Są takie chwile w życiu kobiety, gdy budząc się samotnie w zimny, szary, styczniowy poranek pragnie zacząć dzień od delikatnego i zdecydowanego masażu ud, tej cudownej, często niedocenianej części ciała, a przecież otwierającej drogę ku niezmierzonym obszarom późniejszej rozkoszy.
Tyleż możliwości tej rozkoszy, ile ud (i może dlatego tak trudno na tym świecie o wierność jednym udom).
Pseudo-koneserzy lekceważą uda przedkładając ponad nie piersi, ale prawdziwi znawcy wiedzą, że uda to nie nuda.
Trzeba tylko wiedzieć, jak się za nie zabrać, by oszołomiły ostrym smakiem na języku, ostrym-bo uda pieprzenie wprost uwielbiają.
Przed podjęciem czynności masujących trzeba je koniecznie wykąpać, a kąpiel musi zostawić na nich swój zapach i smak.
Dziś wybieram olejek kąpielowy z czosnkiem, niech poleżą sobie w ostudzonym, mocno naczosnkowanym bulionie przez piętnaście minut.
Po kąpieli zmarznięte trzeba osuszyć i niezwłocznie zabrać się za masowanie, aby je rozgrzać na drogę do raju.
Potrzebujemy:
Udek z kurczaka, powiedzmy sześć sztuk, im więcej tym lepiej, ale koniecznie do pary (uda pasjami lubią występować parami), oliwa, masło, sól, czosnek, ziele angielskie, majeranek, grubo zmielony pieprz, zmieloną ostrą paprykę, inne przyprawy, a to wedug uznania, ostatecznie niech każdy dochodzi sam do tego, jakie cuda lubią uda.
Sól w ilości czterech łyżeczek łączymy w nierozerwalny związek z oliwą, konfekcyjną przyprawą do kurczaka, zmiażdżonymi kilkoma ziarenkami ziela angielskiego, kilkoma łyżkami majeranku i wyciśniętą całą główką czosnku. Mocno to ucieramy łyżką i w mgnieniu oka mamy cudny, pachnący i peelingujący krem do masażu. Delikatnie masując nacieramy uda, szczególnie mocno naciskając kciukiem, od ich początku do końca, albo od końca do początku, w tych sprawach nie ma jednej przepisanej metody, najważniejsza jest ochota, podbita fantazją, owinięta wyobraźnią i kusząca smakiem in spe.
Wysmarowane, wymasowane i zrelaksowane pozostawiamy w miejscu, gdzie intymnie mogą nacieszyć się swoją bliskością. W tym nacieszaniu się nie można im przeszkadzać przez conajmniej dwie godziny, niech przywierają do siebie tak blisko, by nie było miejsca na nic innego, niech się o siebie lubieżnie ocierają, niech w ciemnościach szukają się dotykiem, niech sobą przenikną, niech dobiorą się parami, niech pokochają się wielką miłością do ostatniego kęsa.
Po dwóch godzinach brutalnie wkraczamy w ich życie przerywając miłosną sielankę i wrzucamy towarzystwo pod prysznic, usuwamy z nich cały krem do masażu, osuszamy i gdy takie sponiewierane nie spodziewają się od nas już niczego dobrego, dostają bonus w postaci aksamitu masła czule roztartego na ich skórze, ruchami pełnymi pieszczoty i delikatności. Na masło obficie sypiemy grubo zmielony pieprz, majeranek i ostrą paprykę-musi być ostra, słodka w wysokiej temperaturze karmelizuje się i gorzknieje, a przecież miłość ma być słodka.
Otoczone w przyprawach układamy w naczyniu żaroodpornym, obficie polanym oliwą z połową szklanki wody.
Im więcej ostrej papryki tym bardziej diabelsko kuszące te uda…
Tak potraktowane udka, napalone do działania, same już chcą dostać się do piekarnika, wcześniej nabuzowanego do temperatury ok. 220 stopni, pierwsza miłość jest gorąca, po 10-ciu minutach to gwałtowne pożądanie spada do 180-200 stopni, ale i tak jest im ze sobą dobrze jeszcze przez 40 min.
Tak potraktowane udka, napalone do działania, same już chcą dostać się do piekarnika, wcześniej nabuzowanego do temperatury ok. 220 stopni, pierwsza miłość jest gorąca, po 10-ciu minutach to gwałtowne pożądanie spada do 180-200 stopni, ale i tak jest im ze sobą dobrze jeszcze przez 40 min.
Taka miłość nigdy nie dzieje się pod kołdrą, wymaga powietrza i swobody!
Takie uda to nie nuda.
Są ostre, pieprzne, miękkie, ale jędrne, soczyste, pachnące od przypraw, zachęcające, prowadzące drogą do prawdziwej kulinarnej rozkoszy.
Pieprzne uda lubią wokół siebie łagodność, świetnie do nich pasuje mizeria ze śmietaną, zniewolona czosnkiem, mocne przyprawy i smaki czarują, dodają koloru, zachęcają, są najlepszym afrodyzjakiem do zupełnie innego dotyku zupełnie innych ud….
Ale o tym innym razem.
Smacznego!
Li.

Pstrusiu, dedykacja będzie jak bum cyk-cyk :)
ze niby anonimowa? pomyślałby kto… że pstrokata, to się zgodzę :D
ja poproszę pierwsze wydanie książki kulinarnej z dedykacją :D
Ależ to tylko zwykły przepis na udka z kurczaka :)
O ja Cię :DDDD Ale dałam się nabrać :DDDD Świetne!!!!!