Na zdjęciach mali powodzianie :) Autor zdjęć- Dagmara.
…
Sytuacja w domu jest bardzo napięta.
Z każdego strategicznie położonego kąta wyzierają wielkie oczy- zielone, bursztynowe lub brązowo-niebieskie. Wodzą za intruzem nieprzyjaznym wzrokiem i w zależności od poziomu kultury złowieszczo bulgoczą (Masza), prychają (Szary), zachowują bezpieczne milczenie (Sasza), usiłują dokładnie obwąchać, ale się boją (Bobcio), trzymają nad wszystkim kontrolę równo wszystkim podgryzając ogony (Kara).
„Skończysz jak Violetta Villas”- oświadczyła moja przyjaciółka.
A przywieziona wczoraj z Proszówek młoda kotka, ta sama dla uratowania której wdrapywałam się w zalanej stodole po starych gratach, żeby ściągnąć ją z krokwi, ryzykując, och jak ryzykując upadek do wody pełnej śmieci, utopionych kociaków i utopionych myszy ( muszę, naprawdę muszę podkreślić swoje bohaterstwo, bo nikt nie jest ze mnie dumny bardziej niż ja sama, te kocie i mysie zwłoki, łeeeeee….!!!) nic nie robi sobie z histerii rezydentów, pacnęła Karę w pysk łapą z ostrymi pazurami, do mnie się przytulnie tuli, mruczy i ociera o nogi, je prawie bez przerwy i wygląda na to, że doszła już do siebie po powodziowych przejściach.
Kotka jest bura i takiej jeszcze nie miałam.
Resztki rozsądku podpowiadają mi, że nie mam też czarnego kota, rudego, niebieskiego i biało-czarnego… no tak, ale ona sama wpadła mi w ręce, więc to prawdziwa okazja.
Zastanawiam się, czy jej u nas nie zostawię -ostatecznie jak w domu są już cztery koty to dlaczego nie pięć? Tłucze mi się co prawda gdzieś z tyłu głowy myśl, że podobne zdanie mówiłam przy okazji Szarego-” jak są w domu dwa koty, to i trzeci się zmieści„, potem przyszła era Bobcia i zdania- „jak są w domu trzy koty, to i czwarty się zmieści„, rany boskie, malarstwo włoskie!
Jednak będę szukać jej dobrego domu!
Zawiozę ją do weterynarza, niech ją poogląda, zaszczepi i takie tam inne, a oglądać jest co, bo to koci pokazowy egzemplarz klasycznego beżowego burasa z czarnymi pręgami.
Dzieci dały jej na imię Andora i nie pytajcie dlaczego.
Skończę jak Violetta Villas, skończę jak Violetta Villas, skończę jak Violetta Villas….
:))
Li.


Puk, puk! Jest tu ktoś? Pani M proszona o wpis na swoim blogu. Jeśli dzisiaj nie będzie odzewu, to sprawa jutro trafi na wokandę ;-). Wyrok może być bezlitosny ;-).
Cudne, cudne, prześliczne!Ja też jestem taką matką-animals( ową).Nigdy nie wyrywałam skrzydełek motylkom i przygarniałam bezpańskie zwierzęta. Piszę w czasie przeszłym, bo ostatnimi czasy nie miałam takiej okazji ( to chyba dobrze?) Dana
Violetta, masz jeszcze jednego kota w glowie. ;)) Sliczny kotek.
Kociaki cudne, bez dwóch zdań!Bez przesady, NA PEWNO nie skończysz jak Violetta Villas :)Przy dwudziestym kociaku prognozowałabym taką możliwość, ale teraz?! Nieeee :DJa to widzę inaczej: po prostu masz dobre serce, jak mało kto!!!Agata
Marzena, wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć:DJul, ale kociaki cudne, prawda? Nie wiem jeszcze co zrobię z Andorą, na razie leży i mruczy :)
No jak nic skończysz jak … :))). Li Ty dobra kobieta jesteś !!! Śmieję się przez łzy i podziwiam, oj, jak podziwiam …
o matulu …. zdjęcie kota w bucie mnie powaliło ;) a Młody by pewnie leżał razem z nim w tym bucie :)
Cześć , ja również zostałam nazwana Violettą Villas , zrobiła to moja koleżanka gdy otworzyłam jej drzwi wraz z 3 psami , Pola jest już zadomowiona i mimo że znalazłam jej dom to zostaje u nas – pozdrawiam
:) Ależ jaki to atak…? Ot, zaledwie prychnięcie;-))
Oj Li nie atakuj-ja tak humorystycznie tylko….Przecież wiem że masz ogromne serce dla zwierzaków
Co to za tempo, jeden kot na rok;-)Widziałeś kiedyś zielonego, albo czerwonego kota?Bo ja nie! A niebieskiego tak!Podobają mi się bardzo rasowe koty, swego czasu marzyłam o maine coonie, ale jak tu mieć rasowca, jak tyle nieszczęśliwych kocich kundli na świecie!
Mając na uwadze w jakim tępie przybywa kotów w Twoim domu (a powodzi nie koniec)to przyjaciółka ma odrobinę racji.Zwłaszcza że nie masz jeszcze niebieskiego,zielonego,czerwonego……