Gusia wraca dziś z obozu. Za „moich czasów” obozy trwały trzy tygodnie, teraz zaledwie 11 dni.
Znak czasu i ekonomii.
Mam polecenie upiec ciasto, bo stęsknione dziecko chce wrócic do domu pachnącego ciastem.
Nie mam czasu na pieczenie, ale mam plan- kupię w cukierni szarlotkę i wsadzę ją na chwilę do gorącego piekarnika. Będzie pachniec w całym domu.
Tylko szaaaaaa….
Po ostatnich burzach nad Krakowem jest umyte niebo i odświeżone powietrze.
Piję kawę na tarasie z widokiem na kwitnące clematisy.
Gdzie będę z moją poranną kawą za rok?
Jestem bardzo ciekawa najbliższej przyszłości.
Jestem bardzo ciekawa najbliższej przyszłości.
Li.

Kasia, najfajniej się pisze o niczym:) Li.
Li – nie ukrywam, że stałaś się moją inspiracją. Pomijam (tzn. nie pomijam, jak widać) fakt, że przy okazji wizyty u kosmetyczki poprosiłam o dodatkowy masaż twarzy (i zapisałam się na kolejne 2 wizyty, po tym jak mi kosmetyczka powiedziała, że moja szyja wyglada tylko na 15 lat ;-), ale reaktywowałam swój stary nick – Hawajską (czekoladę), pod którym kilka lat temu pisłam swojego bloga na gazeta.pl Moszczę się teraz na blogspocie, nie wiem, czy będę tak konsekwentna, jak kiedyś, nie wiem, czy w moim zyciu dzieje się tyle, by mieć co pisać. Ale… jestem :-))) Hawajska(vel Kasia poznańska).
Li Jak widzę wróciłaś do pełnej formy skoro temat facetów powrócił. Cieszę się.
Yo, z tego pomysłu ani myślę rezygnowac:) Okruszki rulez:))A co do pomysłów na dalsze życie, najprostszym wydaje mi się jednak wyjście za mąż za bogatego i hojnego faceta. Wtedy będę miec na głowie tylko jeden problem- jak się dobrze rozwieśc;-))Li.
no przecież mieliśmy razem jechać do Toskanii, żeby nakruszyć Anicie wszędzie, gdzie się da!
Podła oszustka. Ja podaję Włochom brownies z przepisu Jemiego Oliwiera /taka pyszna czekoladowa łatwizna/ i mówię, gdy zachwyceni zjadają, śliniąc się i oblizując, że to stary polski przepis, od mamusi. He, he. Podła oszustka.AnitaP.S. Jak to gdzie? We Włoszech chyba, kurcze, nie?
Oj coś widzę, że jest już coś na rzeczy. To chyba pozostaje mi trzymać kciuki za powodzenie nowych planów.
Witaj Li z powrotem, juz sie balam, ze zarzucilas pisanie bloga….kawa za rok…moze gdzies nizej, blizej natury na innym tarasie…a masz juz cos upatrzonego?
Coś czuję, że Ty jednak masz już jakiś plan w głowie… widzę to po Twoim szelmowskim usmiechu ;-) A maila przeczytałaś? Rozważysz? Może w trochę dalszej przyszłości, skoro Gusia wróciła. :-)
Beem, obiecuję- do końca tygodnia wrzucę zdjęcia tarasu i kuchni:)A kawa jak zwykle- pół na pół z mlekiem:)Pozdrawiam, Li.
Pokażesz obiecane ongiś zdjęcia tarasu w kwiatach? Jeśli zrealizowałaś plany, to musi być piękny. Poranek był rzeczywiście zaskakująco słoneczny. A kawa na pewno pyszna :).