
To widok na schody od strony drzwi wejściowych.
Nie mają jeszcze pięknie wyciętych drewnianych stopni, balustrada i konstrukcja owinięte folią skutecznie chowają się ze swoją urodą, ale od czego wyobraźnia? :)
Poniżej widok na schody od strony okien w salonie. Po prawej stronie zajawka wyspy kuchennej z „piwniczką” na wino.


Trzecie zdjęcie to balustrada przy pokoju Starszej, na czwartym jest mój już ulubiony detal, piękny jest metal zamknięty w tych finezyjnych łukach, prawda?
Po budowie snuje się jeszcze malarz Paweł, głaszcze ściany, które już oślepiająco białe niecierpliwie czekają na przyjęcie w siebie koloru.
A tu moja wyobraźnia szaleje, szczęśliwie odkryłam niesamowite farby Benjamina Moore’a– takich przygaszonych, zamglonych, dymnych matowych farb nie widziałam nigdzie indziej.
Ściana wzdłuż której pną się schody będzie w kolorze czerwonego wina i z półkami na książki.
Poza wszystkim staram się zachować spokój. W domu piekło, bo Starsza odkrywa kolejne swoje błędy w teście, pogrążając się w coraz większej depresji, ostatni jej plan na życie to Technikum Pszczelarskie, podobno tam przyjmują z limitem trzech punktów, haha.
Biedne moje nadmiernie ambitne dziecko. Coś czuję, że dostanie punktami po nosie, bo streściła nie ten tekst co trzeba, oczywiście nie słuchając mojej rady o konieczności dokładnego przeczytania polecenia. Ale co jej nie zabije, to ją wzmocni, nie będę się nad nią rozczulać.
Damy sobie radę, ostatecznie moje początki w liceum tez nie były chlubne- byłam pierwszym rocznikiem z egzaminami wstępnymi, język polski zdałam śpiewająco, matematykę oblałam, miałam poprawkę, podobno był wstyd na cały Paczków, choć ja tam na pewno się nie wstydziłam, wystarczy że wstydziła się moja mama, przez kilka kolejnych lat dręcząc mnie wspomnieniem tej porażki, tak jakby miała mieć jakiekolwiek znaczenie dla mojego dalszego życia.
Zdałam maturę? Zdałam. Dostałam się na studia? Dostałam. Studiowałam odpowiednio długo?
A jak!
W naszej rodzinie zawsze kończyło się studia, nie ma więc powodu, by w tym pokoleniu było inaczej.
W naszej rodzinie zawsze kończyło się studia, nie ma więc powodu, by w tym pokoleniu było inaczej.
Idę pocieszyć swoje dziecko, wszak per aspera ad astra, sama wiem o tym najlepiej.
Miłego dla Was!
Li.
PS. Zdjęcia zrobiłam iPhone’m, dziecko beztrosko zostawiło aparat u babci. Ale coś tam widać, prawda?


No, moja droga byłam bliska tego stanu, ale moje szaleństwo w dobrym znaczeniu tego słowa zawdzięczam tylko Tobie! Całusy…
Aga, oszalałaś kobieto :P
Przyszłam tu aby jeszcze raz serdecznie Tobie podziękować. Dzięki Wielkie za Twój trud i pomoc w naszej sprawie! Jesteś Kobieto Niezastąpiona!!! Mam nadzieję, że kiedyś nastąpi taki dzień, w którym uścisnę Twoją dłoń, przytulę i wycałuję najmocniej jak potrafię!!! ;-)
Bardzo się cieszę, że podoba Wam się moja balustrada, ja sama jestem w niej zakochana coraz bardziej! Niesamowite rzeczy z żelaza potrafi wyczarować moja znajoma artystka, nie mogę już doczekać się lamp i pięknie zaklętych w metal luster. Oczywiście, że wykończenie domu zaczynam od końca, haha, ale kto powiedział, że na początku nie mogą być piękne, kute lampy? :)
Spóźnione lecz szczere słowa aplauzu! :) Zdjęcia nieźle wyszły. Iphone się jednak sprawdza. Schody i balustrada wyglądają nieziemsko. Oczywiście pamiętam, że budujesz dom ale nie sądziłem, że będzie tam tyle miejsca. Z niecierpliwością czekam na pozostałem detale. :)
Balustrada się przepiękna!!! A jeszcze ten kolor który tam będzie… zrobiłam sobie w wyobraźni wizualizację i już się nie mogę doczekać kolejnych zdjęć :)
Schody piękne! bezdyskusyjnie…..Ale że flaszka (i to tylko jedna!!!)zasiała ziarno niezgody pomiędzy przyjaciółkami!!!!
Zyczylabym kazdemu takiej skazy genetycznej:)Dobrze ze twoja corka umie sie "odstresowac", Wierze ze dostanie sie do upragnionego liceum. Kto ma zdawac te egzaminy jak nie wasze dzieci:)Strach ma wielkie oczy i rozumiem ze to wielkie przezycie dla nastolatkow, ale nasi nauczyciele lubia straszyc i czuc w rekach wladze. Dobrze ze twoja cora ma mame ktora rozumie i nie panikuje ani nie powoduje wiekszego stresu niz jet konieczny. Zawsze jest wyjscie, a to ze wspierasz ja niezaleznie od wynikow jest na wage zlota. Na pewno zda konieczne egzaminy , a jesli nie to wie ze nie bedzie konca swiata i wszystko sie ulozy.Tzymam kciuki za wszyskich zdajacych i ich rodzicow:) Serdecznosci, Ania
Gofer, no właśnie od pilnowania "by nie wciągło" są duchy;-))Di, po dzisiejszym teście moja córka płakała rozpaczliwie, a teraz poszła do kina na nowy film Woody Allena, by "odstresować się". Podobno rzeczywiście masakra, choć jako córka doktora habilitowanego w naukach górniczych powinna wiedzieć co i jak z węglem kamiennym tudzież brunatnym. Mam nadzieję, że jednak jakoś dała sobie radę, a jak nie to Technikum Pszczelarskie :)Całusy! A co do sklepu z kolczykami, to pomysł jest super i na pewno kasa będzie rozgrzana do czerwoności :)
Łącze się w bólach egzaminacyjnych. U nas tekst streszczony prawidłowy, ale czy poprawnie nie wiadomo – chłopczyna twierdzi, że poleciał samymi zdaniami złożonymi, wielce skomplikowanymi, zamiast pojedynczymi, natomiast dzisiejszy to jakaś masakra podobno. Ja nie umiem odpowiedzieć na ani jedno pytanie. Nie wiem czy się martwić czy cieszyć z tego powodu.Ponadto: w przyszłym tygodniu jestem umówiona z panem od kasy fiskalnej, a kasa = sklep. Sklep = jedna wielka niewiadoma. Trzym kciuki.Budowa: Czekałam na zdjęcia niecierpliwie, jestem zachwycona, piwniczka na wino – czy aby nie za mała? :-)
Ale mi o te dziury między stopniami chodzi, zawsze mam wrażenie, że przez nieuwagę wśliźnie się tam noga a potem… to już ją coś wciągnie :D
Piękne schody! Pozdrawiam.
Gosia, na schodach będą jeszcze drewniane stopnie szersze niż te stalowe o jakieś 4 cm z każdej strony i od razu nabiorą solidnego wyglądu :)Nie są też takie strome jak to wynika ze zdjęcia, mają szesnaście stopni, a wysokość pomiędzy piętrami wynosi 3 metry. Lola- patrz, patrz…Karla: ziemia jest bardzo ciężka, ale i tak 20 ton robi wrażenie :) Ania, taką mam skazę genetyczną- nie umiem trwać w zmartwieniu i smutku ponad absolutną konieczność :)V.- zgadzam się z Tobą :)
Ten etap jest najfajniejszy – powoli zaczyna widać rezultaty a mieszkanie nabiera kształtów i kolorów. Schody piękne, aczkolwiek nie dla ludzi z lękiem wysokości :PTeż się nie mogę doczekać kolejnej relacji z budowy.
Piękne. v.
O ziemię się nie martw, specjalista wyliczył, że na moje księżycowe podwórko, oprócz warstwy gliny, będę potrzebowała miedzy 15 a 20 ton… To dla Ciebie z tonę uratuję:D
Napatrzec sie nie moge. :)
A tak przy okazji, gdzie mozna kupic taki optymizm zyciowy i szukanie pozytywow w kazdym calu, nawet w cudnej balustradzie w duszki? ania
Trzymam kciuki i czekam na wyniki:) milego wieczoru, ania
Auroro, ta pełna flaszka to li i jedynie z pośpiechu oraz z naiwności… Wybacz mi nareszcie, bo zamiast świństwa z chili przywiozę Ci Igristoje, o!
Entuzjazm braci budowlanej zupełnie mnie nie dziwi;-) Jednakże pierwszy raz słyszę, by jednostką miary była – 1 flaszka, pełna w dodatku.
Joasiu, strach pomyśleć co miało oznaczać to "Aaaaa…itd" :)Zauważyłaś, że balustrada jest w duchy? To dobre duchy, a właściwie to duszki, popatrz- mają oczy i usta. Fruwają sobie swobodnie po moim domu :)Pozdrawiam!
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!
Karla :* No! A ziemię kupiłaś? :)
Ania, mam nadzieję, że Twoje słowa będą prorocze! Pozdrawiam:)
Echo, wszystko w swoim niedługim czasie :) Ale tak czułam, że Ci się spodoba :)
No więc tak, droga Auroro, bo do Ciebie kieruję me słowa: kiedy mi nareszcie wybaczysz niecny czyn (przynazję przecież że niecny, podły i prawie zbrodniczy) sprzeniewierzenia przywiezionej specjalnie dla Ciebie z samiuśkiego Lwowa butelki ze świństwem zwanym Nemiroff, czy jakoś tak, w dodatku z chili? Zrozum moja droga Przyjaciółko, że gdyby nie miara zdjęta przez majstra Jacka z owej butelki poprzez włożenie jej do otworu w wyspie kuchennej, owa dziura zwana przeze mnie dość szumnie-przyznaję-piwniczką byłaby za płytka! Wystawałyby szyjki butelek! Przyniesiony przeze mnie na strych Nemiroff, w celu-jak kolejny raz podkreślam- wyłącznie poglądowym, spotkał się jednak z takim entuzjazmem klasy robotniczej, że już nie mogłam tej butelczyny odebrać im z powrotem.No chyba, że miałam narażać życie, ale przecież wiesz że jestem samotną matką z dwójką dzieci, czterema kotami i psem, życie mi się jednak przydaje. Ty nie masz Nemiroffa, ja za to mam odpowiednio głęboką dziurę, a do Lwowa niedługo p[ojadę, więc spoko, spoko, zrekompensuję Ci Twoją straszną stratę :))Tylko już nie cedź tych słówek z taką pogardą, no!!!Wielce Ci oddana,Li
Widać, Li. Oj widać. I to jak widać… Cudnie widać!
Nie dziwie sie ze kilka razy zagladasz do swojego nowego domu. Piekny, wykonalas kawal niezlej roboty Li. Cieszy oczy balustrada i nie moge sie nadziwic ze dom jest juz prawie gotowy. Gratuluje! Co do egazminow twojej corki, na pewno bedzie dobrze, strach ma wielkie oczy i czasem wyolbrzymiamy pomylki. Na pewno nie jest tak zle, jak jej sie wydaje. Moje poczatki w liceum i egzaminy wstepne to koszmar. Serdecznosci Ania
Piwniczka… taa…
Widać,widać :) Balustrada przepiękna! I ten kolor wina… Już nie mogę się doczekać następnych zdjęć!