Chodzi za mną ta piosenka.
Cudowny tekst.
Wczoraj znowu dopadł mnie mój Obcy.
Koszmarny ból głowy, ciśnienie niefrasobliwie przekroczyło 205 na 140, rzyganie do granic wyczerpania, niemożność ruszenia się z łóżka.
Biedna Gusia miotała się pomiędzy mną a zagipsowanym Bobciem, przerażona i bezradna.
Doszłam do siebie wieczorem, żałując straconej soboty.
Gdy tak leżę niezdolna do życia, mam straszne wizje.
Przewija się w nich rozpacz moich dzieci, samotność, ciemność, upiory i zmory.
A potem wstaję po ozdrowieńczym śnie, zadowolona i świetnym humorze, poranną kawą witam słońce na tarasie, czuję się pełna energii, myję wszystkie okna gwałcąc świętą niedzielę, przesadzam clematisy, mam jeszcze zamiar od niechcenia umyć podłogę i moje łososiowe szkło.
Widocznie jeszcze nie czas na pójście boso.
Jednak za każdym takim razem czuję strach, zimny strach.
Bo kiedyś żyłam w przekonaniu, że nigdy nic złego spotkać mnie nie może, że nigdy nie zachoruję, a teraz wiem, że nie mam na to żadnego wpływu, kto wie, czy nie noszę w sobie tykającej bomby, kto wie, czy nie już nie jestem poważnie chora, kto wie…
Bo dlaczego nie ja?
Bo kiedyś żyłam w przekonaniu, że nigdy nic złego spotkać mnie nie może, że nigdy nie zachoruję, a teraz wiem, że nie mam na to żadnego wpływu, kto wie, czy nie noszę w sobie tykającej bomby, kto wie, czy nie już nie jestem poważnie chora, kto wie…
Bo dlaczego nie ja?
Li.

Podobno jestem czarownicą, więc wiem, że nic złego, naprawdę złego spotkać Ciebie nie może. Pląsałam wczoraj w blasu księżyca boso po mokrej trawie, gdzieś spadały gwiazdy… I nie wiem skąd wzięła mi się pewność ,że nikomu z tych, których kocham, cenię, lubię, podziwiam, nic złego się nie stanie (na marginesie: byłam całkiem trzeźwa:) )
A ja się nie zachowam w tonacji c dur tylko w moll, kurde moll a badania sa zrobione? w sensie kardiologicznym to ciśnienie nie z powodu codzienności takie wysokie, szczeg,ólnie rozkurczowe, Kobieto!j
wlasnie wrocilam z plazy ze steranym Mlodszym i Starszym;po cichutku licze na to, ze sie zdrzemna ze 2 godzinki i znowu gdzies ruszymy:)a na razie: zimne piwo, ksiazka, lanai z widokiem na lazurowy ocean, czarne skaly i zielone palmy :)
a ja właśnie słucham nasty raz piosenki.cudna.
Krzysiu, nie wszyscy, ja np jeszcze żyję.
Wszyscy gdzieś ostatnio boso idą. ;-)
Ania, a to nie pachniało morze?:) morze i kwiaty wisterii:))I tej wersji się trzymamy Pani Redaktor:)
Zwijam się ze wstydu za "morze". Jak to się mogło stać?
Jak mnie rozmarzyłaś:}Aż sobie pomyślałam co robił równo osiemset lat temu ów japoński poeta. Wydał właśnie niedawno ważne dzieło na zamówienie księżniczki cesarskiej krwi, wstąpił do klasztoru (a przedtem zdążył wychować dzieci z co najmniej dwóch małżeństw. Jego syn został również wielkim poetą). W ciszy kontemplując fenomeny świata, odkrywał jedność wszystkiego. Też pewnie patrzył w gwiazdy, albo w cokolwiek; był czuł, marzył. Miał pomarszczoną twarz, ciepłe ręce, może przysypiał. pachniały morze kwiaty wisterii, pokrzykiwały ptaki. (Czytając o nim, myślałam, jak blisko dawnemu buddyzmowi do różnych kwantowych teorii wszechświata). Kurcze, muszę przestać, bo się niebezpiecznie zapędzam. Ania M
Ania M, a ja siedzę na tarasie i usiłuję zobaczyc klawiaturę w blasku świec:)Piękny wieczór, gdzieś ponad krakowskim smogiem spadają gwiazdy:)
Nie ogarniam Koszla, nie ogarniam…:D
@LiA ja Cię nie klasyfikowałem i nie klasyfikuję. Ogarniasz, że można nie wkładać w szufladki? Polecam, choć oczywiście burzy to poczucie bezpieczeństwa. A ono chyba dla kobiet ma znacząco większą wartość niż dla mężczyzn.
Przyznaję się (sobie samej również) że czekałam, aż mi odpowiesz. Przerywając co jakiś czas pracę, odświeżałam stronę:)Też lubię robić sobie przyjemność zakupami – ostatnie to pomarańczowo-ceglaste spodnie pasujące do ostatnio nabytych sandałków. Na razie leżą w szafie, nabierając mocy; mam jednak zawsze trochę wyrzutów sumienia. Nowe rzeczy muszą się tak sprytnie skonfigurować z otoczeniem, by wydawało się, że są od dawna…Jeszcze trochę dziś pracy (koncepcyjnej)przede mną nad książką o pewnym japońskim poecie sprzed ośmiuset lat (jestem redaktorem).Pozdrawiam jeszcze razAnia M.
Szczerze powiedziawszy, klasyfikowałam Cię jako palanta:)
@LiJak czuję, że chcę przywalić, to przywalam. Jak czuję, że chcę wyrazić uznanie, to wyrażam. Nie klasyfikuj mnie jako zapamiętałego wroga bądź fana, bo Ci się nie uda. Ja tylko myślę o świecie.Chciałem poza tym poinformować, że dzisiaj nie umarłem. Jest z resztą kapitalna piosenka Lao Che pt. "Życie jest jak tramwaj" traktująca o śmierci właśnie.Tu jest ona: http://www.youtube.com/watch?v=6W_XRlHG6jU
Ingrid, dzięki za pudrowego maila:))Kurczę, kiepskie te myśli , prawda? Ale nie można nie brac tego pod uwagę.Ściskam:)
Jacek, uparciuch z Ciebie, może coś jednak z Ciebie będzie;-))
Aniu M. Sama czasem sięgam do swoich strych notek, gdy żyłam w bardziej beztroskich czasach:)Ale dziś kupiłam sobie piękne buty, to poczucie "obuwniczego" sytego zadowolenia szczęsliwie od lat się nie zmienia:PCieszę się, że się odezwałaś:)
Marzenna, to był Obcy 4.5 części nie przeżyję:)
Li mam dokladnie te same mysli.Dlaczego nie ja? Pod kazdym wzgledem, nie tylko choroby, ale kazdego innego cierpienia, niepowodzenia? Dlaczego nie ja?Przeciez niczym sobie nie zasuzylam, nie zapracowalam. To nie jest moja zasluga. Mam jednoczesnie poczucie, ze skoro nie ja, to na tyle na ile moge musze pomoc tym, ktorych dopadlo cos zlego, z ktorych los paskudnie zadrwil. Tyle tylko, ze czasem sie zastanawiam, czy nie probuje w ten sposob przekupic losu…Nie wiem.Odkad mam dzieci te mysli nasilily sie. Bo co z nimi jesli mnie/nas zabraknie. Moze te mysli zwiazane sa z wiekiem (ja 39 Maz 52) i jednoczesnym byciem rodzicem malych dzieci (5 i 4). Mieszkamy w kraju, w ktorym nie mamy zadnych krewnych. Ciagle mysle o tym, ze musze pojsc do prawnika i wskazac, co ma sie stac z dziecmi w razie smierci mojej i Meza. Sa obywatelami amerykanskimi i jesli nie wskaze kogos w Polsce, to w razie jakiejs katastrofy musza zostac w rodzinie zastepczej w Stanach. Chociaz w ten sposob musimy ich zabezpieczyc.Nie moge myslec, ze to sie nie stanie, bo przeciez moze, prawda?
Dlaczego nie Ty? Kwestia przypadku i zdrowego trybu życia. Ale bardziej przypadku. Odkąd sobie to uświadomiłem jeszcze bardziej kocham życie. Może się skończyć np. za 40 minut. I co? I już. Czas przeszły
Droga Li…. Mogę tak?piszę po raz pierwszy. czasem zdarzało mi się zajrzeć, np. z okazji pomocy dla Sylwii, gdy pisała o tym Joanna z Chustki.A teraz zassało mnie. Przeczytała, od początku do najnowszych notek. Potem stary blog.Przez te dni wypełniasz mnie jakoś; na bok poszła praca (też wolny zawód), na szczęście wyrzuty sumienia też poszły, nie ma na nie miejsca. Mam tyle lat co ty, dwie córki (22 i 19 lat), kotkę i psa. Piszesz o wielu rzeczach, które są mi bliskie; jednocześnie tak cudnie łączysz powagę z ironią i dystansem. Szkoda, że Cię nie znam.Ale będę czytać, odzywać się, zawsze trzymać kciuki. Pozdrawiam Ania M.
Obydwie płyty Zakopower są niezłe. "Nie bo nie" też warto posłuchania. Trzymaj się Li, bo ja zaczynam myśleć: "do trzech razy sztuka??"Marzenna