Życie, życie jest nowelą…

Życie pisze swoje historie, czasem są to prawdziwe wyciskacze łez, emocjonalne bomby rujnujące pozorny spokój, ale za to umożliwiające budowę nowych uczuć, nowych emocji, nowego stanu ducha.

Dzisiejsza i właściwie banalna historia doprowadziła mnie do łez, płakałam w słuchawkę telefonu razem z Mamą Ilonki, ale kończąc rozmowę byłam już spokojna i szczęśliwa, czułam jakby Ilonka z niebytu dała mi znak, a pewna prześladująca mnie historia znalazła swoje zakończenie:

Czterdziestoletnia Agata, matka czwórki dzieci, z których najmłodsze miało dopiero dwa lata leżała w szpitalnej sali razem z Ilonką. Guz w jej brzuchu miał wielkość małego arbuza. Była przerażona, załamana, w ciężkiej depresji, a Ilonka- sama ledwo żywa po operacji -podtrzymywała ją na duchu, wzmacniała i dodawała sił do walki z Obcym. Po śmierci Ilonki czasem myślałam o tej Agacie, miała mięsaka o mniejszym stopniu złośliwości, ale z tego co mówiła Ilona-lekarze nie dawali jej większych szans na przeżycie. Do szpitala przyjeżdżał do niej mąż- ale nie codziennie, bo trudno mu było wyrwać się z domu pełnego dzieci gdzieś na wsi pod Oświęcimiem, ja widziałam go chyba tylko jeden raz i zapamiętałam go jako prostego, zafrasowanego, pochylonego nieszczęściem mężczyznę, niezdarnie próbującego poprawić żonie poduszkę.

Gdy wieczorami nielegalnie wdzierałam się na szpitalny oddział, a cudowne pracujące tam pielęgniarki udawały, że mnie nie widzą, gadałyśmy sobie wszystkie trzy, nasze rozmowy toczyły się wokół absolutnych bzdur, babskich mało ważnych spraw, w obliczu ciężkiej choroby jednak te sprawy nabierały niebywałej ważności, bo były nierozerwalnie związane ze zwykłym, codziennym życiem, a każda z nich chciała żyć. Pamiętam wieczór, gdy nałożyłam im obu nawilżającą maseczkę na twarz, a Agata przyznała, że nie ma nawet kremu, bo swoje potrzeby w licznej rodzinie zawsze ustawia na koniec kolejki. Ilonka wtedy oznajmiła, że jest to sytuacja skandaliczna, a ja dyskretnie otrzymałam polecenie dokonania zakupu kilku kosmetyków…

Po śmierci Ilonki nie wiedziałam co dalej działo się z Agatą. Czasem o niej myślałam, zawsze ze smutkiem, byłam prawie pewna że nie dała rady Obcemu, prześladowało mnie zdjęcie jej małego synka.

Kilka dni temu, późnym popołudniem Mama Ilonki wraz ze swoim szkolnym kolegą, który przyjechał ją odwiedzić po czterdziestu latach niewidzenia się, poszła na pszczyński cmentarz. Zapadał lekki zmierzch, było ciepło, na wielu grobach paliły się znicze, cmentarze ze swoim powietrzem ciężkim od smutku mają jednak w sobie urokliwe piękno.

Po drodze, na cmentarnej alei minęli wolno idącą parę, ludzie ci sprawiali wrażenie jakby szukali jakiegoś grobu. Mama Ilonki nie mogła zauważyć, że za nimi para przystanęła, a mężczyzna powiedział do kobiety: „mam przeczucie, że to jest matka Ilony”. Nigdy jej nie widział na oczy, mijali się podczas odwiedzin, nie mógł wiedzieć jak wygląda. Zawrócili, poszli ich śladem i oto nareszcie po paru tygodniach poszukiwań Agata odnalazła grób Ilonki. Płakała tam bezładnie przez godzinę, opowiadała jak kolejną niedzielę przyjeżdżała do Pszczyny na poszukiwania grobu, jak już dziś zrozpaczona i zdeterminowana zdecydowała że musi iść do parafii po informacje, jak Ilonka dała jej siłę do życia, jak przetrwała operację, chemio-i radioterapię, jak otrzymała wiadomość, że nie ma w niej komórek rakowych, jak ciągle o Ilonce myśli, jak nie może o niej zapomnieć, jak bardzo była zrozpaczona po jej śmierci, jak bardzo pragnęła odnaleźć grób- Mama Ilonki powiedziała mi, że godzinę tam stały, płakały, śmiały się, niesamowite emocje i wzruszenie…

Dobry człowiek po śmierci w ludzkiej pamięci prowadzi dalsze życie, bo odcisnął na innych piętno, wrył się w ludzką pamięć mocno, głęboko i tak twórczo, że nie można go zapomnieć. Ilonka śmiałaby się z tego pomnika jaki zostawiła w naszej pamięci- nie była przecież święta, miała wady, jak każdy z nas. Ale ostatni rok jej życia wydobył z niej takie piękno, taką siłę, taką pogodę ducha, taką odwagę w ukazywaniu słabości, że myśli o niej poza smutkiem i brakiem akceptacji dla jej śmierci zawsze są ciepłe, ogrzewają i dają siłę

Bardzo za Tobą tęsknię moja Kochana, bardzo!

Li.

12 Responses to Życie, życie jest nowelą…

  1. Nieznane's awatar Kucyk pisze:

    Popłakałem się…Pozdrawiam Li…

  2. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Też ją kocham.Fajnie Cię czytać Li, pozdrawiam, A.

  3. Nieznane's awatar Gofer73 pisze:

    Życie coś daje i coś zabiera – to nieustanne i odwieczne prawo równowagi w przyrodzie… Może i w Waszym przypadku zadziałało?Ilonka czuwa i działa…. jak widać.

  4. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Święta jak święta…płyną:)…Myśli płyną innymi torami, ale nie jest źle! Dana

  5. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li mam nadzieję że świeta upływają spokojnie,zdrowo i ……hmmmmm świątecznie…… pozdrawiam.Zielona

  6. Nieznane's awatar Li pisze:

    Śmierć jest zawsze niesprawiedliwa. Ale nie ma co się smucić, nie chciałam by ta historia zabrzmiała patetycznie, miała być tylko przykładem Ilonkowego życia po życiu, a może tylko igraszek losu?Mam nadzieję, że Święta płyną Wam przyjemnie i spokojnie :)Pozdrawiam!

  7. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Powiadają, że "czas leczy rany". Nie zgadzam się. Tęsknota za kimś kogo kochaliśmy nigdy nie mija.Myślę, że ból jest mniejszy, ale tęsknota z dnia na dzień jest coraz większa. Dana

  8. Nieznane's awatar Czarny Ptak pisze:

    Nasi najbliżsi żyją w nas i w sercach ludzi, którzy byli ich przyjaciółmi. Dopóki ta pamięć trwa będą wśród nas potem przechodzą dalej… Ściskam mocno Świątecznie

  9. Nieznane's awatar anabell pisze:

    Li, rozumiem Cię. I jestem przekonana,że dopóki pamiętamy o tych, którzy cieleśnie nas opuścili, tak długo Oni żyją. Nasza niepamięć sprawia,że odchodzą na zawsze.Anna

  10. Nieznane's awatar Agata pisze:

    Życzę Tobie Li – Pogodnych, Radosnych Świąt Moja Ulubiona Pisarko! ;-)

  11. Nieznane's awatar Li pisze:

    Tęsknota nie zna kresu, ni umiaru. Nie można jej sobie dawkować, ona sama decyduje o swej sile. Nie mam na nią wpływu, a nim dalej tym gorzej, a może nie gorzej, tylko bardziej. Mogę ukryć w sobie swoje uczucia, robię tak od lat, ale sama siebie nie oszukam… i nie pogodzę się z losem z powodu jej śmierci. Czy za ten brak akceptacji i pokory zapłacę? Już płacę, ale się nie ugnę. Daję sobie prawo do tej tęsknoty, bo dzięki niej Ilona ma dla mnie ciągle ludzką postać, nie myślę o niej jak o prochu w zakopanej w ziemi urnie, tylko jak o ślicznej, roześmianej, pogodnej kobiecie. Takiej jak ją pamiętam…

  12. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li tęsknisz za Ilonką…….to ja jako wierny Twój czytacz…..wiem……Li cos mija,przemija bezpowrotnie i trzeba się z tym pogodzić….