Wpadłam w sam środek rekrutacji do liceum, Starsza sobie anglikuje, a ja nic z tego nie rozumiem.
Stan faktyczny jest taki, że dostała się do LO, drugiego na swojej liście, a można było wskazać trzy szkoły. Oczywiście teraz okazało się to istnym nieszczęściem- nie to liceum (najbardziej chciała do „szóstki”, przyjaciółka najbliższa dostała się wprawdzie do tego samego liceum, ale do innej klasy, „Mama zrób coś” i takie tam…).
No cóż, jak się napisało test gimnazjalny grubo poniżej swoich możliwości na 74 punkty to takie są oto efekty. Angielski z kolei, za który ma maksymalną liczbę punktów nie liczy się do kwalifikacji.
No to po co jest?
Czytam te drakońskie zasady elektronicznej rekrutacji i widzę, że do 1-go lipca muszę w szkole do której się dostała złożyć oryginał świadectwa. W przeciwnym razie miejsce jej przepada.
No i teraz nie wiem co robić, czy ryzykować i czekać na drugą rekrutację licząc na zwolnienie jakiegoś miejsca w „szóstce” czy też złożyć dokumenty w „dziesiątce” i mieć święty spokój, tym bardziej że ta szkoła jest blisko nas, prawie za rogiem i skończyłyby się te jej wieczne dojazdy.
A „dziesiątka” ma poziom przyzwoity, podobno.
O rety, no co mam zrobić, no co?
Starsza oczywiście teraz ma gwałtowny przypływ ambicji, nie pamiętając już jak matka truła jej codziennie za uchem- ucz się!
O! Ale ja też matki nie słuchałam…, to się nazywa chichot historii, ech…
Li.

Insomnia, a ja to widzę tak- musi ponieść konsekwencje napisania testu poniżej swoich możliwości. X LO to porządna szkoła, w pierwszej dziesiątce liceów krakowskich. Nie składałam odwołania, bo po pierwsze bałam się zaryzykować, a po drugie pasuje mi ta szkoła za rogiem;-)I choć teraz wiem, że miała na tyle punktów, by dostać się z odwołania, nie żałuję mojej decyzji.
Pisać podania, odwołania, prośby i co tylko można, żeby trafiła do 6! (bo to jest najlepsze liceum, tak?) Na mojej edukacji ogromnie zaważyło moje liceum. Nie dostałam się do najlepszego w mieście, tylko do tego na drugim miejscu. Mój tata z połamaną łękotką, o kulach, stał w dłuuuugiej kolejce pod pod gabinetem dyrektora z podaniem o wpisanie na listę rezerwowych, o przyjęcie, o rozpatrzenie. Udało się i zostałam przyjęta (stworzono dodatkową klasę). Patrząc z perspektywy czasu jestem ogromnie wdzięczna. Widzę gdzie na studia poszli Ci z "drugiego miejsca". Jednak nauczyciele w mojej szkole dużo więcej od nas wymagali i mimo, że na poziomie tych wszystkich olimpijczyków często dostawałam tróje to przy wyborze studiów okazało się że mam bardzo dobre wyniki i dostałam się na wymarzony kierunek. Pchaj ją do najlepszego liceum! To naprawdę ważne. Jak nauczyciele nie będą wymagać to nie licz na to, że ona usiądzie do nadprogramowej nauki sama! Trzymam kciuki!!
Droga Li, masz przed soba trudna decyzje. A jaka jest trzecia opcja? Skoro jej marzeniem jest VI to dlaczego nie sprobowac. Czasem warto zaryzykowac. Egzaminy wstepne wcale nie sa wymierne i nigdy nie pokazauja prawdziwej wiedzy. Dla mnie egzaminy to byla tragedia chociaz nie powinny:)Rozumiem komentujacych a zwlaszcza anabell, bo szkola blisko domu itd, ale pomysl zanim zdecydujesz. Prawda tez jest ze wymarzone liceum nie zawsze jest wspaniale, ale chyba warto sprobowac. Pozdrawiam i trzymam kciuki aby wszystko poszlo dobrze:) Ania
Znam to, znam.W ubiegłym roku mój synuś wyjechał na dwa miesiące do Turcji, a ja szalałam w komputerze, po czym przemieszczałam się od miasta do miasta składając dokumenty na wyższe uczelnie.Życzę Ci wytrwałości! Ponoć Bóg nam nieszczęścia w dzieciach wynagrodzi. Dana
Katarzyna- no cóż, mogą być daleko a i tak ich macki mnie oplatają :))Anabell, jak zwykle masz rację! I namawiam córkę do pozostania w X LO,niezależnie od tego co zrobi jej przyjaciółka. Na razie jest rozpacz, ale może do jutra zmądrzeje :)Gofer: system jest absolutnie odhumanizowany. Niby nie pozwala na kombinacje, ale z drugiej strony jest bardzo sztywny. No zobaczymy…
Czytam Ciebie, słucham Znajomych i myślę sobie, że z tym systemem rekrutacji do LO to jakiś koszmar jest….
Witaj, często te najbardziej "wymarzone" szkoły wcale takie w rzeczywistości nie są. Wez tę bliżej domu, poza tym, nie ulegaj Jej presji, niech się uczy,że jak sama coś "zabagni", to ponosi tego konsekwencje. A , że psiapsiółka w klasie równoległej- nie szkodzi, będą obie musiały uważać na lekcjach, zamiast ćwierkać. Egzamin z angielskiego głównie służy szkole do tego, by od I-go dnia wiedzieli jaki poziom nauki wprowadzić, czy ewentualnie nie należy wprowadzić grup o różnych poziomach. Tak przynajmniej jest w naszych liceach.Złóż te papiery w terminie, nie daj się dziecięciu zmanipulować.
To się też nazywa "odpoczynek od dzieci " ;)