Nie wyrabiam. Nagle dopadła mnie taka narkotyczna chęć pisania, że … piszę.
Poza tym normalnie żyję, czyli ciągle popadam w tarapaty, z których wydobycie się zabiera mi sporo czasu. Dość wspomnieć wczorajszy dzień: musiałam jechać do Myślenic. Pamiętałam oczywiście o tym, że auto mam na rezerwie, ale jakoś tak kojarzyłam, że to zupełnie świeża sprawa. (Wskaźnik w aucie i owszem pokazuje ładnie, ile mogę jeszcze przejechać kilometrów, ale z niezrozumiałych przyczyn na cyfrze 50 zamienia się w pulsujący dystrybutor).
Pulsowalo mi tylko dwa dni, przysięgam!
I właśnie miałam zamiar jadąc do Myślenic podjechać na stację, gdy los skierował mi koła na Kleparz, na pocztę.
Pulsowalo mi tylko dwa dni, przysięgam!
I właśnie miałam zamiar jadąc do Myślenic podjechać na stację, gdy los skierował mi koła na Kleparz, na pocztę.
A potem przejechałam tylko dwa metry, stanęłam na środku drogi, za mną sznur aut i ich klaksonów.
Koszmar i kompromitacja.
Panowie kleparzowi zepchnęli mnie na bok i sobie poszli.
Zrobiłam casting wśród kolegów na tego, który najszybciej przywiezie mi kanister z paliwem. Padło na K., czekałam na niego zaledwie 50 minut, ale czym to jest wobec wieczności.
Wieczorem za to miało byc naprawdę miło, umówiłam się do kina na „Kac Vegas 2”, byłam pewna że w „Galerii Kazimierz” , dumna z siebie że przyszłam pierwsza z przykrością dowiedziałam się, że to była „Bonarka”, szybki rajd, ech… i na początek nie zdążyłam.
(Za to śmiałam się jak pijana norka, świetny film, jak na taki film).
Potem już bez żadnych przygód spędziłam wieczór w ogródku nowej restauracji, bardzo klimatycznej na Gazowej 4, tam gdzie dawniej była Brasserie, a teraz jest Studio Qulinarne.
I tyle, sami widzicie- zajętość za zajętością, zarobiona jestem i jeszcze to pisanie…
Na maile od Was drogie Katarzyny, odpiszę w weekend, a partner Sylwii, nasz niesforny Pan Piotr jutro wychodzi z aresztu.
No! Jeden kamień mniej!
Li.
I tyle, sami widzicie- zajętość za zajętością, zarobiona jestem i jeszcze to pisanie…
Na maile od Was drogie Katarzyny, odpiszę w weekend, a partner Sylwii, nasz niesforny Pan Piotr jutro wychodzi z aresztu.
No! Jeden kamień mniej!
Li.

Parę takich przygód z pustym bakiem zaliczyłam- na usprawiedliwienie miałam tylko to, że wskaźnik był popsuty. Zmieniłam auto, ale pilnowanie przejechanych kilometrów mi zostało do czasu… no właśnie do wczoraj . Jak wiozłam małego do szkoły i wskaźnik pokazywał 0km przez 15 km to miałam duszę na ramieniu, że tym razem na oparach się nie da. Uf….. tym razem jeszcze tak.Pisz, pisz … bo przyszła czytelniczka czeka.
:)
zepsujesz silnik jak będziesz jeździć na pustym baku!
dzien jak codzień ;) Dobre wieści w sprawie Sylwii, jejku ja nie wiem jak ona to psychicznie dała radę będąc w ciąży… pełnego baku! ;)
uf, czyli wszysto w normie :) Bo myślałam, że tylko ja tak mam… ;)Dziś rano na mojej kracie okiennej w kuchni powiesił się młody dzięciołek. Ratując go… spóźniłam się do roboty… a później było już tylko gorzej…Ale ptaszysko uratowane :) Czyli dzien można zapisac w rubryce – zaliczony z sensem :)Buziaki ślę spod warszawskiej wsi :)
też byłam wczoraj na "Kac Vegas 2" i śmiałam się jak głupia :) P.S. Kot czeka… :)
No to tylko pilnuj aby znowu do niego (rtego aresztu nie wpadł!!), serdeczności, no zarobiona jestes po uszy, tak , tak
ech…