Zaokienne widoki sprzyjają rozgrzeszeniu się za kawę pitą w łóżku.
Patrzę na miotane wiatrem płatki śniegu i czuję się jak one- bezradna.
Zaglądam do kalendarza, by mieć poczucie, że gdzieś muszę być na pewno.
Zalewam kolejnym kubkiem kawy czający się we mnie strach i wstaję do życia.
A co na to Lec?
Witaj dzień powstaniem!
No to hej, szable w dłoń, trzeba wywalczyć sobie wyzwolenie od ponurych myśli, zmarszczkotwórczych problemów i brzydkich szarości!
Zdobycia miłego dnia!
W Krakowie wyszło słońce, świat pojaśniał.
W Krakowie wyszło słońce, świat pojaśniał.
Li.

pozdrawiam po prostu kawowo (po4kawach)z mroźnych cholernie mroźnych suwałk:( pozdrawiam:) monina
witam tu nowa czytaczka blogowa:) dziekuje za przypomnienie leca..lecą latka lecą w liceum sie nim zachwycałam potem zapomniałam..
takie powstanie w łóżku to może być rewolucja :)
Słońce cudne :) U mnie też :)Zmierzenie się z bezradnością to jedno z najtrudniejszych zadań. Przecież jesteśmy od zawsze uczone: zrób coś, zmień coś. A tu nic nie można. Można być… Miłego dnia, Li.
Karla, dzwonię zaraz!Bere, widzę, że patrzymy na to samo szare niebo :)Anabell, chyba jeszcze nigdy nie miałam tak dość zimy!
Li, mimo wszystko miłego dnia Ci życzę.U mnie też słońce, choć jest -15, a krajobraz taki bardziej syberyjski.
prawda, że ładne słońce?pozdrawiam!
Miłego dnia, Kochana!