Dziecko złożyło raport, że stoi już na angielskiej ziemi, a nawet na peronie dworca w Bristolu i czeka na pociąg.
Czyli większość moich wyimaginowanych problemów, jakże rujnujących mi od kilku dni wyobraźnię ma za sobą- wylądowała szczęśliwie, bagażu jej nie zgubiono, znalazła busa na dworzec, kupiła bilet, ufff… za półtorej godziny będzie w Totnes!
I wtedy odetchnę na dobre i może nawet pośmieję się ze swojej histerii.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że to pierwsza jej tak samodzielna podróż, ale jak widzę daje radę!
Stwierdzam też z wielkim bo spuchniętym z dumy zadowoleniem, że warto było od kilku lat wysyłać ją- hen, hen w szeroki świat gdzie musiała przełamywać barierę językową i mówić po angielsku- dziś rano przyszła wiadomość, że po wytypowaniu przez szkołę i zdaniu testów dostała się do programu DiAMEnt z języka angielskiego.
No!
Ten wyjazd do Anglii nie jest tani. Rzekłabym nawet, że jest bardzo drogi.
Jako dziecko posiadające szczęśliwie dwoje rodziców Starsza zwróciła się do ojca z prośbą o dołożenie się do kieszonkowego. Potrzebuje pieniędzy na późniejszą podróż do Londynu, na życie przez tydzień w Londynie, a kto tam był to wie…
Ku mojemu wielkiemu zadziwieniu Nemo wcale nie uchylił się od dania jej pieniędzy.
Ale zanim zdążyłam ucieszyć się z tej nadzwyczajnej zmiany, Starsza przekazała mi warunek otrzymania przez nią zawrotnej sumy dwudziestu funtów- otóż miała po nie przyjechać do jego domu, jakieś dwadzieścia kilometrów od Krakowa, do domu do którego konsekwentnie nie jeździ, a to z powodu jej niechęci do spotykania się z kobietą koniem.
No więc o te dwadzieścia funtów Starsza jest uboższa, ale za to złudzeń co do roli ojca w jej życiu ma też jakby mniej.
Ale ma mnie!
Li.

Masz racje, mój błąd, bo zamiast wcisnąć na jeden wcisnęłam na 2. W nocy nie myślę ;). Super, że córcia sobie tak dzielnie poradziła, w co nie wątpiłam ;-). Mój Ariel kiedy miał 16 lat też pierwszy raz sam leciał samolotem i nie zgubił się. Dzieci są bystre! ;-)
Nawet Szkot by się uśmiał z tych 20 funtów :DRuth mieszka w Devon, w ślicznym miasteczku- Totnes.
20 funtów… taa… kup sobie dziecko to i owo, i jeszcze resztę przywieź do domu…;-)Ruth mieszka w Szkocji? ;-)
20 funtów to 100 złotych! Ale mniejsza z tym, najważniejsze że Karolcia dotarła na miejsce, jest zachwycona Ruth i jej "prawdziwym angielskim domem jak z filmów" i ma przed sobą fajne wakacje! A Nemo to Nemo. Nemo czyli nikt. Sam się ustawił w takiej życiowej roli i jak widzę to serial bez końca;-)Całusy dziewczyny!
20 funtów? O ja Cie pindole, ale z niego hojny ojciec, niech go szlag trafi!!! Co to jest dla nastolatki na wakacje? Oszalał doszczętnie. Proponować córce 200zł kieszonkowego na wakacje za granicę i jeszcze ma sobie po nie pojechać? No zabić to mało! Ale kutafon! Sorry Monia, ale mnie poniosło, bo mój ex jeszcze gorszy buc! Niech spada na drzewo bananowe banany prostować! ;)
A Nemo jest pewnie swiecie przekonany, ze ma niewdzieczna corke. A taki szczodry z niego ojciec. Fiu, fiu, ze powtorze po Karli.Brawo Starsza!
A nie mówiłam, że będziesz dumna? Mówiłam, noo!:)20 funtów? to się Nemo chciał szarpnąć – fiu, fiu:) Na waciki Starszej wystarczy, a jak z nich zrezygnuje to na one_day_travelcard i lunch wątpliwej jakości… Szlag mnie trafia na takie rodzicielskie zaangażowanie!