Zmuszona przez okrutny los do aktywności od wpół do siódmej rano, rozmrażałam auto w szarościach i mgle i miałam ochotę spłynąć wraz z lodem w odmęty miejskiej kanalizacji.
Dramatycznie beznadziejny poranek zdołowany okolicznościami przyrody wpędził mnie w fatalny humor, nie pomógł też powód tej porannej aktywności, a to konieczność pobrania tacie krwi do badania. Ech…
Dramatycznie beznadziejny poranek zdołowany okolicznościami przyrody wpędził mnie w fatalny humor, nie pomógł też powód tej porannej aktywności, a to konieczność pobrania tacie krwi do badania. Ech…
Potem poszłam do pracy, nie miałam czasu patrzeć w okno i nagle…
Nagle świat został zalany słońcem, termometr w aucie zastygł ze zdziwienia na plusowych dziesięciu stopniach, na Kleparzu kupiłam nieprzemrożoną rzodkiewkę i koszyk pachnących hiacyntów.
Nagle życie znowu nabrało kolorów, spadek konkursowy z beznadziejnego siódmego miejsca na fatalne ósme po raz kolejny pokazał, że czasem słońce, czasem deszcz, widocznie jak w realu świeci słońce i samopoczucie wariuje w obłokach ze szczęścia, to w necie dla równowagi oscyluje w okolicy dna.
Co ma być, to będzie, nie będę Was przecież prosić o te sms-y do znudzenia.
Poczułam dziś przez zimę wiosnę, w weekend może pojedziemy na narty, może na baseny termalne, a może i na to i na to, a może nigdzie nie pojedziemy, najważniejsze, że świeci słońce, bo ja łaknę słońca, bez niego zamieniam się w marudzącą starą babę, a przy nim dostaję kolorów i kwitnę.
Na resztę dnia mam załadowane akumulatory, czuję, że rosnę w siłę i w biodrach (bo niewątpliwie na tę cudowną zwyżkę nastroju wpływ miała pyszna tarta z owocami i galaretką).
Miłego dnia!
Li.
PS. Byłam wczoraj na „Turyście”. Są trzy powody dla których warto zobaczyć ten beznadziejny film: absolutnie przepiękna Angelina Jolie, absolutnie uroczy Johny Depp, absolutnie przepięknie sfilmowana Wenecja. Wyszłam z kina z poczuciem klęski i bardzo zadowolona.
Poczułam dziś przez zimę wiosnę, w weekend może pojedziemy na narty, może na baseny termalne, a może i na to i na to, a może nigdzie nie pojedziemy, najważniejsze, że świeci słońce, bo ja łaknę słońca, bez niego zamieniam się w marudzącą starą babę, a przy nim dostaję kolorów i kwitnę.
Na resztę dnia mam załadowane akumulatory, czuję, że rosnę w siłę i w biodrach (bo niewątpliwie na tę cudowną zwyżkę nastroju wpływ miała pyszna tarta z owocami i galaretką).
Miłego dnia!
Li.
PS. Byłam wczoraj na „Turyście”. Są trzy powody dla których warto zobaczyć ten beznadziejny film: absolutnie przepiękna Angelina Jolie, absolutnie uroczy Johny Depp, absolutnie przepięknie sfilmowana Wenecja. Wyszłam z kina z poczuciem klęski i bardzo zadowolona.

Di, udało się :*
Zaagitowałam jeszcze 12 głosów. Tylko nie wiem ile z tego wyjdzie…
Cóż Anno, uwierz mi, że to ja mam największe powody do żalu, że tak mi się życie zmieniło… I już nic więcej na ten temat nie chce mi się pisać. Pozdrawiam :)
Zapewniam Cię, rozumiem. Rozumiem przyczynę zmiany stylu pisania, wskazałam jedynie,że to mogło stać się przyczyną tego,że głosy nie poszły na Li..Anna.
No i właściwie mnie już nie zostało nic do dodania, może oprócz tego, że zdania nie zmienię, choćby ktoś posądził mnie o zamienienie się rozumem z… oj, nie napiszę, kogo miałam na myśli, bo znów mi się oberwie :)
To, co atutem autorki tego bloga jest jednocześnie swoistą wadą. Mam tu na myśli lekkość pióra. Bloga czyta się świetnie. To dobrze, choć i niedobrze zarazem. Dobrze dla bloga ze względu na frekwencyjność. Niedobrze z tego samego powodu. Większość tu zaglądających, przyciągniętych lekkością stylu uważa, że skoro potrafi czytać rozumie to, co czyta. A tak niestety nie jest. Niewielu czytających rozumie, co "autor miał na myśli". Ba, nawet nie ma w nich refleksji, że autor w ogóle myślał. Gdyby Li miast bawić się słowem pisała w sposób hermetyczny, jej blog byłby dostępny wąskiemu gronu odbiorców. Miałaby kobieta spokój z różnej maści komentatorami, którym się wydaje, że skoro umieją pisać to pozjadali wszystkie rozumy. Widocznie Li jest albo masochistką. Albo inaczej nie potrafi, za co chwała Panu.
Lola, spoko, damy radę i bez zagranicy :*Mamy tu nie wpuszczaj, jeszcze skumpluje się z moją i będzie afera :)) Całusy!
Anno, to chyba logicznie, że skoro bierze się udział w konkursie, którego wynik zależy m.in od czytających, to muszę o tym pisać! Nikt więcej tyle nie pisze na temat konkursu co ja? Powiem Ci w zaufaniu, że mało kto pisze tyle co ja;-))
Li, bije sie w piers, bo nie mam jak zaglosowac. Gryze sie z mysla, ze moze poprosze mame, ale obawiam sie ze od tej pory gdy wpadne do Ciebie z poranna kawe bedzie tu juz moja mama. A kolezanki wole jakos bez mamy odwiedzac. Wiec sie troche pogryze. Co do konkursow, to za niesprawiedliwosc uwazam, ze zza granicy nie mozna glosowac. Moze czyta Cie cala swiatowa emigracja i wyrazic tego nie moze.Co do konkursow, to pamietam, ze trafilam na Twoj blog kilka lat temu z listy konkursowej wlasnie. Tak w tym roku trafilam na blog yours. Wiec jest z tych konkursow jakis pozytek.
Li, no cóż. Odniosę się to Twej odpowiedzi.Absolutnie nie uważam,żeby choroba miała być decydującym kryterium. Mówiąc,że ostatnie notki są jakby pod konkurs miałam na myśli kształt literek.Tu właśnie widzę różnicę: kiedyś (już nawet na tym blogu) Pani literki były pełne życia, a bynajmniej chęci pisania (nieważne,czy dzieliła się Pani nową parą butów czy jakimś innym wydarzeniem z życia),ale widać było tę chęć w literkach. Nie dziwię się,że mogło zabraknąć optymizmu, witalności po trudnych przeżyciach,ale właśnie w kilku notkach ostatnich wraca Pani do dawnego stylu pisania (czyli jakby pod konkurs…nie neguję tej wewnętrznej mobilizacji,absolutnie..ale chyba też żaden z blogiczów nie poświęca czasu w każdej notce konkursowi..a Pani to jednak czyni).Racja, jestem wierną czytelniczką,właśnie dlatego,że coś mnie tu przyciągnęło. Jest Pani dzielną kobietą, potrafiącą spojrzeć na pewne rzeczy z dystansem. I to się nie zmieniło. No ale skoro sama Pani widzi zmianę w sposobie pisania, dzielenia się tym wszystkim, to może właśnie to miało wpływ na te magiczne kuleczki w konkursie na Bloga Roku. Wierni czytelnicy nie odchodzą, ale może dostrzegli wśród innych blogów perełkę, którą wcześniej widzieli tutaj.I chyba mam podobne odczucia co do blogu chusteczkowego-choroba chorobą,ale sposób opisywania tego wszystkiego może zachwycić.Wiem,że chciałoby się,że ta iskierka żalu zapaliłaby się w każdym.Li,życzę Pani, by w końcu przyszedł czas słońca..w sercu i za oknem…pełnego słońca:)Anna.
PS. oczywiście "w rywalizacji" nie "w realizacji".
Czy są niewygodni w realizacji? Przede wszystkim zachęcając do głosowania posługują się (także) takimi argumentami: "Jak dostaniemy więcej SMS-ów to nam to podniesie bloga w rankingach popularności i może więcej osób do nas trafi i przekaże XXX swój 1%" – to cytat z bloga, który wyprzedza Li w rankingach. Trochę jak szantaż, trochę jak branie na litość. I ani słowa o tym, że konkurs Blog Roku ma inny cel. A może się mylę? Przeczytałam sporo notek z cytowanego bloga, największa liczba komentarzy pod notkami to… 5. Więc jakich ma on czytelników? Jaką społeczność generuje? Pięcioosobową? Zatem… skąd przy tak małej liczbie aktywnych czytelników tak dużo czytelników głosujących? Ech… mnie też już ręce opadają:/
Li, grunt to zdrowie.Nie, może rzeczywiście szczęście lepsze. Zresztą ja przepowiadałam Ci, że może być fajnie, ale w tych konkursach bywają trudne niepojęte chwile, kiedy tylko wrrr, w zęby, potrzepać głową i odrzucić, tak robiła moja jamniczka i wyglądała na zadowoloną. Ale nie po to piszę, tylko chciałam Ci uświadomić dwie rzeczy: 1. nie wszyscy mają komórki, naprawdę; 2. nie wszyscy, którzy je mają potrafią wysłać smsa, naprawdę, prosiłam o to znajomą spoza Krakowa, nieraz z nią rozmawiam przez komórkę, czasami piszę esa, odpowiedziała mi zdumiona: ależ ja nie umiem, nigdy tego nie robiłam, przeczytać to jeszcze, jak zdążę, bo potem one gdzieś znikają…, nie jest stuletnią dementką, nie. Nie potrafi i już, widocznie nigdy nie potrzebowała. Wytłumaczyć się nie dało, to jasne. Ale w końcu ten udział, to jak mi się wydaje, fajna przygoda no i chyba się jednak podbudowałaś moralnie – tyle słów uznania, fajnych dyskusji, ciesz się, proszę.
Di, Yo to nie moja zasługa:)) Sam się tak skrócił :))A co do konkursu- ech, czasem trzeba dostać po nosie :)) Całusy mocne!!!
@Li, boskie są te Twoje skróty Li, Di, Yo :-) Denerwuje mnie, że nie wiem ile kto ma głosów, równie dobrze możesz mieć 87 jak i 248. Pamiętam, że kiedyś to było jasne i jakoś tak bardziej motywowało do działania…@Piotrek vel Yo, wiedz, że to głos nie z sympatii do Li, tylko z szacunku do Twojej prozy. Jesteś dla mnie nieustającym odkryciem ;) Stokrotki, taaak, w maju jest ich w moim ogrodzie tysiące – najmilej gdy ogląda się niebo a one służą za posłanie… ;)@Li&Yo, kolejny głosik oddany.
W porównaniu z autorami blogów plasującymi się wyżej, ani Ty, ani Twoje dzieci, dzięki Bogu, nie cierpią na przewlekłą/nieuleczalną chorobę. Jest w tym jakaś prawidłowość, w zeszłym roku też było podobnie. Osobiście wolę czytać Ciebie, nie relaksuje mnie czytanie o ludzkich dramatach, ale odbiorcy, do których trafiacie są przecież różni. Może faktycznie powinnaś trafić do kategorii literackiej, nie wiem, tu jesteś sama jak oaza na pustyni. Sms'y poszły, pozostaje trzymać kciuki.CałujęKate
Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, że strawestuję klasyka. I tu tkwi sedno. Bloga przeważnie się pisze;-) i to jak się go pisze najprawdopodobniej podlega ocenie jurorów. Chyba, że się mylę… A temat? To sprawa drugorzędna.
@Li, prawdę mówiąc, to od czasu Molekułki niewiele się zmieniło.@echoes, skoro u Ciebie już razem z Li wygraliśmy, to mi to wystarcza. Wszystko jedno, od kogo dostanę nowego laptopa:)@maczka, szczerze mówiąc, mam wrażenie, że Angelina ma nieco końską szczękę (poproszę drugiego buziaka)@dijey, dziękuję Ci kwieciście, niech no tylko zakwitną stokrotki.A tak poza tym, to niedługo wiosna.
A ja uparcie twierdzę, że choroba nie może być jedynym kryterium oceny bloga.
Nie strzelam do Echoes Li tylko mnie zadziwia, ze ktoś może wpaść na taki pomysł. I zaznaczę, ze jest to konkurs na pamiętnik o życiu a nie literacka nagroda Nobla 2010.Dlaczego zareagowałam na te słowa …ponieważ zawsze gdy w swoim życiu pomyśle sobie, że nie będę się wtrącać, w zasadzie jaki mój interes zabierać w jakiejś sprawie głos? Po co mi to? Przypominają mi się słowa cytowane przez bliska mi osobę, „gdy rozum śpi budzą się demony”Li nie zamierzam nikomu dyktować tego co ma i powinien myśleć i ja rozumiem, że Echoes to z sympatii dla Ciebie, skłonna nieba i laptopa i wycieczki Ci uchylić i może cos chlapnęła bez sensu a ja się tego czepiam ….ale włącz swoje szare komórki i proszę napisz, ze nawet nie przemyślany pomysł utworzenia kategorii „choroby i inne nieszczęścia” (drugi człon ja dokooptowałam) nie przeraża Cię w jakiś sposób? Nie widzisz, co tutaj jest nie w porządku? Naprawdę nie rozumiesz?To ja nie potrafię wytłumaczyć, przerasta to moje możliwości.„Pamiętniki i blogi osobiste. Jeżeli dzielisz się na blogu swoimi intymnymi przeżyciami, piszesz o swoim związku, rodzinie czy dziecku, o tym, co robisz każdego dnia i jakie zdobywasz doświadczenia, wybierz tę kategorię.”Uparcie twierdze, że w tej kategorii ma prawo startować absolutnie każdy i nie zawsze to musi być literatura. Trochę dystansu każdemu dobrze robi a żadna nagroda czy chwała nie jest warta podpisywania się pod głupotami. I wcale nie twierdze, że tutaj ma wygrać choroba – g
Z mojego punktu widzenia Licencja i Li to jedna i ta sama osoba, choć Li jest zdecydowanie bardziej dojrzała. I moze dlatego wydaje się, że pisze inaczej. Bo nie jest lekko, ale ona i tak nie jęczy. Znam ją osobiście i wiem jaka jest kochana w realu. Wiem też jak jest jej trudno, ale się nie poddaje. A że pisze w pierwszej osobie i wydaje się że jest tylko "ja i ja", to przecież nic dziewnego. Trudno, zeby o sobie pisała "ona". Li całuski GF
Jeszcze jedno- na Licencji też mi zarzucano, że piszę pod konkurs. Czyli jak?
Anno, zawsze przyjmuję krytykę, co nie oznacza że mam ją przyjmować beznamiętnie. Oczywiście, że piszę inaczej niż w poprzednim blogu, bo też i inne jest moje życie. Po śmierci Ilony wiele się zmieniło i paradoksalnie mnie jest moje "ja", ale oczywiście możesz to odbierać inaczej. Mniej też odkrywam, dostałam spore baty w necie za nadmierną szczerość i drugi raz tego błędu nie popełnię. A co do pisania pod konkurs- no patrz- unikam pisania o chorobie taty, choć tata umiera i byłby to pewnie "chwytliwy" temat. Unikam, nie tylko po to, by nie wystawiać się na żer i opinie, że piszę pod konkurs, ale dlatego, że moja rozpacz kamienieje w sercu i nie chcę dać jej wyjść na światło dzienne. To jest tylko moje. I tu masz rację- teraz ważna jestem tylko ja.Nie mam zamiaru Cię wyganiać, skoro mnie czytasz, to znaczy, że jednak coś Cię tu przyciąga.Na ósme miejsce też patrzę z dystansem, ale podzielonym przez pewien żal za brak- nazwijmy to-wierności w sumie z – nazwijmy to- moją próżnością, gdzie wydawało mi się, że jak ktoś poświęca czas, by codziennie mnie czytać, to widocznie to lubi, a sms wysłany na bloga będzie tej sympatii potwierdzeniem.Ot, tyle.Pozdrawiam :)
W poprzednim konkursie rzeczywiście oddałam na Panią swój głos, mimo że wtedy też była masa blogów ludzi chorych, borykających się z nieszczęściami losu..i przyznam,że wierną czytelniczką pozostałam nadal..Niemniej jednak (wiem,że skazuję siebie tym samym na lincz, bo widać,że nawet konstruktywna krytyka nie jest pożądana) od dłuższego czasu w Pani literkach czegoś brakuje. I nie mówię tu o ostatnich notkach pisanych już jakby (podkreślam-jakby) pod konkurs..Ciągle niezmiennie panoszy się tu Ja, Ja, Ja…ale brakuje miejsca dla drugiego człowieka (rozumiem,że blog "ja i moje życie",ale życie to właśnie drugi człowiek).I proszę mnie nie wyganiać;) Nie jestem hieną, czyhającą, by wbić szpilę. Staram się dystansem spojrzeć na te pretensje o ósme miejsce..Anna
Di, co tam szala, ważne że zagłosowałaś :) Dzięki! Yo, jak znam życie podziękuje osobiście i kwieciście :P
ech, miałam nadzieję, ze moje kilka głosów na Li/Yours przeważy szalę…
Yo, Angelina nie mogła w tym filmie wyglądać naturalniej, bo nie bylaby by wtedy taka piękna :)maczko, no wiadomo, że MM była tylko jedna :)jadwigo, Pani Jadwigo: to znaczy, że jest Pani lepsza ode mnie, bo ja nie głosuję na konkurencję, pozdrawiam :))searover: czasem śledzę Twoje losy z mocnym uczuciem zazdrości :)) i dziękuję za sms-a, może nareszcie wygrzebię się z tych trzech kulek, a może w nich pozostanę na wieki :P
lubewa: dzięki :)Katarzyno, błagam tylko nie teorie spiskowe :))
g, nie rozumiem po co taki nieuczciwy strzał w kierunku echoes? (której – i tu kładę rękę na sercu-rozumu nie brakuje :)Może ja napiszę, jak to wygląda z mojego punktu widzenia, ostatecznie to ja startuję w tym konkursie i myślę, że moje zdanie jest zbieżne ze zdaniem echoes. Nie chodzi o to, że blogi opisujące chorobę własną lub dziecka są niewygodne w rywalizacji i ciężko je krytykować.Akurat piszę otwarcie, że są kiepskie i nudne, choć emocji w nich nie brakuje. Poza jednym blogiem, będącym opisem walki z rakiem żołądka (chustka) w innych nie ma nic strawnego poza dosłownymi opisami. Każdy ma prawo pisać, ale konkurs na bloga roku ma promować między innymi umiejętność pisania. Takie jest moje zdanie- jak dostajesz sms-y tylko dlatego że masz raka, albo autystyczne dziecko to nie jest uczciwe.I dlatego wielu naprawdę dobrych blogerów nie bierze udziału w tym konkursie, a sam konkurs znacząco obniża swój poziom z roku na rok. Oni wiedzą, że trudno się walczy z ludzkim nieszczęściem i dla blogów takich jak mój, jest to walka nierówna i nieuczciwa. U mnie też nie brakuje nieszczęść, ale nie robię z nich motywu przewodniego. Myślę, że organizatorzy nie będą nigdy mieć odwagi, by wprowadzić kategorię na przykład: walka z chorobą, bo właśnie byłoby to uznane za dyskryminację. Ale czym jest teraz, jak nie ukrytą dyskryminacją? Wiem, że nie przebiję się przez te blogi, ale już się z tym pogodziłam, bo przecież – jak to napisała mi Pani Jadwiga- mam zdrowe dzieci, więc czego ja chcę więcej?Pozdrawiam.
Echoes – zdradz mi zagadkę, z kim sie Ty za rozumy pozamieniałeś/ pozamieniałaś?zróbmy osobna kategorie dla chorych, majacych chorych dzieci bo co niby? Sa niewygodni w rywalizacji? Poruszaja trudne tematy i cięzko skrytykowac?A może getto – były juz przypadki w historii gdzie jednych ludzi oddzielano od drugich lub decydowane ile ich zycie jest warte…Oo…moze najlepiej gdyby wpasowali sie w kategorie – absurdalne i offowe bo założę sie, że nie raz zdarzyło im sie pomyslec, ze to co spotyka ich w zyciu to jakis pieprzony absurd, koszmarny zart. Nie przyszło Ci do głowy o co oni moga w tym walczyć? Mi tysiąc powodó, nawet jak czytam te nieporadne zdania. Nie przyszło Ci do głowy, że oni pokazują ta trudniejsza stronę zycia i nie zawsze chca tylko współczucia. Osobiscie podziwiam wielu za siłę i jeszcze jedno – czasami najpiekniejsze zdania o życiu nie wypowiadaja ci najbardziej elokwentni erudyci, inkrustujacy je słownymi perełkami. Upieram sie, że to jak najbardziej także ich kategoriia bez wzgledu na biegłość w jakims kuglarstwie słownym, które czasami za pozłotka atrakcyjną nic nie kryje. g
Trafiłem tu poprzez notkę Kilmore'a i dorzucam swój sms. Życzę awansu z powrotem na to beznadziejne siódme miejsce, tak na dobry początek. Może to moment zwrotny?Pozdrawiam.
no jak nie lubić tego Yo ? nie dość że pisze kosmicznie to jeszcze nie lubi Angeliny ;)))))))))))))))))) maczka przesyła buziaka
Li, nie martw się, masz zdrowe dzieci i to najważniejsze, a ze spadłaś na ósme a ja tym samym na dziewiate? a co tam, dystans w tej zabawie rzecz najważniejsza, a tak w ogóle to głos na Ciebie oddałam, pozdrawiamjadwiga
Poszperałam sobie po stronkach konkursowych i takie oto refleksje mi się nasunęły: powinna być osobna kategoria: walka z chorobami, chore dzieci itepe. Takie blogi zawsze będą poza konkurencją,co nie znaczy, że są najlepsze. Na drugim miejscu w literackich " wariacje na temat trzeciej części sagi "Zmierzch" ". No proszę!!!! To kpina jakaś? Jak dla mnie w swoich kategoraich wygrali Li i Yours, oraz, w kategorii hobby czy jakoś tak, moja koleżanka z pracy z kuchnią matki-waritki.Co nie znaczy, że jutro nie sterroryzuję połowy (tej zdrowej) firmy i nie zmuszę do głosowania(niestety, bez wdzięku Ani :) )
Deep (taka pisownia jest naturalniejsza:)),np Deep Purple, a nie ma powodu, żeby p było podwójne. Bałem się to powiedzieć, żeby nie było, że maruda jestem, ale skoro echoes juz powiedziała, to on w tym filmie rzeczywiście jak z drewna.Li, no i boję się powiedzieć, że Angelina w ogóle mi nie robi. No ale jak mam powiedzieć, że mi robi, jak nie robi. Ja chyba wolę naturalniejsze kobiety.
Melduję się posłusznie :)Ojej, Li. Nie przejmuj się głupimi statystykami. To i tak jest już wszystko z góry ustawione ;)
Witaj Li . Głos oddałam . Do 20-go jest jeszcze trochę czasu…ale u mnie i tak masz pierwsze miejsce i już.
Echoes, do jutra, znikam do wanny, woda mi stygnie :)
HAHAHA
No jasne, że był jak nie on, skoro zrobił sobie operację za 20 mln $ :D
Ach! Zwłaszcza ta szara kiecka i rękawiczki! Aż zakwiczałam z zachwytu! A Depp… czy mnie się wydaje, czy lekki botoksik sobie strzelił? Żeby rozwiać wątpliwości: uwielbiam go od zawsze! Ale tutaj… no owszem, zdystansowany, ale jakiś taki… jak nie on. No! P.S. Co do Wayne'a zgadzam się w stu procentach!
grrrr! co z tym Deepem?? Depp oczywiście :) Się zasugeorwałam… A film cieniutki.. suspensu się domyśliłam w pociągu i już mi się nudziło potem
Dla mnie nie drewniany, tylko zdystansowany :) Jakiś taki nieporadny, niezgrabny, nawet jak biegał po tych dachach, to wyglądał gorzej niż John Wayne biegający między kulami, a Wayne jest dla mnie synonimem braku męskiego wdzięku. (To dopiero był kawał drewna :)Kiecki Jolie obłędne, obłędne!
Byłam na "Turyście" w piątek, ze względu na Deepa i Wenecję, bo za Jolie nie przepadam (choć piękna… a może właśnie dlatego?). I co? Jolie piękna (nie mówiąc o kieckach… ), Wenecja piękna, ale Deep jakiś taki drewniany:((
Jest piękna, cholerka, nienawidzę jej :DP.S. O matko, co tam ósme miejsce i tak jesteś najlepsza!Pozdrowienia, Agata
Dla Angeliny i Wenecji wybiorę się do kina:)
Piotrek, nie sądziłam, że dożyję chwili, gdy będę musiała przekonywać mężczyznę, o tym jaka piękna jest Angelina Jolie :))
Czuję się tym oczywiście zaszczycona :)
O blogach z kategorii "Ja i moje życie, czytaj na http://www.pelnakultura.wordpress.com.PS.Poświęciłem notkę Twojemu blogowi.
E tam zjawiskowo. Nie lubię takiego aktorstwa. Przecież ona głównie się uśmiecha. Deppa natomiast uwielbiam od czasu kapitana Sparrowa, a jeszcze bardziej Szalonego Kapelusznika. Alicję kupiłem sobie na płycie dvd i oglądałem ze 3 razy.Wiesz, co najbardziej mi się w tym filmie podobało? Ta scena, jak Depp w hotelu Danieli nie może otworzyć okna, mocuje się z klamką. Bo ona chyba jest autentyczna, to stare okna o dziwacznych zamkach, on ich naprawdę nie mógł otworzyć :)) Swoją drogą, wiesz ile kosztuje nocleg w tym hotelu? Tyciąc euro za dobę! Koszmar. Kiedyś mnie tam zawlokło do hotelowej restauracji, ale jak zobaczyłem ceny, to wypiłem tylko wodę mineralną.
Niobe, moja kochana Niobe, no przecież wiem :)
Wszyscy się gapią, bo ona w tym filmie wygląda zjawiskowo! A jak podoba Ci się Depp? Mam wrażenie, że kpi z samego siebie.A butelki wycięli i Wenecja wygląda pięknie.Gratuluję nieznośnej lekkości trzeciej kulki :))
nie Deep, lecz Depp :)
nie Pit, lecz Deep :)
Ja nie wiem o co chodzi z tą Angeliną, ale mnie ona nie kręci, a w filmie nawet wkurza ten reżyserski zachwyt i fatalna filmowa maniera, że jak ona gdzieś wchodzi, to sie wszyscy na nią gapią. Jak dla mnie, film fatalny, jedynie Wenecja przecudna, chociaż… też przeciez nieprawdziwa, bo w realu kanałami płyną plastikowe butelki a nie brat Pit :)
Posłusznie melduję, że zagłosowałam. Wieczorem dorzucę głos z komórki Młodego.