Ze zdziwieniem zauważam mierzony odległością międzynotkową upływ czasu na blogu.
Już wtorek? Cholerny i kolejny wtorek-potworek?
Trudno mi pisać, gdy chaos wokół mnie wytrąca z ręki pióro klawiatury, pędzi wichrem po myślach pozostawiając zgliszcza bezmyślności i wiecznie wikła w konflikt z czasem, przy którym wojna stuletnia to niewinne igraszki.
Zaciskam jednak ciągle jeszcze własne zęby i daję radę. Z trudem- cholera jasna, psiakrew- ale daję. Dziewczyny nie płaczą! (Co nie przeszkadza mi oczywiście popłakać sobie dla zdrowotności przynajmniej trzy razy w tygodniu, ale nie publicznie, więc nie psuje mi to wizerunku twardzielki, haha…)
Odkryłam wczoraj pierwszą zmarszczkę w kąciku prawego oka.
To taka zmarszczka wykluwająca się, jeszcze nie dorośle złośliwa, ale jest!
Urodziła się jak niechciany królewski bękart i bezczelnie ogląda się na każdym skrzyżowaniu w samochodowym lusterku, kpiąc sobie z mojego „obiecującego cuda i dziwy” kremu pod oczy.
Za mało snu i miłości, oto najbardziej zmarszczkotwórcze procesy życiowe.
Muszę nareszcie porządnie wyspać się i koniecznie zakochać.
Z mojego punktu widzenia to pierwsze wydaje się trudniejsze, wymaga wolnej od okupacji kotów poduszki i wygodnego bezdzietnego łóżka. To może lepiej pomyślę o tym zakochaniu…?
Wiem-już niedługo będę mieć swoje łóżko, swoją poduszkę, łazienkę suwerenną i sypialnię niepodbitą przez potomków płci żeńskiej i kocie jednostki. Czasem tylko to niedługo trwa bardzo długo, za długo jak na moje pokłady energii i optymizmu. Pomarudzę sobie i od razu będzie mi lepiej:
Jestem bardzo zmęczona i odrobinę nieszczęśliwa. Bo tak.
We wtorek-potworek w Krakowie o szóstej rano pada deszcz.
A ja marudzę. I bredzę (?).
;-)
Li.

Spokojnie to tylko zmarszczka. Ja mam już kurze łapki ;)
Bardziej mnie gnębią zmarszczki na duszy :(A dusza marszczy i marszczy się od problemów. Twarz tylko empatycznie jej wtóruje…:)
Skoro dostrzegasz jedną ledwo widoczną zmarszczkę znaczy to, że masz doskonały wzrok drogie dziecko ;-)
eee tam… jedna zmarszczka… ;) v.
Li, jestem pewna, że tylko Ty widzisz tę zmarszczkę. I jeszcze jedno: usiłuję wyobrazić sobie, jak wyrzucasz koty z sypialni i nie potrafię :)
Nie przejmuj się zmarszczkami-to zewnętrzne dowody naszych doświadczeń,świadectwo naszej dojrzałości.Ludzie wewntrznie piękni pięknie się starzeją.
Szybko czas leci, za szybko…na wyspanie nie ma miejsca, a nawet miłość rzucona gdzieś w kąt nie chce przyjść sama.Zmarszczki z czasem stają się naszym przyjacielem, bo trzeba się z nimi godzić ;)Te mimiczne jak ktoś mi bliski powiedział, dodają uroku. :)Li, nie jest tak źle ! :)Pozdrawiam. Onufry69
Łączę się w bólu niewyspania.W bólu przeciwzmarszczkowym nie, bo mam ich ze sto. I jeden siwy włos (ale pocieszam się, ze w powieściach Orzeszkowej wszystkie trzydziestolatki były paniami w średnim co najmniej wieku i jak któraś nie byla siwa, to znaczy, że nieźle się trzymała).I jeszcze łączę się w poczuciu nieszczęsliwości i chęci łez wylewania… Co te hormony z człowiekiem robią ;)
Dla wszystkich dużych dzieci buziaki :**
Pisanie notki o 6 rano to dla mnie hardcor jest. Ponadto uważam, że u mnie na blogu czas biegnie szybciej Niż u Ciebie. Ciekawe dlaczego. Oraz:Dni bez potrzeby klnięcia i łez lania, za to z różową wstążeczką i błogością w duszy z okazji Dnia Dziecka życzę.
chyba nie wszystko da się zaplanować…choć z własnego doświadczenia wiem ,że jak na coś sobie pozwolimy,to to mamy…wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka:))))