Moja Starsza leci dziś do Niemiec, to wyjazd-nagroda za roczną pracę na rzecz projektu finansowanego przez UE dotyczącego mniejszości religijnych.
Świetna sprawa ucząca dzieci tolerancji, poszanowania inności i równouprawnienia. W ubiegłym roku była w Turcji i przez tydzień mieszkała u rodziny tureckiej, a od dziś będzie przez sześć dni mieszkać gdzieś pod Kolonią u rodziny niemieckiej.
Za trzy tygodnie leci do Anglii, do Bristolu, sama! Po wylądowaniu ma znaleźć dworzec autobusowy, wsiąść we właściwy autobus i po dwóch godzinach dojechać do Ruth. Ja oczywiście umieram po kryjomu ze strachu, a ona nie widzi problemu. O tempora! O mores!
A z powrotem będzie jeszcze gorzej dla moich włosów, które niechybnie osiwieją ze stresu- z Bristolu ma dojechać do Londynu, tam spotkać się tam ze swoją szkolną przyjaciółką, która wakacyjnie będzie mieszkać u siostry, spędzić z nią jeszcze kilka dni w Londynie i dopiero wrócić w moje stęsknione i nieco histeryzujące ramiona.
W międzyczasie, 7-go lipca skończy szesnaście lat.
Rany boskie, w jej wieku jeździłam na obozy wędrowne w Bieszczady, o których ona oczywiście nie chce słyszeć…
W tym roku nie planuję żadnych wakacji z dziećmi.
Mam na głowie wykończenie domu i przeprowadzkę, odpocznę na swoim tarasie, albo postanowię gdzieś wyjechać z dnia na dzień.
Nemo po raz pierwszy od trzech lat zabiera dzieci na wakacje na całe sześć dni nad Bałtyk, można normalnie zwariować z radości i wdzięczności za taką rodzicielską aktywność, o rety!
Młodsza przyszyta do mnie ściegiem nie do rozerwania nie chciała słyszeć o żadnym obozie, udając oczywiście że chce uczestniczyć w procesie przeprowadzkowym, co jest ewidentną ściemą.
Ale bez trudu dała namówić się na dwutygodniowy wyjazd do Bułgarii i za to moim przyjaciołom jestem wdzięczna do grobowej deski, choć biorąc pod uwagę moją chęć kremacji powinnam napisać- do ścianek marmurowej urny.
Mam przyjaciół w Pradze. Do niedawna mieszkali w Warszawie, ale L.- piękniejsza połowa tego związku podpisała kontrakt na pracę w Czechach stając się tym samym niesłychanie ważną osobą w strukturach pewnej firmy motoryzacyjnej, a już na pewno jedyną taką kobietą na świecie. I w dodatku zna język czeski, co mnie śmieszy niesłychanie. Dzieciństwo spędziła w Złotym Stoku przy granicy czeskiej, dwie jej ciotki wyszły za mąż za Czechów i znajomość języka przyszła niejako naturalnie.
Jestem z niej bardzo dumna!
J.- jej mąż jest ojcem chrzestnym mojej Starszej i kiedyś był najlepszym przyjacielem Nemo, ale losy tak się potoczyły, że Nemo zniknął z ich życia, ale ja nie.
Ci dobrzy ludzie zabierają mi moją Młodszą na dwa tygodnie do Burgas, mają córkę prawie w jej wieku, swój kupiony tam niegdyś apartament z widokiem na morze i chęć niesienia pomocy mojej utrudzonej życiem osobie.
Muszę tylko dowieźć im moje dziecko do Pragi, co uczynię z radością, czas odczarować Pragę po sześciu latach od gwałtownego upadku tam mojego małżeństwa.
Do połowy lipca będę mieć więc dzieci z głowy, na początku sierpnia jadą nad Bałtyk z ojcem, a potem się zobaczy. Najważniejsze to mieć plan!
A teraz idę budzić córeczki, Starsza za trzy godziny powinna być na lotnisku, ciągle śpi jak zabita, ona ma jednak nerwy ze stali, albo poczucie, że mamusia czuwa nad wszystkim, o!
Odpoczęłam przez ten weekend, znowu nabrałam energii, słońce wzięło się do roboty i suszy mój zalany taras i dach. Musi nareszcie być dobrze, musi.
Li.

Wezmę Cię nawet na koniec świata, maczko :)
weźmiesz mnie do Pragi? maczka
Jasne, nic tylko pomnik mi postawić…:)Joanno, nawet nie masz pojęcia jak ja często ryczę sobie w kącie. Ryczę, wyryczę się i idę dalej bo nie mam innego wyjścia :)Joasiu, a tam zaraz… moja córka popatrzyła dziś na moje buty i powiedziała, że są obciachem. No cóż, w sumie przyznałam jej rację, na lotnisko wybrałam się w balerinach Młodszej z Deichmana. To prawdziwy upadek, zaprawdę powiadam Ci, mam butowy nieurodzaj, wszystkie co mam mają wysokie obcasy, a mnie się już nie chce chodzić na obcasach…:) No to włożyłam obciachowe baleriny młodszej córki i najgorsze jest to, że zasadniczo mnie było wszystko jedno…:)A córki mi się udały, mają swoje wady, ale i podstawową zaletę- są moje! Całusy :*
świetne córki świetnej matki:)
Podczytuję Cię Li od myślę kilku dobrych miesięcy. Jesteś super babką i niesamowicie radzisz sobie ze swoim życiem w dodatku z humorem podchodzisz do wielu spraw. Można się od Ciebie uczyć boni mores. ;) Tak się składa że jestem kobietą w trakcie małżeńskich przejść i widzę, że da się z tego podźwignąć. Dzięki za ten blog! Wspaniałych wakacji i jak najszybszej przeprowadzki. :) Sama nie mogę się doczekać jak napiszesz, że pijesz kawkę ze swojego tarasu! Pozdrawiam słonecznie, Joanna