Tylko daję znak.

Karolcia wróciła.
Ale to nie było tak, że punktualnie wystartowała, punktualnie wylądowała, wpadła w moje ramiona i potem już była tylko rodzinna bajka. Taki zwyczajny scenariusz nie leży w moim zwyczaju, stanowczo powinnam przyzwyczaić  się już do nadzwyczajnych igraszek losu, a już conajmniej do jego kpin z moich ściśle godzinowo poukładanych planów.
Bo gdy o 14.40 miałam w Pyrzowicach odebrać dziecko, to wiadomo- kilkanaście minut na bagaż, pięć minut na uściski,  potem szybko do domu i zwyczajne życie- od siedemnastej umówione spotkania, o dziewiętnastej  konieczna umówiona wizyta u weterynarza, bo bandaż mocujący gips na nodze Bobcia zmasakrował mu skórę, przecinając ją prawie do ścięgien.
O 14.40 stałam na lotnisku wpatrując się w tablicę przylotów, gdzie przy locie mojej córki tkwiło „niewinne” słowo- opóźniony. Ale ile może byc opóźniony samolot z Tunezji?
Póki co, bez stresu poszłam na kawę.
Po godzinie starannie ukrywany stres jednak się pojawił, na co niewątpliwie miał wpływ brak jakiejkolwiek informacji.
Po dwóch godzinach dostałam od Karolci sms-a, że jeszcze nie wystartowali, a moja wściekłość na jej beztroskę sięgnęła wtedy zenitu. Bo oczywiście pomna na  ubiegłotygodniowe trzygodzinne czekanie na lotnisku na A. zadzwoniłam do niej rano z przykazaniem informowania mnie o ewentualnym opóźnieniu. Brak informacji niesłusznie utożsamiłam z punktualnym wylotem.
Oczywiście po czasie okazało się, że dziecko było niewinne- dowodem było kilka sms-ów w jej skrzynce nadawczej, a przyczyną pewnie  brak zasięgu, albo zemsta Allaha, bo te sms-y do mnie niestety nie dotarły. Zanim się to okazało, to  oczywiście były krzyki, oj były- ech…
Nie uśmiechało mi się kilkugodzinne czekanie w tych cholernych Pyrzowicach, przed oczami miałam wizję cierpiącego kota, wróciłam więc  do Krakowa, by przynajmniej w terminie załatwić weterynarza.
Godzina jazdy, potem weterynarz, czekanie na wizytę, czekanie na kota po zabiegu czyszczenia rany, powrót do domu, zostawienie Bobcia, kolejna godzina jazdy, zmęczone ponad dwunastogodzinną podróżą dziewczyny czekające już na lotnisku, potem znowu godzina jazdy, w sumie około 400 kilometrów w to nieszczęsne nerwowe popołudnie, powrót do domu po dwudziestej trzeciej, zmęczenie, cholerne zmęczenie.
I jak tu pisać błyskotliwe notki i odpisywac na Wasze maile? :)
W sprawie kryminalnej donoszę, że śledztwo niby zakończone sukcesem, bo jak inaczej nazwać wydruk z Facebook’a z danymi i numerem telefonu złodzieja (!), ale i porażką, bo Policja nie była zainteresowana ściganiem brata Tunezyjczyka.
Najważniejsze, że są zadowolone, szczęśliwe, po przygodach i że są.
A teraz znikam, nadrabiać to co powinnam zrobić wczoraj.
Li.
Ps. Pamiętajcie o Joannie!

9 Responses to Tylko daję znak.

  1. Przyznam się szczerze, że też miałem złudzenia. Szkoda, że telefonu nie udało się odzyskać.

  2. Nieznane's awatar Agawa pisze:

    Kochana Li, sobie tak zrobiłam, nie wiem czemu, że zawsze od Twojego bloga zaczynam wędrówki po blogowisku. Plan jest stały – Najpierw Ty z zapamiętanych w popularnych, później przeskok po Chustki, dalej zahaczałam o Jazzową, teraz skaczę inaczej…I po co?Bo tylko u Ciebie mogę się tak optymistycznie odbić, żeby później tylko szybować :)

  3. Nieznane's awatar Jacek Koszla pisze:

    To całe wychowanie dzieci to cholernie trudna rzecz jest:) Pisałem o tym zresztą w ostatnim wpisie na moim blogu.

  4. Nieznane's awatar Li pisze:

    Krzysiu, bo to kraj arabski i inna mentalnośc, proste i wiadome od początku, ale dziewczyny miały złudzenia…Beem, to prawda-one są zachwycone:)Ingrid: zapomniałam dodac cudzysłów;-)) teraz już poprawiłam i słowo "opóźniony" ma swój złowieszczy i winny wygląd:)A Bobcia łapka nie jest problemem, bo się goi pod gipsem- problemem jest paskudna rana od bandażu trzymającego gips- ale jeżdzę z nim codziennie do weterynarza i już jest lepiej. Tylko wychudł okropnie… ale jestem pewna, że wróci do swojej kociej formy.

  5. Nieznane's awatar ingrid pisze:

    Li, slowo "opozniony" w kontekscie samolotu i lotniska NIGDY nie bywa niewinne;to mi mowi moje doswiadczenie: najdrastyczniejsza byla koniecznosc spedzenia nocy w Chicago z 3 i 4latkiem po podrozy z Wawy do Londynu i z Londynu do Chicago, podobno samolot z Chicago do Tucson najpierw byl uszkodzony (nienawidze takich informacji przed startem), potem byla burza, a potem pilot przekroczyl jakistam limit; dodam, ze w podrozy bylam sama z dziecmi :)najcudowniesze jest to, ze wrocily, ze Bobcio ma opatrzona lapke, a zaleglosci, no coz, kiedys w koncu nadrobisz (moze)

  6. Nieznane's awatar Beem pisze:

    Na pewno te wakacje, choć inne niż planowały, zapamiętają na długo – pogromczynie oprychów :), niemal skuteczne.Świetne dziewczyny!

  7. No to gratulacje. Najważniejsze, że dziewczyny są zadowolone z takiego obrotu sprawy. Tylko trochę nie rozumiem, dlaczego Policja nie była zainteresowana ściganiem brata Tunezyjczyka i czy koniec końców Iphone trafił z powrotem do właścicielki?

  8. Nieznane's awatar Li pisze:

    A spotkałam go wczoraj :P

  9. Nieznane's awatar Karla pisze:

    Prawie jak Terminal:) Toma Hanksa nie widziałaś?:)