Lubię poranki, gdy mój świat jeszcze śpi, a ja już nie.
Koty i pies akcentują swoją dezaprobatę wymownym ziewaniem, ale wiernie pokazują, że jakby co, to dla mnie zdolne są do działania. Najwyraźniej było to widać w chwili, gdy Kara potrąciła kubek z pierwszą kawą, a ta szerokim strumieniem wlała mi się do łóżka.
Lubię więc siedzieć w łóżku z laptopem, w świeżo przebranej pościeli i jeszcze przez godzinę cieszyć się wolnością od życia.
Zaokienna ciemność idzie w kierunku światła, a zapach kawy pobudza mi zmysły.
Telefon śpi jak zabity, kalendarz jeszcze nie otwarty, nie straszy swoimi wpisami, dla niego poniedziałek zaczyna się o ósmej rano.
A co na to Lec?
Człowiek nie jest samotny! Ktoś go przecież pilnuje.
Usiłuję wyobrazić sobie co będzie za kilka miesięcy, gdy zakwiecę i zakrzewię taras, gdy o piątej rano będzie zalany słońcem, gdy będzie lśnił od porannej rosy, gdy tam wyłożona na kanapie i w piżamie będę mogła pić poranną kawę, ech…!
A co na to Lec?
Czasem trzeba okres między przeszłością a przyszłością przeżywać w jakimś zastępczym czasie gramatycznym.
Trudno nie poddać się okolicznościom, ale przynajmniej spróbuję i z wrodzoną sobie przekorą nie dam się złym nastrojom.
Piszę na dziś dobry scenariusz z happy endem w postaci wieczornej wizyty u kosmetyczki, będzie bezstresowo, miło, ciepło i bezpiecznie.
Pooszukuję samą siebie, ale to dobre oszustwo, depenalizuję je, bo czynione jest w obronie koniecznej, by nie smutnieć, nie produkować zmarszczek pod oczami, nie farbować włosów na siwo i nie zatruwać się żalem do losu.
Li.

I tak wlaśnie mam zamiar zrobić dzisiejszego wieczoru, Jadwigo :)Relaks i zapomnienie o problemach plus kojące ręce kosmetyczki to najlepsi przyjaciele kobiety. Oprócz brylantów :))
Najważniejsze aby sobie zrobić dobrze, podopieszczać się, poleżeć na masażu i kosmetyczki i wyjść zrelaksowaną,dobrego dnia!
Git :)
No i git!