Poznałam jakiś czas temu dwie świetne kobiety. Dwie A.
Każdą z nich osobno, każda z innej bajki, ale dopasowałyśmy się jak kawałki układanki, śmiejemy się prawie bez przerwy, zawsze po naszym spotkaniu czuję jak rosną mi skrzydła.
Jeden z tych kawałków, to kobieta z wyjątkowym zacięciem do propagowania zdrowego trybu życia, do sportu i z wyjątkową determinacją, by to zacięcie przenosić dalej. No i skutecznie przenosi i choć ostatnio byłam mało dyspozycyjna i charakteryzowała mnie duża absencja na zajęciach obowiązkowych, teraz oddaję się w jej ręce.
Zacięcie A. skutkuje nordic walking trzy razy w tygodniu, a zacięcie drugiej A. wynajęciem trenerki na siłownię dwa razy w tygodniu. Nordic walking, czyli tzw akcja „idziemy na kije”, to prawdziwe wyzwanie i mówię to każdemu, kto puka się w głowę, mając przed oczami staruszki podpierające się kijami.
Prawidłowa technika chodu wymusza napięcie 95% wszystkich mięśni ciała, nawet tych o których nie wiedziało się, że je się ma.
Prawidłowa technika chodu wymusza napięcie 95% wszystkich mięśni ciała, nawet tych o których nie wiedziało się, że je się ma.
Na drugi dzień trudno utrzymać w ręce kubek z kawą.
Ogromną zaletą kijów jest możliwość rozmowy- idziesz sobie wzdłuż Wisły do Tyńca, wiatr we włosach, powietrze, przestrzeń i gadanie bez końca. A jaka dotleniona cera, ha!
Ogromną zaletą kijów jest możliwość rozmowy- idziesz sobie wzdłuż Wisły do Tyńca, wiatr we włosach, powietrze, przestrzeń i gadanie bez końca. A jaka dotleniona cera, ha!
Potem obowiązkowa kawa, a w soboty i niedzielę śniadanie w przecudnej, klimatycznej knajpce „Cava” przy Nadwiślańskiej.
(Kto chce może się do nas przyłączyć, im większa grupa tym lepiej!).
Dziś późnym popołudniem idziemy poćwiczyć z Dorotą, trenerką idealną.
Nic się przed nią nie ukryje, nie da się „ciągnąć przedramionami”, nie da się źle podnieść nogi, nie da się pomarkować, trzeba ćwiczyć i już.
To jest mi teraz najbardziej potrzebne, doprowadzenie się do stanu używalności i przedłużenie terminu do spożycia.
Mnóstwo spraw do załatwienia w tym życiu jest jeszcze przede mną.
Wstaję z łóżka, dziś posybaryczyłam sobie do granic nieprzyzwoitości.
Li.
Dziś późnym popołudniem idziemy poćwiczyć z Dorotą, trenerką idealną.
Nic się przed nią nie ukryje, nie da się „ciągnąć przedramionami”, nie da się źle podnieść nogi, nie da się pomarkować, trzeba ćwiczyć i już.
To jest mi teraz najbardziej potrzebne, doprowadzenie się do stanu używalności i przedłużenie terminu do spożycia.
Mnóstwo spraw do załatwienia w tym życiu jest jeszcze przede mną.
Wstaję z łóżka, dziś posybaryczyłam sobie do granic nieprzyzwoitości.
Li.

kurcze dawno mnie tu nie było:(narobiłam zaległosci i….kurcze naprawdę dawno mnie tu nie bylo:(……sportuj się sportuj!duch się hartuje:)i ciało:):) pzdr monina
Jadwigo, kiedy chodzisz po Aninie?wpadnę z chęcią!
Zazdroszczę tej wyprawy pt. "Idziemy na kije". Dość, że ekipa zgrana to aż strach się bać, bo uzbrojone jesteście i nikt Wam nie podskoczy ;-). Życzę miłej wyprawy!
Czarnawiewiórka Basia z Olsztyna no to juz towarzystwo nieliczne ale śliczne mamy zapewnione, a kije jak chcecie wexcie, jak nie to nie i zabawa bedzie, że haha
Przepraszam jeśli sie powtórzę.Chętnie też skorzystałabym z zaproszenia bo i kije mam i chodzić lubię.PozdrawiamCzarnawiewiórka Basia z Olsztyna
o a teraz się ukazał.
Jak zwykle nie udało mi się dodać komentarza. Pozdrawiam
Joanno, jesteś zaproszona, czy to butach na obcasach w kolorze pomaranczowym, zielonym , pistacjowym czy jakimkolwiek czy na płaskim obcasie czy w Reebokach walking shoes, czy jak chcesz , czy z kijami czy bez, pozdrawiamj
Kolorowych :-)
Dobrej nocy :)
O rety, nie na śmietnik! Aż tak nie straciłam resztek przyzwoitości :PA ja przerzuciłam się na perfumy. Kupuję i kupuję. Bez opamiętania. Uwielbiam…. mhmmmmm…
Li, dziękuję za inspirację na tę noc.idę marzyć o pięćdziesięciu parach nowych butów.ekscytujące! :D
boszzzz, gdzie jest ten śmietnik, do którego wyrzuciłaś te 50 par?biegnę tam!(z butów przerzuciłam się cukierki. zdecydowanie mniej nadwyrężają kieszeń, a przyjemność dość podobna;)))
Joanno, nie mam pojęcia, ale udaję dobrze poinformowaną :P Choć widzę, że pełno teraz pomarańczu, mieścisz się w sezonie ze swoim kolorem włosów :))Dziwne, ale po tym jak wyrzuciłam z 50 par nienoszonych butów, kupowanych w charakterze antydepresantów, jakoś mi przeszła ochota do kolejnych zakupów. Optymistyczne jest to, że widocznie obecnie nie mam stanów depresyjnych :) Pesymistyczne jest to, że … ech… kiedyś kochałam buty, a teraz kocham święty spokój :P
Li, tylko nie każ mi kupować marsowych.czerwonych mam trzy pary.
hm… to by tłumaczyło upodobanie do czerwonego koloru.
Precz z przyziemnością, pamiętaj, że jesteś z Marsa :)
wróciłam ze sklepu.nie wiem jakie to są kolory sezonu.Li, instruuj.
To się rozumie :-) tak tylko przyziemnie spytałem o publikację :-)
Krzysiu, sięgamy ad astra, a nie do Wyborczej!
Joanno, tylko żeby mi były w kolorze sezonu :)
sława i wieczna zabawa :-))) to kiedy można będzie kupić Wyborczą? :-)
idę kupić buty na obcasie.bo jak się lansować bez, no jak?
Czekamy na sławę i taniec z gwiazdami, Krzysiu :P
To o ile dobrze zrozumiałem, czekamy na artykuł :-)
Kupa w jidysz oznacza forsę ;-)
kupa ;)
Coś czuję, że z tej zajawki wyjdzie coś wielkiego :)
e… jaki artykuł.tylko skromna, ale jakże miła zajawka w e-obcasach.
wejdź do Joanny Krzysiu, to się przekonasz :)
Artykuł dopiero był czy będzie?
Aaaaa, Joanno, a propos wysokich obcasów, to gratuluję:)
Ostatnio kupuję same na płaskim. Koniec pewnej epoki…:(
szczególnie te na obcasie.wysokim!
No tak. Buty.. :-) każdy powód jest dobry, żeby je kupić :-))))
Jadwiga, a mnie nie zaprosisz?
Agawa zapraszam do Anina, kije mam to pochodzimy po lesie, Kabaty daleko, hihi
co Ty.pewnie do chodzenie trzeba mieć specjalne buty ;)
Myślałem, że chodzenie to tak prosta sprawa.
ludzie, ja ciemna jestem.a te kije to jakieś specjalne?
Kije to zbyt ekstremalny sport, jak dla mnie. Od samego czytania mam zadyszkę ;-)
W sprawie nordica – wędruję w kazdą sobotę i niedzielę po Kabatach (to dla warszawki ;)) Może jakieś współne treningi przed wymarszem na gród K? hihi… ostatecznie wiosna w końcu przyjdzie ;)
też się wpisuję, na kije, na fajeczki i na facetów oczywista oczywistość, no;) v.
Yo, sezon na kije skończy się wraz z początkiem sezonu na facetów :)
Krzysiu, tak czułam, że bedziesz za:))
Karla, jestem jak najbardziej za :-)))
a kiedy się skończy sezon na kije?
W tak doborowym towarzystwie chętnie bym spróbowała tego całego nordika, lecz u mnie za oknem Odra płynie… Anusiaki3
Proszę mnie dopisac do listy.Będę razem z Olą zwiększała wydajnośc płuc:)
Jak próbuje go inaczej nazwać to we mnie wszystko wybucha śmiechem… nic innego do PiW nie pasuje…
Ava, po pierwsze absolutnie poproś męża o wcześniejsze powroty do domu. Po drugie absolutnie przestań nazywać go Panem i Władcą, bo nie wyjdzie Ci z punktem pierwszym :)Po trzecie szukaj pracy, choćbyś miała zarobić tylko na opiekunkę.Całusy!
Ola, Renia ma się dobrze, robi trzecie studia, a Twój komentarz przeczyta sobie sama :) Mnie też szkoda, że przestała pisać. Ma to pewnie związek z faktem, że przypadkiem skasowała sobie całego bloga… Pozdrawiam i rzucaj to palenie!
Jak skończy się sezon na kije, Yo :)
a kiedy będzie coś z udziałem facetów?
Aż zazdroszczę Ci Li… Mój Pan i Władca wraca po siódmej wieczorem a ostatnio tak stwierdziłam, że po tej ciąży jak się za siebie nie wezmę to zrobię się roztytą kurą domową… a tego nie chce! Zastanawiam się czy jakbym wstając o szóstej uciekła na poranny spacer – tak z 40 min…to też by dało efekt. On by Tygryska zebrał do żłobka, Okrąglinkę ubrał a ja zyskałabym energię na cały dzień! To jest myśl! Szkoda, że tak daleko mieszkasz:) I przytulam…
No można, ale nie chcę! Lubię do %. Tak mam. To takie, pije i palę. Jak nie będę musiała być w pracy i tak przyjadę, wyjdę, zejdę te piętra, albo spadnę (:-))) i będzie po mojemu:-) Pisałam kiedyś, że bardzo Cię lubię? a za Renatą tęsknię. Powiesz jej? Ola
Ola, jak taki cieniutki, to łatwo można się go pozbyć :P
Oj tam,oj tam, nie chcę rzucać do wina czy drinka. Tak lubię, tak mi smakuję. On taki cieniutki, ugnij się…no!Ola
Re, w inne miejsca też chodzimy :)
Ola, rzuć palenie i przybywaj :)
Ale ja chyba wykluczona… Chodzić? jak najdalej, Pić wino? Byle wytrawne, lub pół. Ale do wina to ja papieroska, a Ty przeciwna bardzo i nietolerująca, hlip hlip:-( Ola
No to montujemy ekipę :)
Li, Agawa dołączam do Was, z Warszawy z Agawą bedzie o czym pogadac, a kilometrów ubedzie, do zobaczenia na trasie, pozdrawiam
och, czuję się zaproszona ;)kije mam!wino teżMiłego tygodnia!
Jak tylko uda mi się wreszcie wrócić do Krakowa, to się przyłączam do tych spacerów do Tyńca! :)
Zgadajcie się dziewczyny czasie wakacji, moje dzieci wyjadą, chata będzie wolna, zapraszam na weekend do Krakowa z kijami i winem na tarasie :) Przyjemne z pożytecznym :)
przyłączam się do Agawy! Może spotkamy się w Kazimierzu?:D
Oj, przyłączyłabym się :) A może zrobimy tak – Wy wzdłuż Wisły na północ, ja z wa-wki na południe… Gdy wyjdziemy w sobotni poranek to moze koło piątku byśmy się spotkały w połowie drogi, hihi…Uwielbiam maszerować :)