak jak Ty. Nie umiem pisać o niczym i o wszystkim. Nie mam radości z picia wina i jedzenia oliwek. Mam tylko kilka par butów, byle jakich. Nie mam dzieci, nie mam kotów, nie mam psa, mam kogoś kogo nie kocham i nie jestem przez niego kochana, ale i on i ja tak bardzo boimy się samotności bez siebie, że wolimy być samotni razem. Jestem szara i nijaka, stara i niepotrzebna. i gdy czytam Twojego bloga, to sobie myślę, że albo jesteś zdrowo szurnięta, albo szczęśliwa. Pozdrawiam cieplutko! Katia