Gdy przychodziłam na plac budowy, a taras żył tylko na planie, snułam wyobrażenia o leniwych, słonecznych, sobotnich porankach, gdzie wygodnie ułożona, w niedbałym stroju, z kawą pod ręką będę pisać notkę o tym jak jest mi dobrze.
Dziś półleżę na mojej cudownej sofie, patrzę na kwitnące hibiscusy, kawa jest, laptop jest, pies jest, koty są
i wystawiają brzuchy do słońca.
A młodsze dziecko jeszcze śpi.
Powietrze pachnie zupełnie nie po krakowsku, słońce promienieje łagodnością, niebo nie zasnuło się jeszcze smogiem i widać jego niebieskości.
Jest mi zwyczajnie dobrze, pośpiech i stres tygodnia nie mają tu wstępu.
Większość moich marzeń ciągle pozostaje w sferze niematerialnej, ale to marzenie udało mi się urzeczywistnić, mam swój taras pod gwiazdami.
i wystawiają brzuchy do słońca.
A młodsze dziecko jeszcze śpi.
Powietrze pachnie zupełnie nie po krakowsku, słońce promienieje łagodnością, niebo nie zasnuło się jeszcze smogiem i widać jego niebieskości.
Jest mi zwyczajnie dobrze, pośpiech i stres tygodnia nie mają tu wstępu.
Większość moich marzeń ciągle pozostaje w sferze niematerialnej, ale to marzenie udało mi się urzeczywistnić, mam swój taras pod gwiazdami.
Teraz czas na następne.
Mam trochę mniej energii, mniej zapału, jestem bardziej zmęczona, starsza, ale jeżeli chodzi o marzenia pozostałam „niestety „niepoprawną maksymalistką.
Zabieram się więc do roboty, nie ma to jak wolna sobota.
Miłego!
Li.

Li, to ja na dobranoc paciorek za nasze patologiczne szczęście zmówię:)
Viki, szczerze powiedziawszy byłam trzeźwa jak świnia:) Zwyczajnie- skoro niektórzy nie mają oporów przed przekraczaniem granic, jako uprzejma gospodyni pozwoliłam sobie na to samo:)Gośc w dom, Bóg w dom.Pozdrawiam koleżankę rozwódkę- ech, my biedne, oj biedne:)
Li, uwielbiam Cię czytać i na ogół się z Tobą zgadzam:) Do łez rozbawiła mnie "afera komentarzowa" dotycząca Nemo, KK i zatajenia ich ślubu. Myślę, że on jest po prostu tchórzem. Natomiast trudno mi zrozumieć jak w dzisiejszych czasach można uważać, ze rozwód to "wielkie nieszczęście" , kobieta ma być trzciną, rodzina bez męża jest dysfunkcyjna lub patologiczna , dlaczego za nas rozwódki trzeba się modlić???tworzę bardzo szczęśliwą rodzinę z moimi dziećmi, one mają kontakt z ojcem, jestem sama bo nie chciałam być trzciną, bo chciałam mieć szacunek sama dla siebie i do szczęścia nie potrzebuję faceta. Rozumiem , że każdy ma swoje priorytety i nikt z nas niech na siłę nikogo nie uszczęśliwia:)Li, ale tak mi się cosik wydaje, żeś piękna kobieto troszkę była wstawiona odpowiadając na niektóre złośliwe komentarze :)klasowość była, jest i będzie i nie bądźmy hipokrytami, rozumiem Twój niesmak i rozczarowanie tą sytuacją, ale już tekst o 50 zł za numerek z sąsiadem hahahahha… Li ja płakałam ze śmiechu(sorry, niezłośliwie)Trzymaj się dzielna kobieto:)
Klasowośc była, jest i będzie. Rzecz w tym, że ślub i fakt nieinformowania o tym dzieci ma się nijak do Twoich mniej lub bardziej przyjacielskich relacji z tą panią.A ślimaki piękne :)
aurora, ślimaki są piękne i z wyprzedaży:PA co do drugiej części Twojego komentarza- nie traktowałam kobiety koń jak służby, tylko jak przyjaciółkę, przecież zajmowała sie moimi dziecmi. Wprowadzasz tu niepotrzebny element niepotrzebnej klasowości. W dzisiejszych demokratycznych czasach?
Taras jakby się skurczył… i jeszcze te ślimaki ;D Ominęła mnie szczęśliwie burzliwa wymiana zdań (zdań, bo użycie słowa "poglądy", w niektórych przypadkach byłoby sporym nadużyciem). No cóż… w pewnych kręgach nie do przyjęcia jest ożenek ze służbą. Służbę można uwieść. Służbę można posiąść. Ba, nawet ze służbą można począć, lecz nikt przy zdrowych zmysłach nie żeni się ze służbą. I czym tu się chwalić, zwłaszcza przed progeniturą.
Li! kliknęłam w "taras , jeszcze tylko na papierze" i oniemiałam!(jakoś pominęłam ten wpis , czytając Licencję)…no, jesteś WIELKA!Kłaniam Ci się z szacunkiem i podziwem! teraz to masz prawo cale wieki sobie leżeć na tarasie i sybaryczyć!
kawa ze speinionym mlekiem ZAWSZE!!! mniam !
Byłam przerażona kiedy zobaczyłam tamte zdjęcia i przeczytałam wizję. Wierzyłam, że możliwe, ale przerażenie wiodło. Widziałam na szczęście na własne oczy! Piękna ta "Twoja" kamienica i tak bardzo się wyróżnia. Najszczersze wyrazy uznania.
jak dobrze, ze Twoje marzenie sie spelnilo :)tyle radosci dla Ciebie i Twoich czytelnikow!
Chwilo,trwaj! Tyle słońca w całym mieście :)))trzeba leżeć i pachnieć! Ty Angel?Ja odkryłam pomijane dotąd Chloe…i też sobie leżę z Melą i Gruberem i czekałam , az napiszesz , co u Ciebie!
Haha, to niestety musisz poczekać, nie masz pojęcia jak trudno pisze się arcydzieło;-))
Li… ja już bardzo tęsknię do sobotnich poranków, w które do porannej kawy towarzyszyć będzie mi Twoja książka. Jakoś wyobrażam sobie, że Ty na papierze to po prostu idealna lektura na taką okoliczność. O!
A jednak robota poczeka, mam druga kawę i jeszcze tu sobie trochę posybaryczę:)
za oknem piękne słońce, przecież to jeszcze lato, ja w pracy a w domu czeka…"dom sióstr" i kawa w popołudniowym słońcu bez pianki i na balkonie,miłej sobotyTobiesobiewszystkim
…
marzy mi się kawa w taką sobotę na takim tarasie, więc marzę!Miłego weekendu!m.
ten taras i stan w jakim dziś jesteś to dowód na to, że zawsze warto marzyć!chętnie sama zaległabym w błogim sobotnim nieładzie z kawą, laptopem bądź książką, przeganiając jednocześnie pośpiech i stres, niestety jestem w pracy :( ale to nie powód by przestać marzyć! :)miłego LiLa