Stoję przyklejona do barierki tarasu i serce mam ściśnięte strachem.
Mój ukochany Bobcio, biały kocur o dwukolorowych oczach wskoczył na dach sąsiedniej kamienicy i tyle go widziałam.
Mój ukochany Bobcio, biały kocur o dwukolorowych oczach wskoczył na dach sąsiedniej kamienicy i tyle go widziałam.
– Bobcioooooo, Bobciooooo….- mój rzewny zaśpiew dominuje nad okolicą zagłuszając szum miasta.
– Bobcioooooo, Bobcioooooo- łzy lecą mi po policzkach, a zwyrodniała wyobraźnia podsuwa obraz kota bezradnie lecącego na ziemię z wysokiego czwartego piętra.
– Bobcioooooo…- po godzinie wołania głos mam już nieco schrypnięty.
-Bobcioooooo… kici, kici….- płaczę, a wieczór zasłania mi widok na okoliczne dachy.
– Bobcio!- z impetem trzaska okno w oficynie po przekątnej, prawie vis-a-vis.
-Bobcio!- wrzeszczy sąsiad w przepoconej koszulce i o zmierzwionych włosach!
-Bobcio! Wracaj, bo cię zapierdolę!
….
Minęło kilka dni.
Bobcio niewdzięcznik po kilku godzinach -rzecz jasna- wrócił, lekko szarawy od łażenia po krakowskich dachach.
Bobcio niewdzięcznik po kilku godzinach -rzecz jasna- wrócił, lekko szarawy od łażenia po krakowskich dachach.
Drogę ku dachowej wolności przez dziurę między clematisem, a lawendą odkryła też Sasza i tyle ją widziałam…
-Saszaaaaa, Sasza…..- rzewnie wołam. Znowu łzy i ściśnięte serce.-
-Saszaaaaaa, Sasiulciuuuuu….
Trzask okna:
Sasza! Ciebie też zapierdolic? Ile kurwa tych kotów?
….
Cztery, proszę sąsiada.
Nie mam pomysłu jak te cholery utrzymac na tarasie. Szybki myk i już ich nie ma.
A ja umieram ze strachu.
…
Wróciłam.
Kto się nie cieszy, ten trąba.
A jak Wam opiszę co mi się przydarzyło wczoraj… ech:)))
Li.
A ja umieram ze strachu.
…
Wróciłam.
Kto się nie cieszy, ten trąba.
A jak Wam opiszę co mi się przydarzyło wczoraj… ech:)))
Li.

Wiosna Nadejdzie!!!Zadbaj o bezpieczeństwo swojego kota zabezpiecz balkon i okna siatką. Siatka zabezpieczająca może twojemu kotu uratować życie.Szybki Profesjonalny MontażŁódź-Warszawa tel: 5 0 8 3 4 9 1 4 4Wykonuję montaż siatki zabezpieczającejkota przed możliwością wypadnięcia z balkonu.Do tego celu stosuję własnątechnologię montażu.Konstrukcja składa się z haków grubej żyłki i specjalnejmocnej siatki.Siatka koloru piaskowego,zielonegolub czarnego, odporna na gryzienie, mało widoczna,odporna na zmiany temperatury i promieniowanie UV, po rozpięciu na haki układa się w romby lub kwadratyo oczkach 2,5×2,5 cm. 4×4 cm.lub 5×5 cm.Wykonane zabezpieczenie całkowicieeliminuje możliwość wypadnięcia kota z balkonu, nie zabiera światła nieutrudnia normalnych czynności na balkonie.Dodatkowa korzyść to brak gołębi na balkonie.Istnieje możliwość wykonaniazabezpieczenia z innych materiałów.Montaż zabezpieczenia wykonuję o każdej porze roku. Zdjęcia dużej rozdzielczości na: chomikuj.pl_chomik_siatkadlakota.ŁÓDŹ tel 5 0 8 3 4 9 1 4 4 lub 692640621( zawsze aktualne ! ! !)http://chomikuj.pl/siatkadlakota
No widzisz, na moim tarasie nie da się tego zrobić, muszę chyba wymyśleć jakąś kontrukcję metalową i na tym dopiero rozpiąć siatkę!
Witaj! Jako miłośniczka kotów, muszę także dorzucić swoje trzy grosze tutaj. Mam cztery koty i mieszkam na VIII piętrze. Bez siatki z włókna szklanego, zainstalowanej na wyjście balkonowe pewnie koty skończyły by marnie. Takie ustrojstwo jest dość kosztowne, ale skuteczne. Polecam i pozdrawiam!
:* no jestem, tylko czasem problemy mnie przygniatają:)Li.
No cudnie że jesteś. A kociska se poradzą, nie? No. Bądź!Gabi
Droga Liale wczoraj to już dawno było…………..Czekamy na dalsze opowieści
pozdrawiam Cie serdecznie :)
Też się cieszę, a co!
cieszymy się, cieszymy!!
cieszę się bardzo :)))PS. nawet mi się ostatnio śniłaś….
No to Dzięki Bogu, że jesteś Ty i Twoje Koty, a nawet sąsiad co tak pięknie mówi do Ciebie i Twoich kotów, też bym tak gadała, gdyby mi sfruwały z dachu na dach, a tak tylko wynoszą się na noc całą a nad ranem wracają okropnie zmęczone i śpiace, pozdrawiam i nie znikaj, do lich, nie znikaj… Kobieto!
JA SIĘ CIESZĘ BARDZO, ŻE WCIĄŻ JESTEŚ I TEŻ WOŁAM DONOŚNIE: SASZA!!!!!! DO DOMU!!!!!!!
Hura :)
A my wolalismy "Li, Lilisiu" przy kompach. ;)Fajnie, ze jestes. :*
Się cieszę i to jak :)
Jak się cieszę, że Cię widzę.Powrót w świetnym stylu.
Sama zniknęłaś, a do kotów masz pretensję:)))Jedyna szansa to zrobienie woliery, jak dla ptaków. Moi znajomi maja w ten sposób zabezpieczony taras. Trochę to kosztowne, ale zdaje egzamin. Dobrze,że już jesteś!!!
A kociska wychodzą czasem? Bo z dach wrócą, ale jak spadną, to już nie trafią. Lata temu moja Ziuta jak wypadła z trzeciego piętra (chciała w locie złowić gołębia, jak mi sąsiad z domu naprzeciwko doniósł) to zginęła na amen. Znalazłam ją po trzech dniach w piwnicy naszego domu – schowała się tam, siedziała na węglu, ale drogi na trzecie piętro już nie znalazła. Może pooprowadzaj je na smyczy wokół domu?Cieszę się, że znów jesteś – panistarsza
Miło Cię znowu widzieć :)Kilka dni temu kocica moich przyjaciół spadła z balustrady na drugim piętrze, ale na szczęście nic się jej nie stało, bo wylądowała w gęstych krzakach. Na razie omija balkon szerokim łukiem:)
Plachandry – włóczęgi :-))) plachandrować – włoczyć się bez sensu. Pani w Sephorze polecała mi bardzo ten prasowany w szachownicę – ale on chyba bardziej nadaje się jako róż. Miłego dnia życzę :-)Kasia (poznańska)
U Sylwii ok:) Piotr wrócił, pracuje, jeszcze nie urodziła. Zapytam ją na kiedy dokładnie ma termin i Wam doniosę.Bez Waszej pomocy dziewczyna by zginęła, a jej przychówek razem z nią. Cudowne jest to, że jeszcze od czasu do czasu spływają spłaty i przychodzą paczki. Odkąd ancymonek wrócił, to jest jej trochę łatwiej, ale i tak trudno. Jakaś szuja ukradła jej wózek dla Sebastania, który miał byc dla malucha, strasznie rozpaczała. Co za czasy, żeby dzieciom ginęły wózki z zamkniętej klatki? Dzięki jeszcze raz za wszystko, za pomoc , serce i zainteresowanie, powtarzam się- ale co tam- jesteście kochani!:***Li.
A co u Sylwii? Opowiedz koniecznie. Jest już kolejny raz mamą? Jak sobie radzi?
Ingrid, moje córki słysząc mój rzewny zaśpiew też umierały ze śmiechu. A ja cierpiałam katusze:)Kasia! Mail ciągle czeka, ale się doczeka:*Co to są plachandry? TEGO złotego pudru już nie ma:( To był sypki puder, cu-dow-ny! Ale widocznie firma Clinique była innego zdania, ostatnie opakowanie kupiłam sobie w Hong-kongu cztery lata temu(ale to snobistycznie brzmi, o rety;-)))Ale skoro wypatrzyłas jakiś nowy, to mu się przyjrzę! Basia: sąsiad nie wytrzymał:D Pewnie gwałciłam mu popołudniową drzemkę… Teraz już nie wołam, tylko cierpliwie czekam. Zawsze te choelry wracają i mam nadzieję, że tak zostanie, amen:) Ale co się nadenerwuję to moje obserwując Bobcia na sąsiednim dachu balansującego na samym szczycie! Li.
Karla, ale on to z takich groźniejszych jest:PLi.
no i ja-, kolejna Trąba, się cieszę!A jak mi lekko na duszy, ze nie tylko ja spędzam letnie noce( bo zima siedzą przy kominku)wrzeszcząc: Melon! Melon! i Mińcia! ale ja nie mam sąsiadów…Basia
Moja kotka jest wybitnie wychodząca. Codziennie na szczęscie wraca z plachandrów, jednak, co czuję czekając na nią – wiem tylko ja targana niepokojem. A tak w ogóle – to cieszę się, że wróciłaś. Przy okazji – złoty puder Clinique, w którym jesteś zakochana, to ten w szachownicę? :-) Dojrzewam do kupna :-) Pozdrawiam! Kasia (poznańska)
smialam sie do lezaz mnie kurcz w brzuchu zlapalMaz lypie na mnie spode tzw. lbasiedzi baba i rechocze do komputera:)
Kochana, musisz umówić mnie z sąsiadem:DTroglodyta o gołębim sercu jest mi na gwałt potrzebny:D
Jejku, dziewczyny noooo… ale mi fajnie:**Nie ma to jak odejśc i wrócic:)Li.
Trąba ja! A co! Nie znikaj mi, wiem gdzie mieszkasz… I na kawę mogę się wprosić:-) Kochana, nie znikaj, co?
Jak się cieszysz, toś nie trąba, echoes:***Li.PS. Znowu nie umiem się zalogowac.
kocham Cię :*
No to opisuj! Umieram z ciekawości! I się cieszę nie przejmując się, żem trąba :)