Cierpię. Cierpię przeokrutnie. Męki cierpię.
Wpadłam we własne sidła i teraz muszę zachować twarz, a wszystko przez moje kombatanckie opowieści o licealnych, słodkich czasach, robieniu w konia rodziców i wakacjach w Bieszczadach ze znajomymi zamiast na obozie harcerskim, o czym przekonani byli rodzice.
Teraz cierpię i zaciskam zęby, bo moja Starsza jest gdzieś pod Gliwicami u znajomej pod namiotem na całe dwa dni.
W dodatku razem z koleżanką, która jednocześnie jest podobno ze Starszą u babci, czyli u mojej byłej teściowej w Chrzanowie.
Taka jest wersja dla rodziców koleżanki.
Wersja dla mnie- mam nadzieję- jest prawdziwa.
Razem z nimi jest dwóch (!!!!!!!!) kolegów, zabranych w celu i wyłącznie do rozłożenia namiotu. W (nie)rozłożeniu namiotu upatruję swoją nadzieję- rozkłada się go szybko, jak się wie jak.
Jak się nie wie, to ginie się w namiotowej płachcie i patykach z czegoś tam absurdalnie cienkiego
i rozkłada się go cztery godziny… A Starsza nie wie jak rozłożyć namiot na bank!
Namiot jest w wersji de luxe, ma dwie sypialnie, salon i duży przedsionek.
Jest sześcioosobowy, o matko, żeby tak pomieszały się im pałąki i pogubiły szpilki!
W dodatku w Krakowie leje deszcz, możliwe więc że pod Gliwicami też leje.
Nie mogę jednak tego się dowiedzieć, bo mam zakaz częstych kontaktów, a przecież nie chcę wyjść na nadopiekuńczą kwokę, którą zresztą jestem…
Cała reszta mojego świata też jest jak nierozłożony namiot.
Jestem chronicznie zmęczona, brakuje mi części zamiennych, ciągle nie skończyłam swojego dachu nad głową, ściana w pokoju Karolci ma odchylenie od pionu o całe cztery centymetry, a szkło w kabinie prysznicowej w łazience dzieci ma niebieski odcień.
Wyjątkowo nie pasuje on do płytek w kolorze ciepłej szarości, miedzi i srebra.
Zgrzyta mi w oczach, ale tak strasznie nie chce mi się niczego z tym robić, poza pomalowaniem ścian na niebiesko i udawaniem, że tak ma być.
Nie mogę doczekać się prac w mojej łazience, kupiłam takie cudne mozaiki i niestety, niestety te ametysty, którym tak się opierałam.
Uch, jestem słabą istotą, słabą…
Dziś życie jest beznadziejne, zalane deszczem i do prawdziwej szewskiej dupy.
Kto się ze mną nie zgadza, lepiej niech tego nie pisze.
Li.
Update:
Życie jak zwykle dopisało swój scenariusz.
Po godzinnym miotaniu się inteligentnej młodzieży z namiotem Starsza odkryła, że zapomniała zabrać pokrowca z pałąkami.
Namiot rozpięty został na patykach, a jego krucha konstrukcja wymogła pewne, spokojne zachowania.
No!

O! Tej wersji nie znałam, cudne! :)
Gdy Cię czytam, to jak bym cukierki jadła:))http://www.youtube.com/watch?v=_G5_9zOoPRc
Joasiu, ten śmiech zabrzmiał dość szatańsko :P
She, ja zawsze słucham rad, ale nie zawsze je stosuję :) Co do niebieskiego, to chciałam taki mocno zgaszony w ciepłym kolorze, ale teraz mam inną koncepcję. Jak się utrzyma do jutra, to ją zastosuję;-) Pozdrawiam :)
ahahahhaha!!!!
Jesli mi wolno cos doradzic, chociaz wielokrotnie podkreslas, ze rad nie lubisz…. to niebieskimi scianami tylko podkreslisz niebieskosc szkla, moze jakis spokojny bialy, albo cream na sciany z niebieskim uwazalabym bo to bardzo zimny kolor. Powodzeniashe
Beem, za taki komentarz to Cię ucałuję, o! :)))Nie ma to jak usprawiedliwić przed sobą samą jakieś szaleństwo :D
Dzieckiem się nie martw. Wszystkie to kiedyś przeżywałyśmy i nic złego się nie stało.Jak się cieszę, że kupiłaś ametysty! Były piękne i należały ci się. Pieniądz się dewaluuje, a ametysty zostają.