Gdy w środku tygodnia na niczego złego nie spodziewającego się człowieka spadnie taka szewska środa, to trzeba się ratować. Bardzo, bardzo zły miałam dzień…
Pod wieczór więc, w celach ratunkowych pojechałam do mojej przyjaciółki D., w dzień prowadzącej życie poważnej i odpowiedzialnej Pani Dyrektor w dużej angielskiej firmie, a w nocy przemieniającej się w kociego łowcę.
D. niedawno zakupiła „zestaw do bezstresowego łowienia kotów” w postaci wielkiej klatki ze sprytną zapadką i oto co wieczór na Woli Justowskiej, w najnobliwszej dzielnicy Krakowa zastawia pułapkę na bezdomne koty, których tam jest bez liku. D. ma misję- jak najwięcej kotów złowić, wysterylizować, wykastrować, przez kilka dni doprowadzać do porządku we własnej łazience (gdzie metr kwadratowy pięknej szklanej mozaiki kosztował…hm…), wypuszczać, albo szukać domów, dokarmiać, dbać i generalnie prowadzić życie prawdziwej kociary.
D. ma fajnego faceta, niejakiego B. Mawia o nim, że jego jedyną zaletą jest tolerowanie kotów na stole (a ma ich piątkę, albo i więcej), ale to tylko takie gadanie, B. jest ciepłym, miłym, dowcipnym i niezwykle cierpliwym mężczyzną.
Kociarzem stał się niejako przy okazji pożycia z D., zdaje się zresztą że nie miał innego wyjścia.
D. ma wieczne z kotami przygody, moja ulubiona dotyczy historii z pewnym pięknym, acz lekko skołtunionym kocurem, który włóczył się wokół domu D., pewnego dnia wpadł w jej ręce, stracił męskość i gdy dochodził do siebie w jej pięknej łazience, w okolicy pojawiły się ogłoszenia zrozpaczonych właścicieli proszących o informację o ich ukochanym kocurze, w dodatku cennym reproduktorze. No cóż… D. podrzuciła kota pod wskazany adres, licząc na to, że jego gęste, rodowodowe futro przykryje ślady strasznej zbrodni. Pewne jest tylko to, że jego kariera jako reproduktora bezpowrotnie się skończyła.
Inna historia dotyczy wakacji, gdy D. poleciała na Kubę, a B. miał za zadanie opiekować się kotami. Na kilka dni przed jej powrotem, B. wysłał jej sms-a, że przed domem siedzi ciągle jakiś kot, chyba ma zwichniętą łapkę i że B.-prawdziwy bohater i odpowiedzialny mężczyzna, dokarmia go w oczekiwaniu na powrót D. Jakież było zdziwienie i wściekłość D. gdy okazało się, że tym niby bezdomnym kotem jest jej bura Grubcia, na co dzień nie wychodząca na zewnątrz. Musiała wypaść przez okno i przez kilka dni błagalnym wzrokiem wpatrywała się B., by wpuścił ją do domu, rzeczywiście miała zwichniętą łapkę, ech… ale była awantura, że B. nie poznał Grubci, na usprawiedliwienie podam, że B. odróżnia czarnego od rudego, ale burych od siebie już nie.
D. oswaja bezdomne koty i szuka im dobrych domów. Pomimo towarzyskiej natury cierpi na brak „bezkocich” znajomych, nawet ja mam kota od niej, moją piękną Saszę.
Uwielbiam tę kobietę, ma szerokie horyzonty i wielkie serce. Ma też najlepszą na świecie zdolność zorganizowania cudownych wakacji, to z nią byłam w Hongkongu, Singapurze i Indonezji i nie musiałam kiwnąć palcem, a już bilety lotnicze miałam przed oczami.
Ad rem: dziś wieczorem poszłam razem z nią na łowy, postawiłyśmy klatkę w trawie niedaleko „kocich miejsc”, schowałyśmy się w aucie i czekałyśmy na efekt.
A efekt był, a jakże i to zaledwie po pół godzinie czekania! Zwabiony na wołowinkę wpadł do klatki szaro-bury kot. Niestety, wielkie było rozczarowanie D., gdy okazało się, że jest to kotka, którą dwa dni temu złowiła, zawiozła do sterylizacji, a ona okazała się kocurem i to w dodatku już wcześniej wykastrowanym.
Przedstawiłam D. moją ponurą wizję- pozbawiła płodności wszystkie koty w okolicy, albo też wszystkie koty już wiedzą o jej zbrodniczej działalności i omijają okolicę szerokim łukiem.
D. jednak nie traci ducha i nadziei, gdy ją opuszczałam wsadzała do klatki świeży kawałek mięsa.
Wracałam od niej uśmiechnięta i z ogrzanym środkiem.
Li.

Droga Re, owszem słyszałam jeden raz-gdy taka jedna mi napisała, że moje życie to serial brazylijski. Tylko entourage mi się nie zgadza :D
Droga Li! Zapewne słyszałaś to już setki razy -Twój blog to gotowy scenariusz na rewelacyjny, skazany na sukces film lub serial! Nie rozumiem jak ten okropny tefałen może kręcić jeszcze bardziej okropne Majki, kiedy życie samo pisze takie historie!!
Ale na wszelki wypadek pilnuj się Ptaku, oj pilnuj ;P
Całe szczęście, że nie łapie Czarnych Ptaków ;))) Pozdrawiam
Przyjazn jest piekna Li. Pozdrawiam Aniaps temu panu juz podziekujemy
Wyobrażam sobie :D
Wracałem sobie spokojnie do domu, a ty jakiś cham nadepnął mi na rękę… nic to, idę dalej, widzę, wołowina, zjadłem, senność mnie naszła, no i proszę sobie wyobrazić moje oburzenie kiedy obudziłem się rano!!!
Tak, Jędzo, ale co na to wykastrowane kocury? :DZ D. znamy się od ponad dwudziestu lat, wielki to kawał z życia…
Cudna opowieść, Li można Ci pozazdrościć takich przyjaciół.