Piątek i słońca początek.

Słońce wpada sobie przez okno jak gdyby nigdy nic, bez żadnego poczucia winy za ulewy
i powodzie. W domu panuje święty spokój, bo dwa najbardziej ruchliwe i hałaśliwe elementy wyposażenia wnętrz poszły do szkoły, koty śpią po śniadaniu, pies jeszcze się nie obudził, a ja przy porannej kawie przeciągam się leniwie planując dzień i pracę.
Najważniejsze, że nie muszę wpadać w poranny pośpiech.
(No i właśnie skończył mi się poranny spokój, Młodsza zapomniała zabrać pracę z plastyki, muszę zaraz iść do niej do szkoły, a niech to! Mam mokre włosy i ciepłą kawę! )
Ech…
Mam jeszcze chwilę, ja nie muszę być w szkole punktualnie, więc całkiem już (nie) spokojnie pijąc pierwszą kawę myślę sobie o wczorajszym dniu i dziś chce mi się śmiać z mojego poruszenia.
Koń jaki jest każdy widzi, a takie spotkania w tak małym mieście jak Kraków, są nieuniknione. Trzeba będzie przywyknąć i opracować scenariusz niewzruszenia.
Notka miała być na zupełnie inny temat, ale może mi Olka wybaczy, obowiązki matczyne wzywają.
Wrócę potem,
Li.

5 Responses to Piątek i słońca początek.

  1. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Pewnie, że wybaczy. Też jest posiadaczką dwóch hałaśliwych elementów wyposażenia:-) Olka

  2. Nieznane's awatar Agata pisze:

    Pozdrawiam z upalnej Irlandii! ;)

  3. Nieznane's awatar dijey pisze:

    Świetnie to ujęłaś! :-)

  4. Nieznane's awatar Li pisze:

    Di, czasem jednak potrzebne mi jest porządne pranie :P Słońce świeci dość chimerycznie, ale jest. Całusy!

  5. Nieznane's awatar dijey pisze:

    Ja tam się cieszę, że nie jesteś kobietą wypraną z emocji. To takie ludzkie. Czasem sobie myślę o sobie – czuję, znaczy jeszcze żyję ;) Miłego dnia! U nas próbuje przedzierać się słońce…