Śmiesznie jest.
Taras trzeba robić od początku.
Fachowcy numer dwa są drożsi- zażądali czterech tysięcy złotych.
Fachowcy numer jeden byli o osiemset złotych tańsi.
Zapłaciłam im niestety zaliczkę w wysokości dwóch tysięcy złotych, czy ja nigdy niczego się nie nauczę?
Fachowcy numer dwa poprawiają po hydrauliku za wysoko poprowadzone odpływy.
Kują więc wylewkę zrobioną przez Wykonawcę.
Wykonawca z wylewką czekał specjalnie na zakończenie prac hydraulicznych- a to po to, by nie trzeba było jej kuć. Niestety trzeba.
Elektryk numer dwa poprawia po Panu Romeczku- fachowcy numer dwa przewiercili w podłodze jakieś kable, o których nikt nie miał pojęcia, a które wsadził tam Pan Romeczek i w sobie tylko wiadomym celu.
Pana Romeczka o te kable nie zapytam, bo obrażony jest na mnie śmiertelnie.
Elektryk numer dwa rozpaczliwe wezwany przybył natychmiast i siedzi na budowie od trzech godzin dumając co i jak.
Litwinki przybyły z ciocią Birute i wujkiem Antonasem.
Antonas dysponował mapą Polski sprzed czasów autostrad w związku z czym do Krakowa jechał przez Sandomierz. Trochę ciężka ta droga była…
Moja starsza córka zarezerwowała im hostel (bo egoistycznie odmówiłam goszczenia i cioci i wujka, dwie nastoletnie Litwinki wystarczą), ja sobie tym głowy nie zaprzątałam, nie sprawdziłam, a niesłusznie- hostel prowadzony jest przez Turków, turecki recepcjonista ledwo duka po polsku, a co dopiero w innym języku, choć turecki pewnie zna znakomicie, haha… miejsce dość podejrzane, jedyna zaleta, że tanie.
Ciocia i wujek uparcie do mnie mówią po rosyjsku, a ja nie gawarju pa russki, choć o dziwo sporo rozumiem, jednak lata nauki i młodości w czasach komunizmu gdzieś tam jeszcze odbijają się rosyjskim echem…
Ciągle muszę gdzieś jeździć, wozić, pokazywać drogę, dziś kupiłam im plan Krakowa, zaznaczyłam adres hostelu i niech sobie radzą beze mnie!
Ja mam wymienianą kanalizację i warunki polowe.
Litwinki w związku z tym mieszkają razem ze Starszą w luksusowym mieszkaniu mojego brata
i możliwe, że w związku z tym zatrą im się w pamięci negatywne wrażenia z Polski pozbawionej wody bieżącej i kanalizacji.
Z mojego wyjazdu na wakacje pewnie nic nie wyjdzie.
Ciągle muszę być na budowie, konsultować, wkurzać się, płacić, (do)kupować, zamawiać, organizować transport i takie inne mało fascynujące, a wymagające obecności czynności.
Dzieci (o dziwo!) to rozumieją. Zamiast wakacji będą mieć szybciej dom.
Z Litwinkami pojedziemy do Bukowiny na baseny termalne. Choć tyle!
Nie mam czasu na przyjemności, ale wczoraj przyjechała do mnie Jędza i gdzieś między nieszczęsnymi rurami a problemami, złapałam oddech i poszłyśmy sobie na pogaduchy przy sushi i było git.
„Uparcie i skrycie, ech życie kocham cię, kocham cię nad życie”!
Li.

Och, stękam, stękam, tylko to stękanie po opisaniu jakoś tak żałośnie śmieszne wychodzi;-))
Może i nie masz psychiki jak skała. Ale nawet jak "coś" Cię cofnie dwa kroki do tyłu, to Ty robisz trzy do przodu. I to mi bardzo imponuje :) Fajnie się czyta bloga, w którym jest mało stękania, a dużo działania.
Niestety Córko nie możesz ;-))"Rozkminianie" to pojęcie z grypsery. "Git" w sumie też, ale mnie wolno więcej z racji bez racji, o!
jeśli ty możesz mówić 'git', to ja mogę mówić 'rozkminiać'!!!
OK:) Wszystkiego dobrego Li, Ania
Li, gdybyś nie była optymistką to dawno byś się załamała. Pozdrawiam!
Ani nie mam stoickiego spokoju, ani nie mm psychiki jak skała. Wkurzam się jak każdy normalny człowiek, popłaczę sobie ze złości,kopnę wiadro na budowie i poklnę jak szewc. Nie mam jednak wyjścia- muszę iść dalej, bo chcę nareszcie zamieszkać u siebie. To jest cel, który dodaje mi sił. A teraz leje deszcz i znowu taras mi moknie :(
Nooooo, ja Cięęęęę, Ty to masz zdrowie Li i psychikę jak skała. Ja przeczytałam notkę i od razu rozbolał mnie żołądek na tę okoliczność. Jak znam siebie (jestem straaaasznie słaba psychicznie) to usiadłabym na tym tarasie i płakała do rana :DSerdeczności, Agata
Droga Li, podziwiam twoj stoicki spokoj. Ogrom problemow i trudnosci jest niemaly, jak ty to robisz? Jestes bardzo silna i odporna psychicznie i wiem ze potrzeba wlasnego kata nie pozwala ci na to aby problemy przygniotly nadzieje. Wiem ze to zycie i wlasnie fakt ze nie mozna sie poddac, daje nam sile aby isc dalej. Wielu z nas takie klody pod nogi pewnie odwlekly by prace budowlane, ale najwazniejsze jet to aby sie nie ugiac.Trudnosci zawsze beda, takie czy inne i musimy je pokonywac. Uwazam ze dajesz sobie swietnie rade, chyle czola. Zapwene tez uczymy sie pokory przez takie doswiadczena i tego ze nic nie jest idealne i uczymy sie kompromisow. Nadal tzymam kciuki za wykonczenie domu i przesylam troche dobrej energii. Serdecznosci, Aniaps Wujek Antonas z wiekowa mapa Polski bardzo mnie rozsmieszyl,mam nadzieje ze zmieni zdanie o Polsce, po pobycie w Krakowie:)
Li, przerażasz mnie.Ale gdy tak bez emocji o tym pomyślę, to wszystko jest normalne, polski standard.Przecież dzięki pijanym hydraulikom miałam zalane mieszkanie i weekend spędzaliśmy (z małym dzieckiem) bez wody, to dzięki fachowcowi zwanemu , nie wiedzieć czemu malarzem, zostałam na 4 dni z odłączonym zlewozmywakiem i kuchenką gazową, to dzięki papprakom ocieplającym budynek część lokatorów ma zacieki w mieszkaniach, bo panowie coś raczyli schrzanić przy odpływach dachowych, a ja i tak mam w tym wszystkim fart, bo mi tylko beton odpada od stropu mojej loggii. A Moja córka się dziwi,że już kolejny sezon przymierzam się do remontu generalnego i ciągle sprawę odwlekam.Trzymaj się Kochana, jakoś to będzie.
…marek… :)
Pewnie, że warto. Toteż napisałam. O sprawach byle jakich piszę całe notki, o sprawach naprawdę ważnych wystarczy jedno zdanie, że tak górnolotnie polecę moja Jędzo najdroższa :**
Nosz….w sumie z Litwinkami, rurami, elektrykami, odpływami, Romeczkami itd. itp. nie mam szans, ale weź daj coś więcej z siebie o mnie.czy nie warto?
… co nas nie zabije … to nas wzmocni … tak mówią … ale pewnie sami domu nie budowali … to łatwo im mówić … trzymaj się Li … :) .