Wiadomo, że nie toleruję papierosów, a w mojej obecności palacze mają ciężkie życie… muszą wychodzić na zewnątrz i takie tam utrudniające…
Dymu papierosowego nie znoszę i już- od razu mam wizję jak wzgryza się w moją skórę, włosy, płuca, uch… zapach ciała przesiąkniętego dymem odrzuca mnie na wstępie, co oczywiście znacznie ogranicza krąg mężczyzn mogących mnie ewentualnie zainteresować, bo przecież nie przytulę się do palacza, a bez przytulania -co to za życie!
Niepalących nie ma zbyt wielu, prawdopodobnie więc umrę samotna, ale za to ładnie pachnąca.
Moje córki wychowywane w drastycznie skrajnym antynikotynowym rygorze same źle reagują na dym.
Oczywiście mają moje pozwolenie na spróbowanie tego śmierdzącego szczęścia- sama popalałam w liceum i na studiach, szczęśliwie jednak w nałóg nie wpadłam, w odróżnieniu od wielu teraz jakże nieszczęśliwych z tego powodu znajomych.
Rozumiem jednak jego niszczącą siłę, bo widzę jak wiele moich cudownych, mądrych i silnych koleżanek zmaga się z rzucaniem palenia, mogę im tylko współczuć i nie pozwolić palić w swoim towarzystwie, co jest niczym innym niż moim wsparciem ich walki z uzależnieniem i honni soit, qui mal y pense.
Ad rem: Starsza szukając w mojej torbie kluczy, znalazła papierosy.
Oskarżycielski jej wzrok prawie mnie zabił, ale bez trudu uwierzyła w moje tłumaczenie, że idąc do aresztu odwiedzić klienta- zagorzałego palacza, muszę mieć dla niego papierosy, bo inaczej on nie jest w stanie ze mną rozmawiać. Jest to jedyna sytuacja, gdy dobrowolnie zgadzam się na pobyt w jednym zamkniętym pomieszczeniu z palaczem, cel uświęca środki niestety.
Papierosy jak wyrzut sumienia zostały na jej biurku i oczywiście znalazła je Młodsza, regularnie przeglądająca rzeczy Starszej, a to zgodnie z odwiecznymi zwyczajami młodszego ciekawskiego rodzeństwa.
Zadzwoniła natychmiast do Starszej i wywiązał się taki oto dialog:
– znalazłam papierosy i powiem Mamie!
– nie mów nic!
– a co z tego będę mieć?
– a co chcesz?
– lody Magnum i zwolnienie z obowiązku kupna prezentu urodzinowego!
– dobra!
Młodsza schowała papierosy i poszła ze mną na obiad. Nie mając pojęcia o siostrzanych negocjacjach widzę, że dziecko jakieś takie markotne. Podpytuję więc od niechcenia, a ona wybuchając płaczem pęka, że znalazła u siostry papierosy, że obiecała za loda że mi nie powie, ale musi powiedzieć, bo loda i tak jej kupię, a siostra ma papierosy…itd.
W trakcie mojej rozmowy z nią zadzwoniła Starsza i opowiedziała mi historię negocjacji z Młodszą i tego, że ją wypuściła, by zbadać jej lojalność. A ja mam udawać, że o niczym nie wiem, ale koniecznie mam jej powiedzieć jej czy Młodsza doniosła mi o całej historii.
Młodszej nic nie powiedziałam, ale Starszej potem natarłam uszu za takie podpuszczanie młodszej siostry.
Mam niestety smutną świadomość, że to już ostatnie chwile takiej szczerości młodszego dziecka w stosunku do mnie, bo w miarę upływu lat będą coraz bardziej trzymać siostrzaną sztamę i o wszelkich niecnych występkach dowiem się ostatnia.
Ot, napisało mi się parę słów przy sobocie.
Przede mną zakupy, pakowanie, udzielanie ostatnich rad, których dziecko nie słucha.
W poniedziałek leci do Bristolu, tam musi znaleźć odpowiedni autobus, dotrzeć na dworzec kolejowy, kupić bilet do Totnes i wsiąść do pociągu nie byle jakiego.
Rany boskie, ale mnie czeka dzień! Zanim ona dotrze do Ruth, ja osiwieję.
Bardzo trudne jest jednak to usamodzielnianie dzieci…
Li.

No właśnie nie możesz osiwieć. Cytując twoją córkę – "Mami, a po co ci białe włosy?".No właśnie, po co? ;-)
Li, nie możesz osiwieć. Siwy kiepsko komponuje się winną czerwienią:)Jestem pewna, że swietnie sobie poradzi, w końcu to Twoja Córka. Dziś będziesz pękała z dumy:):*
Córki mam super, poza momentami gdy mam ochotę je zabić :)Anabell, moja córka też nie chce mieszkać w Polsce… ale może to jej przejdzie. Mam taką nadzieję, nie wyobrażam sobie by była gdzieś daleko ode mnie. Mlodsza natomiast jest przekonana, że będzie ze mną mieszkać do końca życia :) Pozdrawiam!
:)
Uwazam ze swietne masz corki Li i dobrze sie z nimi dogadujesz. Byc moze to ostanie momenty takiej szczerosci, ale niekoniecznie. Mysle ze niektorzy tak juz maja, ze klamstwa nigdy nie polubia. Zycze udanego,choc wypelnionego pilnymi sprawmai weekendu:) Pozdrawiam, Ania
Oj trudne, pamiętam jak swoją wysłałam do Hastings via Londyn.W Londynie miał czekać ktoś z tej szkoły z Hastings. Było wszystko dobrze, ale ja przez 3 tygodnie wydałam krocie na telefony do Niej, bo kazała mi codziennie wieczorem dzwonić.Po powrocie oświadczyła,że się wyprowadza z Polski.I zrealizowała ten plan.Taaa, wszystko przeze mnie :)))Pozdrawiam, Anna