Osiemnasty dzień marca 2010-go roku zapamiętam jako dzień, w którym wrócił mi rozum, a nawet trochę rozsądku. Zapamiętam go też jako dzień zwycięstwa nad swoimi konsumpcyjnymi żądzami i wyzwoleniem się z kredytowej niewoli i dyktatu mojego architekta.
Wczoraj nagle zrozumiałam, że jak głupia i naiwna panienka dałam się porwać trendom i naciskom, złudom z wnętrzarskich gazet, blichtrowi i rozdętemu ego, tracąc z pola widzenia to co jest przecież najważniejsze- jakość mojego przyszłego życia.
A nie chcę go marnotrawić na konieczności zarabiania pieniędzy na spłatę dużego kredytu, na zamianę fantastycznych wakacji na ametysty na ścianie, na czynienie oszczędności, nie daj Panie Boże na kosmetyczce i przyjemnościach, o nie!
Rezygnuję więc bez żalu z pięknych (och jak psiakostka pięknych!) dębowych, olejowanych dech za 40 tysięcy stąd, z cudnej urody włoskich płytek do łazienki za 30 tysięcy stąd, z kabiny prysznicowej, a właściwie kawałka zakrzywionego szkła za 4 tysiące, z zapierającej dech mozaiki ametystowej , z tego i z tego też.
Postanawiam kupić tylko polskie płytki, tylko polską ceramikę i armaturę, zwykłe podłogi na których będą widoczne ślady szpilek moich koleżanek, a mnie będzie cieszyć ruch w domu.
Mam przyjaciół K.i P. z domem pod Krakowem.
Uwielbiam tam jeździć, bo tych ludzi kocham, a ich dom ma piękną duszę. Na podłodze leżą tanie panele i zwykły dębowy parkiet, ale za to na ścianach wisi siedemnastowieczne malarstwo holenderskie, K. i P. są kolekcjonerami rzeczy pięknych i śmiesznych, przedwojenne figurki baranków wielkanocnych są naprawdę rozczulające. W ogromnej kuchni panuje swojski rozgardiasz, a herbatkę przy kuchennym stole można pić godzinami.
„Parapetówa” była w stylu lat siedemdziesiątych, gospodarze nie przejmowali się podłogą, tańce były szalone!
Mam innych dobrych znajomych, którzy niedawno wykończyli nowe mieszkanie. Za podłogę zapłacili ponad czterdzieści tysięcy, w związku z powyższym zapraszając na „parapetówę” zastrzegli konieczność ściągnięcia butów.
Ja przyszłam w japonkach, moi przyjaciele K. i P. zbuntowali się i butów nie ściągnęli, byliśmy jak powstańcy w tłumie zdominowanych przez podłogę bosych gości. Impreza była drętwa, jaskrawe światło z designerskich lamp zabierało chęć do szaleństw, muzyka sączyła się gdzieś tam daleko z ukrytych głośników, gości snuli się z kieliszkami w rękach, zupełnie jakoś nie zintegrowani.
To jest ładne mieszkanie, jak z katalogu, nie ma duszy, nie jest w nim zaznaczony rys indywidualności, osobowości, kuchnia za 70 tysięcy zniewala funkcjonalizmem, ale onieśmiela brakiem ciepła i kuchenności.
Dla mnie dom musi być domem, tu sobie cenię tradycyjne wartości, jak ja z moimi córkami będę w nim będę szczęśliwa, to uszczęśliwię swoich gości. Przedmioty muszą mieć swoją historię, meble mają być wygodne, kuchnia przytulna, a łazienki ciepłe.
Nic na pokaz, nic dla zrobienia wrażenia i nic na co mnie nie stać.
Trzy razy N, to jest moja filozofia na najbliższe dwa wykończeniowe miesiące.
Poczułam ulgę, no! Przez chwilę zwariowałam, ale na szczęście wróciłam do siebie.
Li.

Droga Li, twoje odkrycie moim odkryciem: do naszego domu kupiłam w Polsce 6 umywalek i 6 kibelków Koło. Bo doszłam do wniosku, że efekt, że tak powiem, końcowy będzie taki sam. Powyższa decyzja była dla mnie jak zdjęcie niewidzialnego, cisnącego jarzma /ta słynna włoska ceramika!/, i mimo, że od tego czasu minęło kilka miesięcy, za każdym razem, gdy patrzę na moją umywalkę za 230 zł, moje serce rośnie.Pozdrawiam!
Li, dom to ty i dziewczyny, a nie modne podlogi. Klimat tworza ludzie i milosc ktora nosza w sobie. Bedziecie mialy piekny dom, z dusza. Serdecznosci, Ania
:)))pozdrawiam
Kaśka Nosowska śpiewa że "… dom to nie miejsce lecz stan …" Ściskam w pasie Li :)))
Od dawna namawiam Cię na podłogi z podkladów kolejowych;-)
No co Wy? Bez kapci dla gosci? Dzielenie sie bamboszem to stara, piekna, slowianska tradycja. Li, bedzie pieknie. Czekam na fotki, niekoniecznie pieknych gniazdek, ale wykonczonych podlog i lazienek jak najbardziej.
Najważniejsze, że wybrałaś właściwą drogę a nie katalog wnętrz i kapcie dla gości :)
Tendencje do równania trzymają się niestety nieźle, większość znajomych ma nowe łazienki w kolorze ciemnego brązu (tfu, nie znam się- to kolor wenge). Ja nie mam dekoratora Lola, mam architekta który ma za zadanie stworzyć mi możliwie najwygodniejszą kuchnię i łazienki, zaproponować materiały, policzyć wszystko, pomierzyć, ja nie mam cierpliwości, za każdym razem wychodzą mi inne wymiary :)Nie wyobrażam sobie, by mieć dekoratora, bo nie wyobrażam sobie żeby ktoś mi obcy decydował o tym jak mam mieszkać. Ech, ile jeszcze przede mną, czuję przyjemny dreszczyk :D
Li, linoleum i fototapete z palmami i zachodem slonca ;)). Pamietem, gdy bylam mala goraco namawialam rodzicow na taka zmiane na lepsze. Niestety nie dali sie przekonac. ;))A co do mody podlogowej, to chyba zwolnilabym dekoratora po takim stwierdzeniu. Kiedys mebloscianki na wysoki polysk byly trendi i cala Polska miala to samo, teraz tredy sie zmienily, ale tendencje do rownania pozostaly.
I na tym zakończę komentowanie własnego bloga :D
No i meble do pokojów dziewczyn! I moje łóżko z baldachimem. Jak jeszcze trochę powymieniam to będę musiała położyć na podłodze linoleum :)
Aha, mój plan na wykończenie obejmuje też piec, grzejniki i schody, więc ten tysiąc na metrze to wcale nie tak dużo :) Moi znajomi od podłogi gdzier trzeba było być boso wykończyli mieszkanie płacąc prawie trzy tysiące za metr kwadratowy. Straszna suma, a co najlepsze efekt jest jakiś taki hm… mało efektowny;-)
I jeszcze jedno- naprawdę nie sztuką jest pięknie urządzić łazienkę za sześćdziesiąt tysięcy. Na łatwiznę idą ci architekci wnętrz! Cieniasy :)
Ptaku, no właśnie trafiłeś w sedno! W pewnym momencie poczułam, że ja wcale nie chcę tych drogich śliczności, bo mnie jest w tym najmniej. Wkurzyłam się na jedną rzecz- to była kropla która przelała czarę- chciałam mieć w przedpokoju płytki, przychodzi do mnie dużo gości, do moich dziewczyn też, nie chce mi się dbać o drewniane podłogi, ma być jak najprościej i jak najbardziej funkcjonalnie, zresztą Pani Jadzia by mnie pogoniła! Usłyszałam, że to jest niemodne. A ja modę mam w nosie :) Zwłaszcza modę co do podłóg! Doprawdy nadanie podłodze jakiegoś znaczenia dla mody jest śmieszne! Chcę to zrobić sama, cieszyć się wybrem, szukać zamienników, a nie zdawać się na zawodowca, który i owszem wyliczy mi ilość płytek w łazience i wyrysuje kuchnię, ale na tym koniec. Znalazłam śliczne plytki z Opoczna, cena jest obłędnie przyzwoita :)Mam ambitny plan na wykończenie- nie przekroczyć tysiąca złotych za metr kwadratowy, czyli jakieś 150 tysięcy plus 20 metrów tarasu. Potraktuję to jak wyzwanie!Dana, o mały włos, o mały włos! Jednak mam silny instynkt samozachowawczy;-)
Klimat i atmosfera domu nie zależy od trendy architekta a od ludzi mieszkających w tym domu, od ich marzeń i upodobań. Pieniądze jak to się mówi szczęścia nie dają a życie w "plastikowym" otoczeniu staje się też plastikowe. Fajnie, że doszłaś do tego teraz a nie po wydaniu kupy kasy, to świadczy o tym, że wiesz czego chcesz i chcesz aby to było Twoje a nie architekta :) Pozdrawiam
Wykańczanie mieszkania wykańcza mieszkańca :D
Li, wierz mi, że zawsze Cię doceniałam, ale tym razem byłam pewna, że jakiś szalony dekorator wnętrz namiesza Ci w głowie i zadłużysz się do końca życia!Patrz, jaka jestem głupia!:)Trzymam kciuki za sprawy " wykończeniowe". Dana
No pewnie, że tańszym kosztem można też mieć pięknie i całkiem funkcjonalne mieszkanko. Jestem przekonana, że będziesz miała ślicznie zagospodarowane swoje gniazdko, bo komu jak komu, ale Tobie nie brakuje wyobraźni! Czekamy na efekt końcowy ;-).
Valuś, kredyt to jest podstępne świństwo, zapamiętaj to sobie do końca życia :) Coś tam muszę wziąć, ale niewiele i postaram się szybko spłacić, na pohybel bankom i odsetkom!
Lola, znowu zgubił się kabelek od aparatu, zresztą teraz nie ma czego fotografować, ogólny rozgardiasz. No chyba żeby pięknie zrobione gniazdka, puszki i skrzynki elektryczne :) Elektryk mnie rozczulał, rzecz jasna mówię o tym drugim, ewidentnie mnie podrywał i przysyłał późnym wieczorem sms-y o takiej treści: "Pani Moniczko, proszę do jutra zastanowić się nad ostatecznym kształtem światła w łazience. Co do sypialni półmrok przecież wystarczy…"Och, jaką mam piękną instalację, no mówię Ci-szok!
Echo, no właśnie, ja w ametystach? Zwariowałam;-)
Kakot, w końcu się pojawię, żebyś nie załowała;-))
Mnie się wszystko wydawało w porządku. Kiedy wspomniałaś o kredycie to sobie pomyślałem, że skoro ją stać to czemu nie, bo na pewno nie będzie płaciła tego kredytu przez 30 lat. Tym bardziej teraz cieszę się, że zrezygnowałaś z pewnych drogich udogodnień na rzecz tańszych i równie funkcjonalnych. Twój dom tak czy siak będzie robił wrażenie. Jestem tego pewien :)
I tak bedziesz miala najpiekniejszy dom na swiecie. Czekam na zdjecia.
Li, wiedziałam, że się ockniesz :) Nie wyobrażałam sobie Ciebie w tych ametystach i włoskich płytkach… za to w domu, który opisałaś, wyobrażam sobie, i to jak!
Li, wielkie, wielkie brawa! (tym goręcej zapraszam do nas – tak właśnie działamy od dawna)
Pewnie, że zobaczę! Nawet ziemię juz mam:D
Anna, nie da się ukryć, że dobrze;-))Karla, hehe, noooo… a ja nawet zniosłam ten ból, znaczy się rozum do mnie wrócił później :) Tak naprawdę przeraziła mnie świadomość, że zadłużę się do siedemdziesiątki z powodu włoskich płytek, kranu, deszczownicy i kuchni. I że przez najbliższe trzydzieści lat będę musiała pracować by zarobić na kredyt. Byłby koniec z bimbaniem sobie i łóżkiem do południa :DNo i ten wiszący nade mną obowiązek, ja strasznie nie lubię obowiązków :)A i tak będzie ślicznie i lekko demonicznie :)Zresztą zobaczysz sama…
Ja Ci się wcale nie dziwię… Sama wpadłam w taką "czarną dziurę". Oczami wyobraźni widziałam to i to, i to też, i jeszcze to, aaa no oczywiście – to – bez dyskusji. Ech, jak ja lubiłam wtedy moją wyobraźnię:) Potem przyszedł dzień, który przyniósł z sobą kosztorys. Ała.Ała, ała, ała:DI rozum wrócił. Uff:)
Tylko przyklasnąć mogę, dobrze,że się ocknęłaś!!!!!Anna
Joasiu, ja pierniczę, ale zgłupiałam :) Na szczęście zaraz zmądrzałam, ale nadziwić się nie mogę, jak mogłam tak zgłupieć…
Trzy razy B – brawo, brawo, brawo!