Tę notkę napisałam w lipcu 2010 roku. Potem na Twoją prośbę ściągnęłam ją z bloga i wrzuciłam do schowka.
Ale czyż nie miałam racji?
Straciłaś świetną pracę, dyscyplinarnie zwolniona spadłaś z wysoka.
Mąż odszedł, z młodszą córką prawie nie masz kontaktu.
Nawet swojego kota po pijanemu potrafiłaś zgubic!
Prawo jazdy za jazdę pod wpływem alkoholu masz zabrane na rok, sąd dał Ci szansę warunkowo umarzając postępowanie, po to tylko byś nie była karana i nie straciła pracy, a Ty tę szansę najwidoczniej zlekceważyłaś, albo myślałaś że jak zwykle jakoś to będzie.
I co teraz?
Sprzątanie w Biedronce? Kto Cię tam przyjmie? A kto spłaci Twój kredyt?
Ale czyż nie miałam racji?
Straciłaś świetną pracę, dyscyplinarnie zwolniona spadłaś z wysoka.
Mąż odszedł, z młodszą córką prawie nie masz kontaktu.
Nawet swojego kota po pijanemu potrafiłaś zgubic!
Prawo jazdy za jazdę pod wpływem alkoholu masz zabrane na rok, sąd dał Ci szansę warunkowo umarzając postępowanie, po to tylko byś nie była karana i nie straciła pracy, a Ty tę szansę najwidoczniej zlekceważyłaś, albo myślałaś że jak zwykle jakoś to będzie.
I co teraz?
Sprzątanie w Biedronce? Kto Cię tam przyjmie? A kto spłaci Twój kredyt?
15 lipca 2010 roku.
Mam koleżankę.
Fajną koleżankę. Mądrą, dowcipną, z dystansem do siebie i życia.
Na pierwszy rzut oka to normalnie miła i ciężko pracująca na dyrektorskim stanowisku kobieta.
W drugim rzucie oka jednak wychodzą na plan pierwszy szczegóły, które najpierw niepokoją a potem dają jasny przekaz. Moja koleżanka jest alkoholiczką, ale nie pije sama- bo przecież nie jest samotnym piciem picie w domu, gdzie są dzieci i coraz bardziej wściekły i zrezygnowany mąż.
Moja koleżanka jest mistrzem kamuflażu, udaje że chodzi na terapię, że jest w abstynencji, że robi to i owo, ale to siebie oszukuje najbardziej- nie ma żadnej władzy nad nałogiem i coraz szybciej idzie na dno. Nie muszę bawić się we wróżkę, by przewidzieć odejście męża z dziećmi i wyrzucenie jej z roboty.
Jestem na nią wściekła, bo mnie też oszukała. Rzadko się spotykamy, ale często ze sobą gadamy- rano tryska słowami, energią i dowcipem, wieczorem ledwo bełkocze, bez składu łącząc słowa.
Rano nie pamięta co mówiła wieczorem, dziś o szóstej rano obudziła mnie telefonem, bo coś jej się uroiło… podobno od prochów, zaprzecza że piła, ale przecież czułam alkohol wczoraj przez słuchawkę.
Nie umiem znaleźć w sobie tolerancji dla pijących kobiet.
Kobiety mają dzieci i czasem mężów, ale jak powtarzała moja ciotka:” mąż to nie rodzina, rodzina to dzieci”. Żal mi jej dzieci, pijąca alkohol matka to musi być ogromny dramat.
Nie wiem co zrobię dalej z tą znajomością.
Żal mi tej fajnej baby, ale i żal mi straconego czasu na wysłuchiwanie z trudem wydawanego z siebie bełkotu, którego rano ona i tak nie pamięta.
Żal mi siebie, bo poszłam spać po trzeciej w nocy, mając nadzieję na sen do godziny dziewiątej, a obudzona przez nią o szóstej rano siedzę wściekła nad kolejną kawą i piszę notkę kompletnie bez znaczenia dla innych, ale tak pełną emocji dla mnie, a może i dla niej- czyta mojego bloga, a ja nie mając odwagi powiedzieć jej prosto w te ładne oczy, co myślę, piszę jej tak:
Napisałam tę notkę dla Ciebie moja droga, jak jesteś trzeźwa, to przecież wiesz że potrzebujesz profesjonalnej pomocy, ja nie potrafię Ci pomóc, bo nie rozumiem jaką przyjemność może znaleźć kobieta w upijaniu się do granicy bełkotu, w ciągnięciu za sobą zapachu alkoholowego ciała, którego nie przykryją najlepsze perfumy, w spychaniu samej siebie na margines życia, w takim samounicestwieniu , a życie jest przecież takie jedno.
Li.

Li, dobrze, że wygrzebałaś ten post, alkoholik najbardziej nie lubi faktów. Czy ją to do czegoś zmobilizuje, nie wiem. Wiem jedno ta osoba wie co ma ze sobą robić i jak działać, po pierwsze terapiaaaaa, a po drugie nikt na siłę jej nie pomoże dopóki sama tego nie zechce. Ale u alkoholików pijących juz tak jest, nic nie zrobi ze sobą dopóki nie dosięgnie swojego dna, widocznie utrata pracy, rodziny, prawka to dla niej jeszcze nie to dnooooo, jeszcze się w nim nie utaplałą, żeby zacząć działać i odbić się od niego.
Skończmy już tę smutną dyskusję.Bardzo chciałabym wierzyć, że jej się uda. To jest naprawdę świetna babka.Do licha, są przecież ludzie, którym się udało, więc dlaczego miałoby się nie udać jej?
Ja też nie potępiam takich ludzi, Oceanofstupidity.Mogłabym dalej pisać, że mi ich żal, że, że, że…..,ale to nie forum dla AA.I wszystko na ten temat.
Nigdy nie potępię człowieka nie znając całego obrazu sytuacji. Ludzie sięgają po używki z różnych powodów a często na zakręcie nie ma życzliwego człowieka, który powiedziałby: uwaga! to cię sprowadzi na manowce. Zdroworozsądkowe argumenty są dla ludzi ze zdrowym rozsądkiem. Pewne rzeczy mamy genetycznie uwarunkowane. Skłonności do uzależnień ma się wbrew własnej woli. Dziękuję, że ich nie mam, bo naprawdę nie chciałbym się przekonywać jak to jest wychodzić z nałogu.
Trzeba pamiętać, że w alkoholizm( lub narkomanię) wpada się na własne i tylko własne życzenie. To nie choroba na którą się zapada wbrew własnej woli.Raka nikt nie zaprasza- sam atakuje.
A ja jej współczuję, bo wiem jedno: o uzależnieniu nie mam zielonego pojęcia. Owszem miałem styczność z alkoholikami ale stykając się z takimi osobami odczuwam pokorę, bo w życiu nie chciałbym się mierzyć z takimi problemami jak oni. No bo co ja tak naprawdę wiem o uzależnieniu? Chyba nigdy w życiu nie byłem uzależniony od czegoś tak bardzo, że ktoś mi musiał siłą pomagać się z tego wyplątać. Nigdy też nie stałem pod pręgierzem, nie wytykano mnie palcami, nikt się ode mnie nie odwrócił i cieszę się Li, że ty też się nie odwrócisz ale jak to ładnie ujęła kakot – zakreślenie granic jest niezbędne. Poza tym Li, zrobiłaś wszystko co można było zrobić. Wiem, że masz ograniczone możliwości ale mam nadzieję, że się nie poddasz. Wiem, że chciałabyś zrozumieć mechanizm postępowania twojej koleżanki ale to nie jest prosta sprawa. Nie można powiedzieć alkoholikowi żeby po prostu wybrał miedzy trzeźwością a stoczeniem się na dno, bo do alkoholika zdroworozsądkowe argumenty nie docierają. Ludzie są czasem zbyt słabi by wdrożyć pewne rozwiązania. Jestem pewien, że to rozumiesz. Jedno jest pewne przydałby się ktoś więcej niż ty, bo sama raczej nie będziesz w stanie postawić ją na nogi.p.s. To też już ktoś tu napisał ale powtórzę – pamiętaj o sobie. Twoje życie jest równie ważne.
Mnie też nie interesuje kim ona jest, bo takich jak ona jest wielu w każdym mieście, miasteczku i wsi.Ja też jej nie współczuję! Z medycznego punktu widzenia alkoholizm jest chorobą, ale dla mnie nie.Chorobą jest rak,SM i wiele innych, gdzie pacjenci walczą o życie!Alkoholik niszczy siebie i wszystkich wokół(znam przypadki i wiem, jak to wygląda).Szkoda, że nie można zabrać mu życia i ofiarować osobie, która o nie walczy.Nie sposób uratować alko jeśli sam tego nie zechce. To jak walka z wiatrakami. Należy puścić go na szerokie wody i niech sam wybiera…Albo utonie, albo odbije się od dna i wypłynie. W pierwszej kolejności trzeba ratować siebie i dzieci, a już szczególnie udać się o pomoc do poradni AA i zapisać na terapię( problem współuzależnienia).Li, daj spokój.Twoja znajoma ma na pewno rodzeństwo i przyjaciółki, które się nią zajmą. Życzę im siły i powodzenia.
uczciwe przyznaje ze sie nie zastanawialam,powiem wiecej, wali mnie, kto to jest;czytalam i wypowiadalam sie o pewnym dylemacie/problemie moralnym Li
Anonimie, myślę że niewielu z czytających moją notkę zastanawiało się, kim jest moja koleżanka. Niewątpliwie zastanawiają się po Twoich wpisach. Pozbawienie intymności? była to pożywka dla lokalnej prasy i tv, chyba bardziej pozbawić się nie da.Nie kopię leżącego, ale prawdą jest, że jej nie współczuję. Podobno idzie na leczenie. Li.
ja bym to nazwała pozbawieniem intymności … nie wiedziałam, dopóki się nie dowiedziałam… Nie wiem czy ktoś jest w stanie jej pomóc , jeśli ona sama nie chce sobie pomóc.. Ty może mogłabyś siłą, jakimś nakazem sądowym do przymusowego leczenia…niekoniecznie rozdmuchiwaniem tego w necie. Nie kopie się leżącego. Jesteś bliżej, masz więcej możliwości.. Bardzo jej współczuję, to wszystko.
A nie gryzie Cię sumienie, że udajesz iż wszystko jest ok?A czy starasz się jej jakoś pomóc?A czy nagłośnienie problemu i wytarganie go z kąta nie mogłoby stac się pewnego rodzaju coming out? Może nadszedł czas, by przestac udawac?Hipokryzja.
sęk w tym, że wielu podglądaczy, takich jak ja, wie o kim piszesz… tak.. ludzkie nieszczęścia to świetny temat na każdy artykuł… i poczytny taki. Mnie by sumienie zagryzło gdybym wywlekła jej sprawy na forum.Jak zwykle pozdrawiam
Alkoholizm to choroba… Dopóki jednak Twoja koleżanka/moja przyjaciółka same się nie przyznają przed sobą, że są chore to nic nie można zrobić. Trzeba samemu chcieć tak mocno, że aż boli…
Moja jechała pijana i miała za to sprawę w Sądzie. Niczego to jej nie nauczyło.Pomogłam jej załatwiając przez znajomego leczenie w Andrychowie, naprawdę dobrym osrodku. Zachowywała się tam skandalicznie i wyjechała przed czasem, po trzech tygodniach niby wyleczona. Potem była w euforii niepicia, bo odtruta i na lekach. A potem znowu to samo.Niby chodziła na terapię codziennie, ale coś mi się wydaje, że to była ściema.Ręce jej się trzęsą okropnie, twarz ma opuchniętą, cerę niezdrową, ale i tak wybiera picie.
Każdy musi dojść do swojej ściany. Może Ona właśnie przed nią stanęła?Moja bliska przyjaciółka ma podobny problem. Najbardziej boli, że Jej mąż udaje, że problemu nie ma, bo sam lubi od czasu do czas wypić sobie wieczorem whisky. A dostrzeżenie problemu to zmiana wszystkiego przecież. Własnych przyzwyczajeń też. Więc dopóki Ona nie siedzi nago na schodach przed domem, nie prowadzi pijana samochodu i w ogóle zachowuje się "poprawnie" to niech jest tak, jak jest… A że dzien wita piwem? A wieczorem trudno ją zrozumieć, bo nie mówi, tylko bełkocze? I że pachnie cała alkoholem, a ręce trzesą się tak, że nie sposób utrzymać łyżeczkę z cukrem? To nic.Miałam ogromny dylemat, co robić. Ona jakby wyczuła, że coś wiem, zaczęła mnie unikać, ale… potrafiła zadzwonić w nocy i płakać… I nic nie pamiętać rano. Znasz to doskonale. Zasugerowałam Jej kiedyś, by poszła na psychoterapię, łudząc się, że pójdzie i tam Jej zasugerują leczenie. Nie poszła. A my spotykamy się coraz rzadziej… I strasznie mnie to gryzie.
A ja nie moge zrozumiec, jak można dla alkoholu odstawic własne dzieci. Jak można tak się zatracic? Jak można tak sobie pieprzyc życie.Rozumiem siłę uzależnienia, ale znam niepijących po kilkanaście lat alkoholików, czyli się da!Zastanawiam się też co jeszcze musi się zdarzyc, by postanowiła przestac pic.Rodziny nie ma, pracy nie ma, kasy nie ma.
u mnie dwa lata zwiazku z alkoholikiem, cudowny, dobry, cholernie wrazliwy czlowiek, odeszlam, bo nie mozna pomoc komus, kto sam sobie pomoc nie chce, trzy lata pozniej nadal jest mi bardzo bliskim czlowiekiem, nadal pije, ale wplyw ma to na moje zycie tylko w formie i czasie jaki sama wybiore, kocham F. bardzo, ale NIE DA SIE pomoc, dopoki ktos sam nie zachce, gorzko mi z ta prawda, ale tak wlasnie jest, JASNE GRANICE, to podstawa i (BARDZO WAZNE!)nie pozwolic, zeby CZYJS NALOG mial wplyw na nasze uczucia i emocje, nie szarpac sie, nie martwic-nas to obciaza a czlowiekowi nie pomaga, i MOWIC – to co wlasnie zrobilas, odslaniac tego slonia w salonie (zazwyczaj rodziny alkoholikow wspieraja nalog, sa wspoluzaleznione przez ukrywanie prawdy), ja spuscilam bombe w rodzinie F. (alkoholicy w obu liniach i to od pokolen, Irlandia typowa :/) mowiac na glos do jego matki, ze On jest alkoholikiem, F. potwierdzil, po czym wszyscy schowali glowy w piasek z powrotem najszybciej jak mogli…ehhhhh…temat rzeka :( DOBRZE ROBISZ Li zakreslajac granice i oferujac taka pomoc jaka dla Ciebie jest mozliwa, trzymam kciuki, zeby sie udalo!!!
Li,daj spokój, świata nie uzdrowisz.Kobieta nie żyje na pustyni! Masz swoje sprawy i problemy, a ona ma rodzinę i przyjaciół.Niektórzy pomyślą, że jestem nieczułą zimną suką, ale to nieprawda. Jestem realistką.
Li, domyslam sie co czujesz, ale im dluzej czytam Twoj blog, tym bardziej chce Ci powiedziec…nie zbawisz calego swiatanie dasz rady pomoc wszystkim, ktorych kochaszmasz szerokie ramiona, ale nie przytulisz kazdegoto boli, wiem, ale z tym trzeba sie pogodzicrob tyle ile mozesz, ale nie zapominaj o sobie, o tym, ze Ty tez masz prawo do swojego zycia, do swojego szczescia, nawet malego, ale wlasnegomozna wspierac, nalezy pomagac, ale nie da sie przezyc za kogos jego zycia;co do alkoholika: moj szwagier nim jest; siostra dwiedziala sie o tym bedac w zagrozonej ciazy i majac 14miesiecznego syna; szwagier wpadl w ciag, a ona poprostu zabrala dziecko i wyniosla sie do mamy; powiedziala, ze nie wroci dopoki on zapisze sie na terapie; wzbudzila tym oburzenie u rodziny meza: przeciez bidulek mogl sie udusic wlasnymi wymiocinami; a ona miala to w dupie, bo wazniejsze byly dzieci i ona; szwagier nie pije juz 6ty rok; chyba wazna jest motywacja, stawianie jasnych wymagan i granic, troche jak z malym dzieckiem;
ale dramat :(
Li, nie da się pomóc komuś, kto sam sobie pomóc nie chce, mam niestety żywy (wciąż jeszcze) przykład w rodzinie. Ze wszystkiego, co zostało napisane powyżej, najcenniejsze na dziś-i-teraz wydaje mi się Twoje: "nie mogę dawać przyzwolenia na telefony do mnie w stanie upojenia". Tak, właśnie o to chodzi. O zakreślenie granic. I bez rozmowy, konkretnej, szczerej, przyjaznej acz stanowczej się nie da: powiedz wprost, że się martwisz, że Ci przykro, że problem jest. Zaproponuj pomoc w zorganizowaniu pierwszego spotkania (jeśli uważasz, że jesteś do tego gotowa – tak, Ty! nie masz się poświęcać, tylko uznać, że jesteś gotowa to zrobić – albo nie), bo danie nru tel. sprawy nie załatwia. Alkoholik sam z siebie nie zadzwoni, bo się wstydzi. Zwłaszcza kobieta. Wstydzi się, że pije i pije, bo się wstydzi. Błędne koło. I właśnie uprzedź, że za każdym razem, kiedy usłyszysz, że dzwoni do Ciebie nietrzeźwa, rozłączasz się i przestajesz odbierać telefon od niej na – na przykład – 12 godzin. Albo do następnego poranka. Albo jak Ci sytuacja podpowiada. Ściskam wirtualnie.
Li,możesz być tylko obok,tacy ludzie z nałogami są bardzo wrażliwi,ale też bardzo samotni i zamknięci nie radzą sobie z emocjami lub pracą zawodową,moja przyjaciólka została doprowadzona przez szefa w pracy na skraj samobójstwa w omamie alkocholowej, dużo wcześniej zostawił ją mąż dla młodszej…
Psia kość!!! Tutaj trzeba bata! Miałam ojca alkoholika i rozmowy, krzyki itp. sprawy nie pomogły. Kierowanie do odpowiednich instytucji nie pomoże, bo taka osoba sama tego nie zrobi. W moim przypadku pomagały drastyczne cięcia. Nie pytałam ojca o zgodę na leczenie tylko dzwoniłam po pogotowie kiedy był napruty jak świnia, mówiąc, że ma omamy i obawiam się o jego życie i zawozili go na detoks, potem leczenie w szpitalu odwykowym. Po wyjściu ze szpitala trzeba pilnować taką osobę jak małe dziecko i jeśli trzeba to zaprowadzać do AA. Twoja koleżanka potrzebuje kogoś na 24h i to musi być osoba konsekwentna, stanowcza a jednocześnie bratnia dusza. Pozostawiona sama sobie ze swoim nałogiem nie jest w stanie sama sobie poradzić. Jeśli zależy Ci na tej znajomości musisz być z nią bardzo blisko. Jeśli uda Ci się znaleźć jakieś rozwiązanie w tej sytuacji, to kiedyś koleżanka będzie Ci wdzięczna. Mój ojciec bał się tylko mnie, nikt nie miał takiego wpływu na niego jak ja. Zawsze byłam jego małą Agatką, ale jeśli pił, to wiedział, że opamiętać mogłam go tylko ja. Potrafiłam chodzić za nim do pabów nawet o 2-ej w nocy i wyzwać go od najgorszych, a on jak baranek wstawał i szedł ze mną do domu. Droga Li, weź kija i przylej tej koleżance, za rękę i na odwyk!!! Kobietę jest trudniej wyciągnąć z nałogu, więc póki jest jeszcze szansa pomóż jej. Szkoda kobiety, a najbardziej tych dzieci ;-(. Bardzo mi przykro…
monika odezwij się do mnie
Alkoholicy, którzy powodowani różnymi przyczynami nie chcą pić podejmują próby zerwania z nałogiem. Nie zawsze skuteczne. Na tym etapie pomoc grup wsparcia, terapeuty, rodziny jest niezbędna. Jednak decyzję o leczeniu choroby musi podjąć sam chory. Inaczej "detoks", czy późniejsza terapia nie mają sensu. – To tak dla rozwinięcia zdania prostego – "pije, bo chce"
No i zmieniłam tytuł :)
Ja się ze znajomości nie wycofam, ale możliwości pomocy też mam ograniczone. Poprzez znajomych psychologów znalazłam dwóch bardzo dobrych terapeutów- podałam jej telefony i co? I nic.Faktycznie, masz rację co do jednego- uzależnienie to straszna chroba i nikt sam sobie z nią nie poradzi. Ale przecież siłą nikogo nie zawlokę na terapię. Chcę wspierać w trzeźwości, ale nie mogę dawać przyzwolenia na telefony do mnie w stanie upojenia. Nie i już.A co do rozmowy- nie widzę większego sensu, to jest bicie piany, nic z niej nie wynika. Napisałam na swoim blogu co mnie rusza i denerwuje i wiem, że jak to przeczyta to i ją może ruszy, nie widzę tu jakiegoś tchórzostwa z mojej strony, choć chyba tytuł notki jest rzeczywiście niezbyt fortunny…To jest bardzo mądra i wrażliwa kobieta, tylko strasznie pogubiona i bez żadnego wsparcia w domu.Nie jest też moją bliską przyjaciółką, zaledwie koleżanką, nie znamy się zbyt długo, nie mam zbyt wielkiego prawa do ingerencji w jej życie, choć pewnie czasem i taka mizerna znajomość może dać wsparcie. Tylko, że ja do końca nie wiem, czy udźwignęłabym ten ciężar odpowiedzialności… Bardzo trudny temat, bardzo bolesny, bo sięgający ludzkiej intymności.
„Pije bo chce” – bardzo głupie określenie w odniesieniu do osoby uzależnionej. Pić kiedy chce lub nie pić może osoba nie uzależniona. Może banalne ale…alkoholizm jest chorobą, straszną, podstępną, co i raz zachodząca człowieka z tyłu. Uzależnionej kobiecie jest dwa razy trudniej właśnie z uwagi na dwie skrajne postawy – przyzwolenie na picie dla mężczyzn i skrajne potępienie dla kobiet. I jeżeli mogę cos doradzić w tej sprawie (mój brat alkoholik, od roku trzeźwy) to proponuję podarować sobie wstawki o urodzie i perfumach jeżeli faktycznie chcesz pomóc i skontaktować się z poradnią uzależnień, z pewnością jest w Twoim mieście, najlepiej z terapeutą trzeźwym alkoholikiem, jeżeli byłaby to kobieta, która pomaga to byłoby idealnie. Takie osoby sa najskuteczniejsze i najbardziej wiarygodne, wiem to po przykładzie mojego brata – też bardzo skutecznie pomagają. Podpowiedzą co można zrobić.Nikt nie pije z wielkiego szczęścia ale faktycznie nie chodzi tutaj o rozczulanie się nad taka osobą tylko mądrą i czasami twarda pomoc. Nie skomentuje wypowiedzi osoby, która zaproponowała odwrócenie się od jak piszesz bliskiej osoby. Tutaj jest taka surowa troska, tak aby wspierać w trzeźwości a nie w piciu.Pierwszy krok jaki możesz zrobić to przestać się wstydzić i porozmawiać jak przyjaciółka z przyjaciółką, poświecić czas na rozmowę, szczerą. Zapewniam, że to będzie uczciwsze nisz ogłaszanie prawdy na blogu. Jak ona ma się nie wstydzić, nie zaprzeczać skoro to takie WSTYDLIWE I OKROPNE I JESZCZE ŚMIERDZI?Powodzenia, to nie jest łatwe i faktycznie najwygodniej się wycofać.
Znam jeden sposób,nie wiem, czy w tym przypadku skuteczny, ale o tym mogę Ci powiedzieć tylko na ucho.
Ale jak sprawić by chciała przestać chcieć?
Pije, bo chce. Przestanie chcieć, zrobi wszystko, by przestać pić. I dopiero wtedy można jej pomóc.
Anabell, zerwanie znajomości nie wchodzi w grę. To zbyt drastyczne posunięcie. A co do dna, to może nie przewraca się na ulicy, ale na dnie już jest. Choć pewnie jak to przeczyta to będzie jej bardzo przykro…
A ja nie wiem, czy się nie pomoże. Wydaje mi się, że trzeba wspierać, ale w żadnym wypadku nie rozgrzeszać i usprawiedliwiać.
Niestety, póki sama nie sięgnie dna i nie poprosi o pomoc- nic , ani nikt jej nie pomoże.Zerwij tę znajomość, właśnie w ramach opuszczania jej na dno. Im prędzej na nie spadnie, tym lepiej. Wiem,że to okrutne, ale niezbędne.
Alkoholikowi nigdy sie nie pomoze :(