Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, zwyczajnie pieprzę.

Co może wydarzyć się w czwartek?
Czwartek-nic-nie-wartek.
Wstałam o szóstej rano, zupełnie bez powodu, bo przecież nie mogło obudzić mnie słońce usilujące rozpaczliwie przebić się przez  brudną szybę.
Moja pierwsza myśl?  Muszę umyć okna!
Moja druga myśl? Pieprzyć mycie okien. I  tak zaraz będą brudne.
Pieprzone deszcze.
Kawa ze spienionym mlekiem w łóżku smakuje wybornie.
Pies wylazł spod kołdry i wylał mi ją na pościel.
Pieprzyć pościel.
Przesunęłam na bok mokrą stronę  i otworzyłam laptopa.
Piotr M. nie żyje, zginął w Słowenii na górskiej rzece ratując kobietę.
Wstrząśnięta dzwonię do jego byłej żony, nie tak dawno prowadziłam przeciwko niemu sprawę o alimenty, nie ma człowieka, nie ma alimentów. Ale jest dwójka dzieci.
Pieprzone życie.
Wstałam, prysznic, czynności reanimacyjno-remontowe, złoty puder na policzki, kolejny łyk kawy, auto, rozprawa, kolejny tatuś, który nie chce płacić na dziecko, bo przecież dzieci nie muszą jeść, a jemu jest ciężko.
Pieprzyć tatusia, zmiażdżyłam go obcasem.
Jakiś taki smutek, jesienny smutek, całe naręcza astrów, a na taras kupiłam wrzosy i wrzośce.
Piękne.
Jadę z Dagmarą po Bobcia, dziś nadejszła ta wiekopomna chwiła.
Kot na mój widok szaleje z radości, kuśtyka na trzech łapach, zagipsowany i z gwoździem w szpiku. Wygląda cudownie i jest w wybornym nastroju. Jestem w szoku widząc jak błyskawicznie wrócił do formy.
W sobotę oddałam zimnego prawie trupka, z powrotem mam swojego ciepłego Bobcia. Cud!
Mruczy, gdy płacę za skutki jego lotu na ziemię 1700 złotych.
Drogi w utrzymaniu ten mój dachowiec Bobcio, ale miłość nie ma ceny.
Nie pojadę tam gdzie chciałam pojechać.
Pieprzyć to.
Za to mam mruczącego kota w łóżku, kogo  chcieć więcej? :)
Wracam do domu zaopatrzona w leki i rozpiskę wizyt kontrolnych.
W domu Szary syczy nieprzyjaźnie, nie poznaje swojego kumpla.
Bobcio chodzi po domu w glorii bohatera, Gusia nie odstępuje go na krok.
Jeszcze nie załapał, że nie może zeskakiwać z kanapy, bo ląduje prosto na pyszczek.
Gips przeszkadza w miękkim kocim lądowaniu. Oj, boli!
Odwożę Dagmarę do domu, ale po drodze mamy ochotę na pizzę.
„Mamma Mia” i pizza z kozim serem, orzeszkami pinii i miodem. Danie główne i deser w jednym.
Pyszna.
Ale i tak ciągle jakoś tak… smutno.
Jadę do pracy, pieprzone korki, pieprzone problemy.
Dostaję wiadomość, że moja koleżanka alkoholiczka będąca dyrektorem pewnej szacownej instytucji została dyscyplinarnie zwolniona z pracy za stan nietrzeźwości, a dokładnie 1,3.
Pewnie była w ciągu, choć mówiła, że nie pije.
Podobno chce się zabić. Tak twierdzi, ale ona z reguły kłamie.
Zwlaszcza mnie.
I nie odbiera telefonu. Ze wstydu?
Niech się zabija, ja jej już  nie pomogę, kiedyś załatwiłam jej leczenie, nie docenia tego cudownego, pieprzonego życia.
Musi spaść na dno, w muł i smród rynsztoka, inaczej się nie odbije.
Dzwoni do mnie mój brat. Był na grobie Ilonki. Jak co miesiąc zresztą.
Układa sobie życie na nowo, ma wspaniałą kobietę u boku, znowu jest szczęśliwy.
Ilonka ją znała,  jestem pewna, że akceptuje wybór i  jest spokojna i zadowolona.
Szkoda, że nie wszyscy się z tego jego szczęścia w nieszczęściu cieszą, ale nie da się zmienić losu,  Ilonka nie żyje, a On tak.
Grzech dalszego życia bez Ilonki,  doprawdy wielkie to zawinienie. 
Szkoda, że… ech… może czas Im wyleczy rany.
Moja ukochana Starsza śle z Tunezji lakoniczne sms-y.
Wczoraj szczęśliwie wylądowała na tunezyjskiej ziemi, w hotelu w paszport wsadziła 20 $, a to dlatego, że inni dawali 10, chciały się dziewczyny pozytywnie łapówkarsko wyróżniać i… mają piękny trzyosobowy pokój z tarasem, od najbardziej pożądanej strony, a ja sobie myślę, jaki bałagan będzie na tym trzecim, dodatkowym łóżku.
I po kim ona ma ten spryt?
Pieprzone geny. Noszą w sobie tyle tajemnic i niebezpieczeństw.
A jak tak dalej pójdzie, zabraknie jej kieszonkowego.
A teraz jest późny wieczór, wyładował mi się telefon, siedzę w pracy, piszę, mam pieprzony święty spokój, młodsze dziecko samo w domu z zagipsowanym kotem, jutro robię sobie wolny dzień, może trochę posprzątam dom, pohołubię Gusię, pojadę dokupić wrzosów, bo na tarasie wyglądają cudownie, sobotę mam towarzysko pięknie zorganizowaną, w niedzielę pójdę z córką do kina, tylko tego smutku nie ma jak przegonić, jak się kogoś lubi, to się czuje to co on.
Ech, popieprzone życie.
Li.

22 Responses to Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, zwyczajnie pieprzę.

  1. Nieznane's awatar Li pisze:

    Przecież już je masz:)

  2. Nieznane's awatar Jacek Koszla pisze:

    Ej, nie mów tak, bo jeszcze będę miał kompleksy.

  3. Nieznane's awatar Li pisze:

    Twoja reakcja utwierdza mnie w przekonaniu, że się nie myliłam:)

  4. Nieznane's awatar Jacek Koszla pisze:

    @Li O cholera, no to jak teraz mi zabroniłaś tu wchodzić, to prawdopodobnie komputer mi wybuchnie, gdy wpiszę niedyskrety.blogspot.com w wyszukiwarkę. Jestem strasznie przestraszony. Czuję, że rosną mi od tego kompleksy i robię się jeszcze większym nudziarzem piszącym beznadziejnego bloga. Przekonałaś mnie. Postanowiłem pod wpływem głębokiego komentarza i nie mniej głębokiej notki zmienić swoje życie. Dobrze że jesteś.

  5. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Cieszę się, że kociak odratowany – i że są takie osoby jak Ty, które po prostu kochają zwierzaki. Doskonale to znam i szkoda, że inni nie rozumieją.Joanna M.

  6. Nieznane's awatar Li pisze:

    Koszla, z całym szacunkiem, ale nie grzeszysz inteligencją, a ja na braki w męskiej inteligencji mam alergię. Myślę, że jesteś okropnym nudziarzem, w dodatku z kompleksami.Umówmy się tak: ja z ciekawości usiłowałam przeczytac co piszesz- i nie dałam rady. Nie będę więcej do Ciebie zaglądac, Ty nie zaglądaj do mnie, bo zdecydowanie nam nie po drodze.Capisci?

  7. Nieznane's awatar Jacek Koszla pisze:

    Tatusia zmiażdżyć można obcasem, ale kot to już szalenie ważna sprawa. Gratuluję humanizmu Pani Mecenas.

  8. Nieznane's awatar Li pisze:

    Ja się przecież też cieszę, tylko szkoda, że są tacy ludzie, którzy nie rozumieją, że przeszłości nie da się zmienic, a on ma prawo do szczęścia bez Ilony.

  9. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    A ja się cieszę ze szczęścia Krzysztofa. Bardzo go rozumiem, Li.Uśmiechnij się!Gabi

  10. Nieznane's awatar Hawajska pisze:

    Do Chustki zaglądam codziennie. Trafiłam tam po nitce z Twojego bloga, a z Jej do kolejnych. I ostatnio same złe wieści tam czytam. I zycie tu wokół mnie też wtrąca trzy smutne grosze, niepotrzebne śmierci, za szybkie, bezsensowne… Może to nie przypadek, że teraz dokoła tyle śmierci, może to znak, bym przyjrzała się sobie? Zadbała o siebie bardziej? Nabrała dystansu do spraw, na które nie mam wpływu? Przecież to cholerny tupet myśleć, że mi sie nic nie może przytrafić!Może… Jutro jadę w góry razem z Młodym. To będzie czas na spokój, na górskie wędrówki, na wieczorny basen, na saunę, na książki, na rozmowy z własnym dzieckiem… Zatrzymam się i przyjrzę sobie. Tak! Tak, będzie!

  11. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Widzę powyżej, że się nieco uniosłaś;-) Moja droga, ludzi nie zbawisz, świata nie ocalisz…

  12. Nieznane's awatar Li pisze:

    Kasia:)1. Wiadomo, że mam jej wszystkie książki:D 2. Zrobię Bobciowi zdjęcie jak zasuwa z tym gipsem, komiczny widok:)3. Ale komu moga przynosic pecha takie piękne wrzosy?4. konto Sylwii aktualne, brak meldunku nie ma tu nic do rzeczy.Sciskam!

  13. Nieznane's awatar Hawajska pisze:

    Bywają takie dni, kiedy smutek dopada nas nagle i nie chce puścić. Potrafimy go sobie zracjonalizować, wyjaśnić, ujarzmić prawie, ale mimo wszystko… smutno jest. Wiesz, że on minie, że znów będzie radośnie i znów się będzie chciało :-) Kiedy mnie ogarnęła letnia melancholia, poszłam do księgarni i kupiłam książki Charlotte Link – to taka niemiecka pisarka, która popełniła wiele powieści (część już przetłumaczona na szczęście na polski). Wciągają mocno, nie sposób się oderwać – jeśli lubisz angielskie klimaty (paradoksalnie, bo Link jest Niemką), atmosferę tajemnicy, namiętność, czasem grozę i kryminał, to kupuj :-) Naprawdę polecam! Cieszę się, że Bobcio już w domu i tak szybko dochodzi do siebie. Wierzyłam, że będzie dobrze :-)A wrzosy ponoć przynoszą pecha, nie wiem, bo przezornie nie zasadziłam u siebie, tłumaczę się, że nie mam odpowiedniej ziemi :-)PS. Chciałabym przelać jaką kwotę dla Sylwi, ale pisałaś, że to konto ma na adres teściów, [isałaś też kiedyś, że chcą ją wymeldować, czy to się już stało? Czy przelew nadal bezpieczny i pieniądze trafią do Sylwi?Kasia

  14. Nieznane's awatar echoes pisze:

    Jestem do dyspozycji :*

  15. Nieznane's awatar Li pisze:

    Lubię dłuuuuuuugoooooo….:)

  16. Nieznane's awatar echoes pisze:

    Będę Cie głaskać po główeczce ile będziesz chciała :)

  17. Nieznane's awatar Li pisze:

    Tak jest! Niedziela super. Kino z Gusią załatwię w okolicach południa:) Rety, "Auta 2" Ewentualnie "Kung-fu Panda" ;-)).Zadzwonię jutro, stęskniłam się, a to życie tak daje w kość, że musimy się wzajemnie pogłaskać:*Po główeczkach:*

  18. Nieznane's awatar echoes pisze:

    Li, no przecież znasz mnie… daj spokój z poczuciem winy! Niedzielny wczesny wieczór, jakieś dobre jedzonko? Co do balkonów, powoli dochodzę do wniosku,że najlepszy całkiem własny, nie rujnujący, pozwalający na wymarzone podróże i kolejne szpilki :) I takiego szukam! A wrzosy zawsze gdzieś upchnę :)

  19. Nieznane's awatar Li pisze:

    Echo, weekend? Sobotę mam zajętą, ale jutro, albo w niedzielę… pamiętałam o telefonie, ale wtedy wiesz… Bobcio:) U mnie każdy następny balkon jest lepszy, no i ciągle wierzę, ze w końcu trafię na ten najlepszy;-)) ściskam, i jutro zadzwonię, kurczę jakie mam czasem poczucie winy zaniedbania ulubionych ludzi, ale sama widzisz- siedzę w nocy pracy, bo w dzień idę na pizzę :)

  20. Nieznane's awatar echoes pisze:

    I mnie jesiennie jakoś.. choć wrzosów nie kupiłam, będę zmieniać balkon na inny, wszystko na to wskazuje… Miałaś zadzwonić, a jak jak zwykle czekam sobie, bo jesteś zajęta, bo Bobcio, bo milion innych spraw. Ogromnie się cieszę, że Bobcio wrócił do domu :) Uściski, kochana Li