Lola w komentarzu pod notką poniżej przypomniała mi stare dobre czasy, gdy… och, mhmmm, mniam:)
Upały na pewno wrócą, więc przypominam o ochłodzie chłodnikiem.
I tak sobie myślę… mhmmm… ulubione stosunki kuchenne… może czas napisac coś nowego?
Przepis na chłodnik-wersja dla kobiet:
Celem wprowadzenia odrobiny chłodu w ciepłe stosunki, zdradzę przepis na chłodnik- a nawet tajemnicę paradoksu chłodnika- dobrze przygotowany zarazem chłodzi i ogrzewa.
Bo z chłodnikiem jak z gwałtowną miłością- koniec jest zimny, ale początek gorący i to w kolorze czerwonym, gdy żądze powodują masakrę wśród botwinki, siekanej na drobne kawałeczki, łącznie z jej sercem w postaci małego buraczka.
Wrzucenie tych posiekaności na odrobinę gorącej wody, wywołuje ekstatyczne jęki z garnka- na szczęście dla obyczajności jęki te niedostępne są dla ucha zwykłego czlowieka- ich wysoka częstotliwość i zawarte w nich wyuzdane treści niepokoją natomiast koty.
Na gorące i seksowne spotkanie posiekanej botwinki, buraczka i wody przeznaczam okrutnie tylko parę minut- wystarczy to jednak, by początkową sztywność… surowca doprowadzić do tak upragnionego stanu bezbronnej miękkości…
Odstawiam to towarzystwo na bok, by ochłonęło z emocji i teraz mam do wyboru dwie czynności- w zależności od fantazji sięgam najpierw po jaja, lub też delikatnie pieszczę w dłoniach ogórki o fallicznym kształcie…, ech, te fantazje matki-natury- tak prowokujące swoim kształtem, ciekawe, ileż to ogórków zostało zmiażdżonych przez żądne zemsty kobiety!
Dziś nie miałam jednak czasu na finezję i pieszczoty, i tak jak w niemieckim serialu (nie)obyczajnym- jaja do garnka i niech same dochodzą do twardości, a ogórki bez bielizny, nagie i nagle jakieś takie śmieszne posiekałam w słupeczki. By jednak nie zostawiać ich tak całkiem gołych, przykryłam je gustowną zieloną kołderką z koperku. Dodanie kilku wyciśniętych ząbków czosnku było fantazją, będącą pozostałością romansu z pewnym Grekiem Tzatziki, od tej pory połączenie ogórka z czosnkiem ma dla mnie nieodparty urok przyjemnych wspomnień.
W czasie rozbierania ogórków jaja najwyraźniej pobudzone ich widokiem, osiągnęły stan doskonałej erekcji- ich twardość, tak widoczna gołym okiem, szybko jednak została przeze mnie złośliwie zlikwidowana za pomocą tarki o grubych otworach- jęki mogłyby obudzić umarłego, ale na mnie nie robiły wrażenia- nie ma to jak zmasakrowac od czasu do czasu jakieś jaja.
A potem tylko miękkie przyjemności rozbitego w blenderze na gładko kwaśnego mleka w mezaliansie z kefirem, pomieszanie z botwinką, ogórkiem z koperkiem, jajkiem, pieprzenie i dla niepoznaki-solenie.
Orgia, prawdziwa orgia, gdy smaki się mieszają, wnikają w siebie i samo życie, gdy miłość z czerwoności popada w różowości- ot, takie wyblakłe uczucie, koniecznie podbite zapachem czosnku, z chrupiącym między zębami ogórkiem, z miękkimi cząsteczkami jajka, które tak gładko się połyka…
Orgia, prawdziwa orgia, gdy smaki się mieszają, wnikają w siebie i samo życie, gdy miłość z czerwoności popada w różowości- ot, takie wyblakłe uczucie, koniecznie podbite zapachem czosnku, z chrupiącym między zębami ogórkiem, z miękkimi cząsteczkami jajka, które tak gładko się połyka…
Chłodnik wchodzi aksamitnie, bez wysiłku, lekko, dużo i bez brzemiennych w kalorie konsekwencji.
Doskonały kulinarny kochanek na upalne dni.
Perwersyjnie można dodać kilka pokruszonych włoskich orzechów, mhmmmm….ten leciutki opór….zębów….mhmmmm…
Paradoks rozpalenia zimnym chłodnikiem.
Wystarczy wąski strumyczek dla ochłody pomiędzy piersi….mhmmmm….
Przepis na chłodnik-wersja dla mężczyzn:
– Wyjmij z lodówki, to co kupiła Twoja kobieta: kefir, jajka, ogórki i botwinę. Nazwa botwina może Cię spłoszyć, ale spokojnie- to nic innego jak nastolatkowe buraczki z liśćmi.
– Przygotuj gar z gorącą wodą, co oznacza-uwaga- nalanie do garnka wody na wysokość 2-ch centymetrów.
– Botwinę umyj dokładnie, wypłukując spośród liści cząsteczki ziemi- uwierz mi, ma to znaczenie dla dalszej konsumpcji…
– Liście posiekaj nożem na drobne kawałki, nie dłuższe niż 4 milimetry, ale proszę- nie koncentruj się na porównywaniu jednego kawałka do drugiego, w tym akurat przypadku wielkość ma niewielkie znaczenie….
– Uważaj na palce, ups…odcięty?
– Po wizycie Pogotowia Ratunkowego, które opatrzyło Twoją rankę na paluszku, buraczki pokrój na cienkie plastry i pokrój w słupeczki, inaczej rzecz mówiąc- w prostokąty, o dwóch bokach wyraźnie dłuższych od pozostałych.
– Wrzuć to wszystko do gotującej się wody na parę minut, powiedzmy 4.
Gdy botwina dochodzi, zajmij się jajami, ale proszę- nie stosuj tu wykładni rozszerzającej- mam na myśli wyłącznie jaja kurze.\
– Kilka jajek, ilość w zależności od upodobań, ugotuj na twardo. Daj im 9 minut, na pewno w tym czasie dojdą do stanu twardości,
– Botwina się studzi, jaja dochodzą, czas na ogórki- po pierwsze je rozbierz- to powinno przyjść Ci bez trudu. Po drugie posiekaj, a po trzecie dodaj do nich czosnek, ale nie w całości-wyciśnięty przez praskę.
– Botwina się studzi, jaja dochodzą, czas na ogórki- po pierwsze je rozbierz- to powinno przyjść Ci bez trudu. Po drugie posiekaj, a po trzecie dodaj do nich czosnek, ale nie w całości-wyciśnięty przez praskę.
A teraz czas na clou programu, skup się (przez te parę sekund nie myśl o seksie) i:
– miękką, wystudzoną botwinę połącz z ogórkami, czosnkiem i startymi na grubej tarce jajkami (nie pisałam, że trzeba je obrać ze skorupki, wystudzić i zetrzeć na grubej tarce?),
– pieprz ile chcesz
– posól
-wrzuc to wszystko do ubitego i wolnego od grudek kefiru… nawet nie wspominam Ci
o zsiadłym mleku…
Daj sobie parę minut, by smaki się połączyły, a ostateczny smak to… mhmmm….
Li.
P.S. Wersja de luxe, dla zrobienia wrażenia: zamiast jaj kurzych, użyj przepiórczych- są małe, ale warte uwagi- podaj je w chłodniku przekrojone wzdłuż. Efekciarskie.
P.S. Wersja de luxe, dla zrobienia wrażenia: zamiast jaj kurzych, użyj przepiórczych- są małe, ale warte uwagi- podaj je w chłodniku przekrojone wzdłuż. Efekciarskie.

Ok, ok, okChłodnik już zjedzony.Odezwij się wreszcie, bo cosik mnie skręca, ale nie z głodu:)Tęsknię po prostu Ty głupia:)
Robię Twój chłodnik. muszę się naprawdę skupić by to wyszedl chodnik… Twoje przepisy są rozpraszające, męska wersja zdecydowanie bardziej ułatwia… gotowanie :)))) życz mi więc stosunkowo udanego obiadu. Caluski, pozdrowionka…
Dla mnie bomba, super , ślubny się zaśmiewa do tej pory, pozdrawiam
sztywność surowca… posikałam się.
PS. Po czasie kliknęłam w Twoje "piersi" – cóż za cudowny przepis, jakoś go nie pamiętałam, robię przy najbliższej okazji. Nie mam tak czułego podejścia jak ty, choć bym chciała, ale zrobię, co się da. Mmmm…
No proszę, bez trudu tworzysz takie pyszne i seksowne dania jak dawniej, a tak się kiedyś zarzekałaś że już byś chyba nie umiała. Ha! Cieszę się, na botwinkę już pewno za późno, ale może nie? Albo się zmodyfikuje, albo na przyszły rok będzie – bo nie do zapomnienia obie wersje :).
Zdecydowanie czas na cos nowego. Moze znowu otworzysz nowy, lepszy rozdzial w moim zyciu. ;)
Mmm..mniam….mmmmm….Uwielbiam……brak słów, bo mam ślinotok, a mój dentysta ma urlop:)Uwielbiam chłodnik. Upał- nie upał często robię. Niestety bez botwinki, bo to cudne warzywo jest-niestety-sezonowe:(