Nie muszę już kupować wygodnego fotela.
Zawsze to jedna pozycja z mojej listy braków mniej…
Wyeliminowanie fotela nastąpiło jednak z konieczności, a nie z wyboru, a działanie z konieczności dotknięte elementem pewnego przymusu radości nie przynosi. Rien de rien.
Fotel został wyeliminowany przez przywiezioną mi wczoraj ze sklepu sofę, choć nazwanie tego wielkiego klunkra, klamota, grata* (*niepotrzebne skreślić) sofą jest nieuprawnionym nadużyciem godzącym w dobre imię zgrabnych, wygodnych, przytulnych sof.
W salonie mam potwora zdolnego pomieścić na sobie jakąś ogromną ilość osób wraz z ich kotami i psami. W sklepie była mniejsza, jestem tego pewna!
Staram się najpierw zobaczyć plusy:
1. koniec domowych awantur o to, kto siedzi rozwalony na kanapie przy ogladaniu „Mam talent”, bo rozwalić się możemy spokojnie wszystkie trzy.
2. koniec kocich i psich awantur o najlepsze miejsce w nogach- miejsca jest, że hoho, miaumiau, hauhau.
3. oszczędność w postaci braku konieczności zakupu fotela
4. oszczędność w postaci braku konieczności zakupu mebli, bo nic się już nie zmieści
5. możliwość przenocowania na tym czymś conajmniej czterech osob jednocześnie (co do razu wyklucza jakiekolwiek oszczędności haha..).
6. Wiecej plusów nie widzę, bo przesłania mi je to wielkie coś!
Minusy są ogromne:
1. nie pasuje mi do koncepcji i tu usprawiedliwia mnie fakt, że koncepcja narodziła się niedawno,
a sofę zamawiałam całe wieki koncepcji temu
2. nie da się na niej siedzieć z gracją i elegancją- nawet najlepiej wychowany człowiek zapada się w poduchy i rozwala jak naleśnik na patelni (co w sumie chyba jest plusem, jakby tak się blizej zastanowić…?)
3. zapomniałam, na śmierć zapomniałam, że w salonie przy tej ścianie nie mam kąta prostego, tylko ostry i teraz muszę kombonować, jak „zgubić” kąt.
4. więcej nie piszę, by się nie dobijać.
Ironia losu polega na tym, że będąc wielbicielką przytulnych, wysiedzianych sof i foteli, mam ogromne sofisko, którego nie jestem w stanie ogarnąć. Lądowisko dla helikoptera!
(Myśl o plusach, myśl o plusach, myśl o plusach…)
Li.

chyba mamy tę samą kanapę:)))
Z gracją i elegancją w domu wcale siedzieć nie musisz :) Jestem pewna, że docenisz gabaryty … albo tylko się pocieszam, bo tydzień temu zamówiłam DWIE spore kanapy… w pięknym perłowoszarym kolorze (aczkolwiek może okazać się całkiem inny, bo pan przyjmujący zamówienie nie zapisał koloru i K. uzgadniał go z nim telefonicznie…dwaj faceci rozmawiający o kolorach, będę szczęliwa, jeśli kanapy nie okażą się buraczkowe). Tak czy siak, zalet jest więcej niż wad, prawda? Ale fotka jakaś wskazana!
Nie mieści się w kadrze, Lola :P
zdjecie raz. ;)
marek…:)
Aurora, ja tam nie wiem co Ty za lekkość masz w oczach :) Choć w sumie może jest i lekka w formie, ale to jak lekkość London Eye- niby lekkie, a jakie ogromne;-))
Kakot, w komplecie do sofy jest dziesięć poduch. Jak dodam do nich te, które chomikowałam właśnie na taką okazję, to uwierz mi- będzie hurtownia poduch;-))
She, bakłażanową oddałam niedługo po zakupie. Uznałam, że ma zbyt dominujący kolor, a ja wolę by dominowały np obrazy niż meble.Ta ma piękny kolor nierzucającej się w oczy szarości, tylko ten rozmiar psiakostka!!!
To, że masz przymały salon nie oznacza, że ta lekka w formie sofa to klunkier, klamot, czy grat ;-)
na zapadanie polecam poduchy :) mają też inne zalety, można się za ich pomocą mościć i usadawiać, a podejrzewam, że i zwierzęta je docenią.
:) …
Czy to ta sama baklazanowa, ktora sobie kiedys wybralas??…niestety one( meble) maja to do siebie, ze w domu rosna…wszystko jest kwestia przyzwyczajenia oka… daj sobie troche czasu i polubisz!!