Ciesząc się słońcem wypiłam na tarasie poranną kawę.
Było mi prawie jak w Bułgarii, na tarasie L. i J. z widokiem na morze (dzięki Kochani za zaproszenie, ale ja bez mojej budowy nie mogę żyć).
Miasto jeszcze nie brzęczało porannym pośpiechem, można było przez chwilę poczuć się błogo
i wakacyjnie.
Chwila ta jednak nie chciała trwać dłużej i już mam w sobie niepokój konieczności załatwienia spraw i kupna takich na przykład drzwiczek rewizyjnych, czy fascynujących urodą kratek wentylacyjnych nie mówiąc o deklach.
Z wykończeniowego chaosu jak z piany wynurza się powoli moja mieszkaniowa najbliższa przyszłość. Będę mieć nareszcie swój dom. Dom, dom, dom!
Konsekwencje tego faktu są naprawdę kuszące- wróci do mnie obrażony wolny czas, zaniedbana chęć spotykania się z ludźmi, porzucona chęć gotowania, a nade wszystko poczucie bezpieczeństwa i możliwość zamknięcia drzwi przed światem. Mój dom- mój azyl.
Dla samych tych planów warto było mieszkać ponad trzy lata w tej wstrętnej wynajętej norze.
Wróciłam sobie do dni przeprowadzki, gdy myślałam, że sprzedając mieszkanie i wchodząc w bezdomność wynajmuję tymczasowe lokum na rok, może półtora.
Ale je ne regrette rien, rien de rien, mieszkając w kamienicy z budową na strychu zapuściłam korzenie, oswoiłam okolicę, mam swoje ulubione miejsca parkingowe, na podwórku posadziłam tuje, poznałam sąsiadów i przede wszystkim przypilnowałam swoich cegieł, murów i tego, by dom miał duszę. Ma!
Pierwszy raz w życiu byłam tak zdeterminowana na drodze do celu. Wbrew radom większości mojego świata myślę, że dobrze zrobiłam sprzedając pomałżeńskie mieszkanie.
Trzeba za sobą zamykać drzwi, nawet jak wpada się w brak komfortu i mieszkanie na mało malowniczych kartonach.
Brak poczucia bezpieczeństwa i kartonowy chaos czasem mnie dobijał, ale nigdy nie był to kołek osikowy wbity w samo serce, a pobudzenie do walki o lepszą i słuszną sprawę.
A co na to Lec?
Często dach nad głową nie pozwala ludziom rosnąć.
(Hm… i to że pokazałam niektórym niedowiarkom i nieżyczliwcom na co mnie stać, i że warto realizować marzenia jest może mało chwalebną przesłanką do dumy, ale jakże, jakże słodką…:).
Li.

Zdjęcia będą jak się znajdzie kabelek od aparatu. Znowu zaginął :(
Przyznam się szczerze, że również czekam na ten końcowy efekt z wielką niecierpliwością. Co prawda uchyliłaś już przed nami rąbka tajemnicy ale kiedy wszystko będzie już gotowe, wrażenie będzie piorunujące :) Tak czy owak możesz być z siebie dumna i nie przejmować się niedowiarkami i nieżyczliwcami. Wiesz doskonale ile wysiłku trzeba było włożyć by wybudować swój własny dom. Tego ci nikt nie odbierze.
Zinterpretowałam sobie mysl Leca na swój sposób i wyszło mi, że rosnę wszerz. Też można :)
dzięki Tobie, powstanę ilekroć złamię życiowy obcas …maczka
Nawet Ci ktorzy w Ciebie wierzyli niecierpliwie czekaja by zabaczyc na co Cie stac. ;) Wiem, wiem, jak juz wszystko bedzie dopiete. ALe ciekawosc mnie zzera. ;)
Nieżyczliwcom to się pokazuje Gest Stefanii. Dom jest dla Ciebie:-)
Przychodze sobie czasem do tu do Ciebie i podczytuje, sledze postepy na budowie i tez sie ciesze, ze wszystkie puzzle zaczely sie ukladac w slowo "dom"…tak trzymac…i koniecznie zrob pare zdjec…gratuluje, jestem pewna, ze bedzie to najszczesliwsze miejsce dla Was wszystkich, czego rowniez zycze!!!dzis Gall Anonim
Właśnie to robię! Skąd wiedziałaś???? Czytam znaczy Twoje stare notki :)A co do mety… Popatrz, jak mnie już dobrze znasz :P
Jędzo, zawsze można poczytać stare i zobaczyć coś nowego pomiędzy starymi wierszami :)No jasne, że się cieszysz na metę w Krakowie :*
Szczerze mówiąc, brakuje mi trochę twoich pięknie napisanych przepisów kulinarnych. Ale nie tylko dlatego się cieszę, że już niedługo będziesz miała DOM.Gratuluję!