Wstałam w środku nocy szukając snu.
Kąty mieszkania zajęte kartonami nie pozwoliły się obszukać.
Pies na hasło „aport” nawet nie drgnął, a koty profilaktycznie zaczęły mruczeć z dezaprobatą.
Czując na sobie ciężar bezsennej samotności, zaprosiłam ją na kawę, bo co tak będę tu sama siedzieć?
Snuję się po domu, włączam pralkę i zmywarkę dla złamania ciszy.
Biorę prysznic, mam czas na peeling i balsam do ciała.
Dłużej niż zwykle wklepuję krem pod zmęczone oczy.
Patrzę na siebie i widzę smutek, on lubi nocne życie, wypełza wtedy z za dnia ukrytych w mojej głowie korytarzy i pokazuje swoją au naturel twarz.
Jestem w stanie nieustannego, tłumionego dziennym życiem smutku i nic na to nie poradzę.
Witaj smutku, czas więc się zaprzyjaźnić.
Idzie jesień,
Li.

Powinnam jakoś Cię pocieszyć, ale gdy tak piszesz samej robi mi się smutno:((( Dana
:*
Bo w nocy tak bywa. A i w dzień, czasami. To już w nocy lepiej.
Ostatnio przeczytałam w książce: "Życie to nie sklep, w którym dostaje się to, za co się zapłaciło". A szkoda, pomyślałam sobie. Ja ostatnio mam wrażenie, że mogłabym spokojnie napisać doktorat o poczuciu smutku. Ściskam Cię mocno. AgataP.S. Ciągle zapominam dodać, że straciłam głowę dla Twoich schodów i zazdroszczę strasznie półek na książki i książek na nich stojących :)
Nienawidzę braku snu, nienawidzę nie móc spać, a co do zębów przednich- chwała bogu są w porządku :D
U Ciebie jak w tej piosence co ja kiedys spiewal Golas…."a rano jestem liryczny i apetyczny….a wieczorem..twarz mi blednie, wlos mi rzednie, psuja mi sie zeby przednie"….smutki won, masz jeszcze salon i kuchnie do urzadzania…come on… nie ma czasu na nieprzespane noce…
W nocy smutki bezkarnie snują się po bezbronnej kobiecie :) Nie skasuję jednak tej notki bo jest świadectwem tej marności nad marnościami jaką jest człowiek. Nie jestem ciągle tylko pogodna, czasem smutek przeważa i… boli.Całusy :)
Li,wyraźnie ta notka nie jest Twoja. Tylko jakaś nocnosmutna. mam nadzieję, że już ją strząsnłaś.