Sprawy wykończeniowo-sprzątaniowo- przeprowadzkowe zjadają mój czas.
Miotam się między i pomiędzy, wściekam na zepsuty pachnący jeszcze nowością piec, umawiam jego wymianę, zapominam zamówić zlew, odkrywam brak kontaktu do światła w toalecie, ogarnia mnie rozpacz na widok nowych pokładów pyłu, zakochuję się coraz bardziej w swojej ogromnej sofie, nakrytej smutną i zapyloną folią, pod którą wrzucam kolejne poduszki.
Jutro będzie ostatnim dniem produkcji pyłu gipsowego, bo Pan Jacek skończy szafę w przedpokoju. Pomysł z szafą urodził mi się po gruntownym sprzątaniu, najlepsze pomysły zawsze trafiają mi się nie w porę…
We wtorek chłopaki ze Skrzydlnej zamontują drzwi, to będą ostatnie brudne roboty i Pani Jadzia wkroczy ze swoją miotłą i mopem, dając mi nadzieję na rychły ład i porządek.
Środę i czwartek poświęcam na sprzątanie i przenoszenie drobiazgów, a piątek na ostateczną przeprowadzkę.
Noc z piątku na sobotę spędzę już pod własnym dachem.
Będą zdjęcia i tego bałaganu i ostatecznego efektu, tylko potem.
Nie mam czasu dla nikogo, nawet dla siebie, pochłania mnie w całości ta jedna, jedyna sprawa, mój całodobowy absorbujący kochanek.
Oczywiście, że jest to wina braku organizacji, poświęcania czasu na sprawy błahe, rozdrabniania się, spędzania bezproduktywnie cennych godzin na przyglądaniu się jak Pan Jacek wygładza ściany, czy ja temu zaprzeczam?
Ależ skąd!
:)
Li.

Moja wewnętrzna produkcja luzu jest czasem jedyną obroną przed nadprodukcją stresu :)Cieszę się, że wśród rozlicznych wad jakimi obdarzyl mnie los, udało się przetrwać umiejętności cieszenia się drobiazgami. Od razu Ci powiem, że cieszę się drobiazgami, bo wielkie radości jakoś mnie omijają, haha… :)Pozdrawiam i głowa do góry!
Wiesz co Li, niczego Ci tak nie zazdroszczę jak tego luzu jaki w Tobie wyczuwam. Czytam pomiędzy wierszami że się martwisz, że masz stresy, że nie jest Ci łatwo, ale jak przychodzi co do czego to Ty i tak patrzysz z optymizmem i uśmiechem na życie. Bardzo Ci tego zazdroszczę, bo ja się ciągle martwię. I jestem zestresowana nawet jak nie mam większego powodu. I nie umiem się cieszyć wygładzaną ścianą i innymi drobiazgami. Zazdroszczę Ci tego że zycie ciągle budzi w Tobie entuzjazm. We mnie budzi głównie smutek i żal za straconym czasem. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło- wierna czytelniczka.
a walcz, tylko się ze mną umów, przecież nie nachalnie cię proszę. Jeno skromniutko i cichutko.
Jędzo, kurtka na wacie, nie odbieram tylko wtedy gdy nie mogę odebrać. Tak, tak wiem- nie mam kultury komórkowej, wszak komórkę trzeba odbierać zawsze i wszędzie… Ja tam walczę o wyzwolenie i czasem ją nawet wyłączam, o!
Jeju, jak ja bym chętnie pooglądała jak Pan Jacek wygładza MOJE ściany! Ech, ależ Ci zazdraszczam.Ale weź jutro odbierz telefon, cooooo?