Nie pamiętam czym różniła się środa od wtorku.
Czwartek zapamiętałam, bo nareszcie dostałam swoją salonową podłogę.
Piątek podotykał mnie gwałtownie w czułe miejsca, a najbardziej to w głowę- jej ból otępił mnie na kilka popołudniowych godzin.
Parę minut temu zaczęłam sobotę.
Dobrze jest- kubek z herbatą z imbirem daje mi niezbędne do życia ciepło, mgła za oknem odgradza od ciemnego świata i jak mi Bóg miły to przedostatnia sobota w tej zimnej norze!
Brakuje mi tylko kilku rzeczy: kuchennego blatu, zlewu, baterii kuchennej, młynka na odpadki, lodówki, mebli do dzieci, łóżka do sypialni, dwóch szaf, szafek łazienkowych, lamp, wygodnego fotela, garnków do płyty indukcyjnej, drzwi, kilkudziesięciu żarówek, grzejnika-wieszaka do przedpokoju… ehm, to tylko kilka pozycji… zdobycie pieniędzy na te niezbędne do życia fanaberie nie powinno być problemem, muszę tylko pomyśleć.
Nie mam nic do sprzedania, ale za to wiele do kupienia.
Nie jest to uczciwy układ ze strony losu, o nie!
Li.

Do dziś nie mam lampy w salonie i nawet już nie zauważam tej żałośnie wiszącej na kablu żarówki :) A moi sąsiedzi od półtora roku nie mają drzwi w łazience, bo pomieszczenie jest okrągłe i takie drzwi przekraczają niezmiennie ich budżet.. ale żyją jakoś :) Więc, kochana, nie przejmuj się, kupuj to,bez czego absolutnie żyć się nie da, a na resztę powoli znajdą się fundusze. Nerkę zachowaj na gorsze chwile :)
Anabell, moja pomysłowość dzieli rzeczy na niezbędne, konieczne i na potem :)Na razie nie wyszłam z pierwszej kategorii, choć przypadkiem udało mi się wyeliminować fotel;-))
No jasne, brakuje samych drobiazgów, takich niemal nieważnych…Ale Ty wiesz dobrze, że ja w Ciebie i Twą pomysłowość wierzę niezachwianie.
Los rzadko bywa uczciwy…
Przyznam się, że sformułowanie – kilka rzeczy, zabiło mnie śmiechem :-) Znając jednak twoją inwencję jestem przekonany, że coś wymyślisz i obejdzie się bez sprzedawania nerki ;-)
Masz pomysły!:)Może po prostu zagraj w Milionerach albo w Totka :) Dana