W piątek trzynastego, gdy upał obezwładnia można zrobić tylko jedno: CHŁODNIK!
Podaję dwie wersje- pierwsza jest dla kobiet, druga dla mężczyzn:
1. WERSJA DLA KOBIET:
Z chłodnikiem jest jak z gwałtowną miłością- koniec jest zimny, ale początek gorący i to w kolorze czerwonym, gdy żądze powodują masakrę wśród botwinki, siekanej na drobne kawałeczki, łącznie z jej sercem w postaci małego buraczka.
Wrzucenie tych posiekaności na odrobinę gorącej wody, wywołuje ekstatyczne jęki z garnka- na szczęście dla obyczajności, jęki te niedostępne są dla ucha zwykłego czlowieka- ich wysoka częstotliwość i zawarte w nich wyuzdane treści niepokoją natomiast koty.
Na gorące i seksowne spotkanie posiekanej botwinki, buraczka i wody przeznaczam okrutnie tylko parę minut- wystarczy to jednak, by początkową sztywność… surowca doprowadzić do tak upragnionego stanu bezbronnej miękkości…
Odstawiam to towarzystwo na bok, by ochłonęło z emocji i teraz mam do wyboru dwie czynności- w zależności od fantazji sięgam najpierw po jaja, lub też delikatnie pieszczę w dłoniach ogórki o fallicznym kształcie…, ech, te fantazje matki-natury- tak prowokujące swoim kształtem, ciekawe ileż to ogórków zostało zmiażdżonych przez żądne zemsty kobiety?
Dziś nie miałam jednak czasu na finezję i pieszczoty, i tak jak w niemieckim serialu (nie)obyczajnym- jaja do garnka i niech same dochodzą do twardości, a ogórki bez bielizny, nagie i nagle jakieś takie śmieszne, posiekałam w słupeczki.
By jednak nie zostawiać ich tak całkiem gołych, przykryłam je gustowną zieloną kołderką z koperku. Dodanie kilku wyciśniętych ząbków czosnku jest wyłącznie moją fantazją, będącą pozostałością romansu z pewnym Grekiem Tzatziki, od tej pory połączenie ogórka z czosnkiem ma dla mnie nieodparty urok.
W czasie rozbierania ogórków, jaja najwyraźniej pobudzone ich widokiem, osiągnęły stan doskonałej erekcji- ich twardość, tak widoczna gołym okiem, szybko jednak została przeze mnie złośliwie zlikwidowana za pomocą tarki o grubych otworach- jęki mogłyby obudzić umarłego, ale na mnie nie robiły wrażenia- wszak podobno ciągle pałam żądzą porozwodowej zemsty, a spersonifikowanie jaj miało terapeutyczną moc…;-)
A potem tylko miękkie przyjemności- rozbite w blenderze na gładko kwaśne mleko w mezaliansie z kefirem, wymieszane z botwinką, ogórkiem z koperkiem, jajkiem- teraz dopiero jest czas na pieprzenie i dla niepoznaki-solenie.
Orgia, prawdziwa orgia gdy smaki się mieszają, wnikają w siebie, i samo życie, gdy miłość z czerwoności popada w różowości- ot, takie wyblakłe uczucie, koniecznie podbite zapachem czosnku, z chrupiącym między zębami ogórkiem, z miękkimi cząsteczkami jajka, które tak gładko się połyka…
Chłodnik wchodzi tak aksamitnie, bez wysiłku, lekko, dużo i bez brzemiennych w kalorie konsekwencji.
Doskonały kulinarny kochanek na takie upalne dni.
Perwersyjnie można dodać kilka pokruszonych włoskich orzechów, mhmmmm… ten leciutki opór… zębów… .mhmmmm…
Daję słowo- można rozpalić zimnym chłodnikiem.
Wystarczy wąski strumyczek dla ochłody pomiędzy piersi… mhmmmm… (najlepsze są piersi z kurczaka;-).
…
2. WERSJA DLA MĘŻCZYZN:
– Wyjmij z lodówki, to co kupiła Twoja kobieta: kefir, jajka, ogórki i botwinę.
Nazwa botwina może Cię spłoszyć, ale spokojnie- to nic innego jak nastolatkowe buraczki z liśćmi.
– Przygotuj gar z gorącą wodą, co oznacza-uwaga- nalanie do garnka wody na wysokość 2-ch centymetrów.
– Botwinę umyj dokładnie, wypłukując spośród liści cząsteczki ziemi- uwierz mi, ma to znaczenie dla dalszej konsumpcji…
– Liście posiekaj nożem na drobne kawałki, nie dłuższe niż 4 milimetry, ale proszę- nie koncentruj się na porównywaniu jednego kawałka do drugiego, w tym akurat przypadku wielkość ma niewielkie znaczenie….
– Uważaj na palce, ups…odcięty?
– Po wizycie Pogotowia Ratunkowego, które opatrzyło Twoją rankę na paluszku, buraczki pokrój na cienkie plastry i pokrój w słupeczki, inaczej rzecz mówiąc- w prostokąty, o dwóch bokach wyraźnie dłuższych od pozostałych.
– Wrzuć to wszystko do gotującej się wody na parę minut, powiedzmy 4 (cztery).
Gdy botwina dochodzi, zajmij się jajami, ale proszę- nie stosuj tu wykładni rozszerzającej- mam na myśli wyłącznie jaja kurze.
– Kilka jajek, ilość w zależności od upodobań, ugotuj na twardo. Daj im 9 (dziewięć) minut, na pewno w tym czasie dojdą do stanu twardości, gdzie rolę viagry pełni gorąca woda.
– Botwina się studzi, jaja dochodzą, czas na ogórki- po pierwsze je rozbierz- to powinno przyjść Ci bez trudu. Po drugie posiekaj, a po trzecie dodaj do nich czosnek, ale nie w całości-wyciśnięty przez praskę.
A teraz czas na clou programu, skup się (przez te parę sekund nie myśl o seksie) i:
– miękką, wystudzoną botwinę połącz z ogórkami, startymi na grubej tarce jajkami (nie pisałam, że trzeba je obrać ze skorupki, wystudzić i zetrzeć na grubej tarce?), czosnkiem, teraz chwila popieprzenia sobie, ale takiego naprawdę solidnego, posolenia dla dodania smaczku,wrzucasz to wszystko do dobrze ubitego i wolnego od grudek kefiru… nawet nie wspominam Ci o zsiadłym mleku…
Daj sobie parę minut, by smaki się połączyły, smak… mhmmm…
Li.
P.S. Wersja de luxe, dla zrobienia wrażenia: zamiast jaj kurzych, użyj przepiórczych- są małe, ale warte uwagi- podaj je w chłodniku przekrojone wzdłuż.
Efekciarskie!

Karla, ja tej wersji dla kobiet to nawet nie czytam:P
Rzodkiewce i szczypiorkowi w chłodniku mówię stanowcze nie! Aczkolwiek nie można im odmówić uroku :)
Johnik, znam się na wielu rzeczach, ale męski prosty umysł to dla mnie rzecz zbyt skomplikowana;-)Cieszę się jednak, że nareszcie znalazłeś przyczynę swoich kulinarnych niepowodzeń :)Dzięki temu masz przed sobą cel- dożyć do setki. W okolicach dziewięćdziesiątki zaczniesz gotować… :P
Ugotowałam wczoraj (mniam mniam) posiłkując się wersją dla mężczyzn… ta da mojej płci za bardzo mnie rozpraszała:)
A gdzie rzodkiewka – chrupiąca i w pięknym kolorze i koniecznie szczypiorek, co całość smaku wyostrza?
EUREKA !!! Jesteś jak zwykle dla mnie cudowna!!! Nie tylko kucharka niezrównana, ale jeszcze dogłębna specjalistka od prostego męskiego umysłu…. powszechnie wiadomo, że im coś mniej skomplikowane, tym trudniej dociec istoty działania :):):) Wreszcie zrozumiałem dlaczego nie potrafię gotować :)Drobny szczegół, który zawsze mi umykał przy nieudanych próbach: "(przez te parę sekund nie myśl o seksie)"… jestem usprawieliwiony ….. koniec z wyrzutami sumienia, że nie gotuję :)johnik
"Gotowanie" chłodnika zawsze, ale to zawsze powoduje załamanie pogody w mojej bliższej i dalszej okolicy. W tegoż powodu tego lata oszukuję. Niezbędne ingrediencje zgryzam i popijam kefirem;-)Jakie lato jest, każdy doświadcza:-)
Ha! Właśnie wczoraj to czytałam, a dzisiaj jadę do siostry zerwać w ogródku botwinkę. Resztę mam :)
Biedny Piotrusiu, zakupy zrób sobie sam:*
chciałem zrobić ten z wersji dla facetów, ale już od punktu pierwszego zaczęły się problemy …