Życiem rządzi przypadek.

Wczoraj popłakałam sobie szczerze widząc moją Hondzię odjeżdżającą w siną i zamgloną dal,
a konkretnie do Jeleniej Góry. Jakby mi serce wyrywano! Takie oto są skutki personifikacji dwóch ton stali, plastiku i gumy.
Od wczoraj odkrywam więc uroki braku auta. Nie jest lekko- brnę przez śniegi i błoto, jest mi zimno i jestem nieszczęśliwa. Nieszczęście wynika oczywiście z zupełnie innych powodów,
w dodatku tak głęboko ukrytych, że nie sposób ich wyraźnie określić, posiłkuję się więc nieszczęściem namacalnym i bardzo mnie uwierającym- sprzedałam swojego przyjaciela, takiego co to zawsze i w deszcz i w śnieg i w upał stał i wiernie na mnie czekał.
Nigdy mnie nie zawiódł, w przeciwieństwie do wielu moich przyjaciół z krwi i kości. Pokochałam go od pierwszego kilometra.
Jedyne pocieszenie to fakt, że Hondzia poszła w dobre ręce. W lepsze niż moje.
Będzie zawsze czysta i zadbana, a w bagażniku nie będzie piasku morskiego sprzed dwóch lat.
I tak sobie myślę- co by było gdyby pewna aurora_vulgaris nie zaczęła trzy lata temu czytać mojego bloga? Nie miała by teraz takiego fajnego auta, o!
Przypadkowo weszła, poczytała, pokochała i oto została nagrodzona za wytrwałość i stałość w uczuciach do autorki tego jakże poczytnego, acz ostatnio beznadziejnego i zaniedbanego bloga :)
Li.

9 Responses to Życiem rządzi przypadek.

  1. Nieznane's awatar She pisze:

    Hondzia….jak ladnie….moj nazywalam Toyocia…ale jak poszla w dobre reke to chyba nie tak bardzo zal….

  2. Nieznane's awatar Jędz@ pisze:

    Aurora, a to się zdziwiłaś, nie? hehehehe

  3. Nieznane's awatar kakot pisze:

    wychowałaś, wykochałaś, ułożyłaś, wyrosło na dojrzały, pewny siebie samochód i jak dobra pani-i-właścicielka, wypuściłaś w świat :)))

  4. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Rozumiem Cię doskonale. Dwa razy sprzedawałam auta i za każdym razem lałam krokodyle łzy. Na pocieszenie pomyśl o nowej bryce (Kowalscy zzielenieją z zazdrości:))) Dana

  5. Marian zawiózł te dwie tony stali, plastiku, gumy i piachu do myjni, bo ja jakoś nie miałam odwagi;-) i teraz dopiero widzę, że to naprawdę fajne auto:-)

  6. Nieznane's awatar Danuta pisze:

    Li, ja tez jestem na etapie sprzedazy auta..ale moj dziadek jest juz pelnoletni ;) ps. wyslalam Ci maila apropos sylwestra ;) milego wieczoru :)

  7. Nieznane's awatar Jędz@ pisze:

    Oj nie desperuj, zaś taki beznadziejny to ten blog nie jest.A swoja drogą przynajmniej będę miała mniej powodów do zielenienia z zazdrości, przynajmniej na widok Twej Hondzi :)

  8. Nieznane's awatar Karla pisze:

    Teraz czas na radość z nowego. I życie zakreśli koło:)

  9. Nieznane's awatar anabell pisze:

    Gdy sprzedawałam swoje uno też płakałam.To było ukochane autko.