zadzwoniła do mnie Ciotka Ulubiona H.
Przeczytała opowieśc o obrączce i popłakała się ze śmiechu.
Emocje targające moją klientką jest w stanie zrozumiec tylko ta kobieta, która przeszła podobną drogą- rozczarowania nieudanym związkiem, zdradą, rozwodem, itp.
Ciotka Ulubiona opowiedziała mi historię ze swojego porozwodowego życia- jej syn miał 11 lat
i obietnicę od ojca, że spędzą razem wakacje.
Ojciec-marynarz mieszkał nad morzem, syn z Ciotką niedaleko Krakowa.
Walizka spakowana na początku wakacji stała nietknięta przy drzwiach, z każdym dniem niepodróży coraz bardziej rozczarowana, syn czekał i nigdzie nie chciał jechac poza podróżą do ojca.
25-go sierpnia, na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, przyszedł telegram (takie to były odległe czasy bez komórek) z zapytaniem od ojca: „Co L. robi w czasie wakacji?”.
Ciotka wyszła z siebie i poszła na pocztę.
Ze względu na panującą wówczas cenzurę telegram do byłego męża, miał następującą treśc:
Grażyna
Urszula
Weronika
Natalia
Olga.
Błąd ortograficzny w tym smacznym słowie spowodowany był brakiem imienia na literę „Ó”.
Ciotka H. to moja ulubiona ciotka.
Jest piękną, pełną życia kobietą, podróżującą po całym świecie (proszę o figurkę kota z Laosu, droga Ciociu), autorką smacznych życiowych sentencji:
Pamiętaj, mąż to nie rodzina, Twoja rodzina to dzieci.
Albo: czas na płodozmian (to o rozwodzie).
Albo: Kobiety mające mężów-idiotów mają z nimi cudowne dzieci. Mnie przydarzyło się to dwa razy.
Całusy Ciotko droga!
Li.

:) No już, już… tu zapada nocna cisza…:)
Sentencje cudne choć z jednym nie mogę się zgodzić. Z autorstwem cioci. To że mąż to nie rodzina mówiła jeszcze moja babcia i też nie była tych słów autorką. Czyli to stare porzekadło a jak wiadomo w starych porzekadłach jest dużo ludowej mądrości :)
Li nie karm trola, trola trzeba zagłodzić. Po co go nakręcać. Wtedy się uspokoi, jak nie będzie miał na co odpisywać. Sympatyczna z wrocka
chociaż mówiąc szczerze dobre początki też są ważne, bez nich koniec może być żałosny ;)
bo nie ważne jak facet zaczyna, ważne jak kończy:)))) no nie, Li?:)
:)a już myślałam, że Mr.Ocean tu na kozetce powinien poleżeć, ale aurora ma rację, trochę to niebezpieczne tak pomiędzy silnymi kobietami:))))a Dagny hmmmm wierzę Wam dziewczyny na słowo, że to jakiś trans:)))lol, zaraz mi się dostanie hahahahha
Krzysiu, odczuwam ulgę na myśl, że nasze poglądy się nie pokrywają w całości- bo wiesz- ja, starsza pani, Ty- młody zuch….:DI daj spokój już tłumaczeniom, wszyscy wiedzą, że nie boisz się milczec i chwała bogu, ale nie bój się też skończyc. Ściskam:)
Tak. Wyrzuciłem ale ja się uczę na własnych błędach i potrafię się do nich przyznać, co zresztą uczyniłem publicznie w komentarzach na tym blogu.Tak się składa, że mam własne zdanie a linia moich poglądów nie musi się pokrywać z linią poglądów Li. "Kto milczy ten zdaje się zezwalać". Nie obawiam się milczeć.
Styl pisania Dagny w sposób nie budzący wątpliwości wskazuje na Darka, tego właśnie Darka :P
Dagny, Ty to potrafisz rozkręcić imprezę… chłopie ;-)
Nie kopie się leżącego, zwłaszcza na kozetce u psychoanalityka ;-), niemniej jednak Mr. Ocean?Krzysiu Twój wywód o prawie do wyrażania opinii jest lekkim przegięciem wobec faktu, że to Ty właśnie wyrzuciłeś komentarz Koszli i to z NIESWOJEGO bloga. Przywdziewanie teraz szat dobrotliwego moralizatora jest co najmniej nieporozumieniem. I młody człowieku, nie właź nigdy między "dyskutujące" kobiety. To grozi śmiercią lub trwałym kalectwem ;D
Dagny, gdybyś nie czepiała się innych to nawet szłoby z tobą rozmawiać a w obecnej sytuacji można cię tylko zignorować.Mój wywód dotyczył prawa do wyrażania opinii. Ataki personalne potępiam niezależnie od tego kto jest ich autorem. W sieci jestem nie od dziś. Znam te gierki bardzo dobrze, bo niestety też zdarzało mi się obniżyć loty i właśnie dlatego tak mnie mierżą dyskusje na niskim poziomie czemu rzadko ale jednak daję wyraz.Zawsze będę wierzył w to, że nawet tu można się pięknie różnić a nie skakać sobie do oczu lub prowokować przeciwnika chwytami poniżej pasa.A teraz idę do psychologa, bo wzmianki o ciepłych kluchach i braku jaj to ja nie przeżyję. Miłego popołudnia wszystkim.
Klub Porzuconych Zadowolonych :P
akcja z obrączką mnie rozwaliła! dobrze, że piszesz takie historie, może kogoś zainspirujesz dobrym pomysłem, nie warto ich marnowac chowając w adwokackiej szufladzie ;)pozdrawiam Ciocię, nie może wpaść na urodziny?to byłam ja, jedna z Kółka Porzuconych (Porzucających) Gospodyń :*ściskamLa
Agawa, to że ty nie potrafisz znaleźć mądrego mężczyzny wcale nie oznacza, że takowi nie istnieją. A może powinnaś się głęboko zastanowić, dlaczego mądrzy mężczyźni nie są w twoim zasięgu? Może przyczyna tkwi po twojej stronie? Warto czasami na spokojnie się zastanowić i wyciągnąć wnioski."Krzyś alias Mr. Ocean" nudą wieje od ciebie, chiałbyś dać Bogu świeczkę i diabłu ogarek, ciepłe kluchy z ciebie, nie przepadam za mężczyznami podobnymi tobie. Jak zdążyłam wywnioskować młody jeszcze jesteś, jest więc nadzieja, że "urosną ci jaja" (to oczywiście przenośnia, a nie uwaga w aspekcie biologicznym, takie przymrużenie oka, o którym pisała blackberry).DagnyPS Jeśli chodzi o zwierzaki – mam trzy psy (doberman, dwa rottweilery, do tego cudowna siamese'a, przez dwa miesiące cała rodzina opiekowała się w zeszłym roku poturbowanym przez samochód gronostajem, ale musieliśmy go oddać. Dzieci mają po króliku, a mąż swoje ryby. Nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt. Miłość "do wszelkiego stworzenia" zaszczepiła mi chyba ciocia, najstarsza siostra mamy, stara panna, która miała w porywach tuzin kotów w domu. Aż się łezka w oku kręci.
Miałam jeszcze o zwierzakach napisać.Jak przyjeżdżam do mojej mamy, która ma kota, z moim psem to muszę bardzo pilnować żeby kot nie wszedł do mojego pokoju bo obsikuje ze złości moje rzeczy. A psa sobie tak wytresował, że siedzi np. na środku schodów, a pies wyje i kombinuje jak go obejść jak najszerszym łukiem. Dodam tylko że pies to "prawie" owczarek niemiecki.Blackberry
Od początku sądziłam, że ta komentująca to facet. Ale to już ona/on wie najlepiej.Li uwielbiam czytać Twojego bloga, a jeszcze bardziej komentarze. U Chustki widzę tą samą tendencje do krytykowania przez niektórych czytelników-trolli. A ja wiem, że to wszystko jest z przymrużeniem oka i za to Cię uwielbiam.Trzymaj tak dalej!Blackberry :)
pięknie piszesz, czytam i się uśmiecham, pozdrawiam, korall.
no tak, to co pisze Agawa, zupełnie nie na temat i bardzo nie_miałkie, za to odkrywcze i pełne nowych treści
…zupelnie z boku i nie na temat (bo dyskusja jakaś taka_miałka):kocham mądre kobiety :) kocham też mądrych mężczyzn, tylko jakiś kłopot z ich znalezieniem ;)Li – uściski. Cieszę się, że znowu piszesz :)
Uwielbiam Twoje wpisy, ale Ty o tym wiesz! Kocham Twój blog jak żaden inny! Cudowne te anegdoty! Młłłaaaa ;)*
I na tym zakończmy, wątek o kotach jest jednak ciekawszy:)
Krzyś alias Mr. Ocean jak mnie ktoś tu ciepło nazwał – przyznał się wtedy do błędu i pana Koszlę przeprosił. To właśnie argumenty ad personam skłoniły mnie do napisania tego co napisałem. Tak, jestem idealistą. Jeszcze się nie przyzwyczaiłem, że świat jest niedoskonały.Co do dyskusji na temat panów ex – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.Droga Li, nie musisz znosić tych wszystkich Rusałek i Dagn ale to ty masz klasę i styl a nie one. Cała ta dyskusja wyglądałaby inaczej gdyby nie padały tu takie słowa jak – koło gospodyń, biedna kobiecina itp.. dlatego napisałem, że tak bardzo podobał mi się komentarz viki – najlepszy moim zdaniem do całej sytuacji, bo w nikogo nie uderza.Znikać muszę. Życzę wszystkim dobrej nocy. Powrócę jutro jeśli będzie ciąg dalszy dyskusji.
Dzięki, Li. A ja tak bym chciała mieć jeszcze jednego kota, ale sądzę że to już w tym układzie bardzo ryzykowne.Kiedyś kotka lubiła leżeć na mnie, teraz to nie możliwe, pies wpada w amok. Kot za to namiętnie okupuje drukarkę, czasem leżąc na tekście, nad którym akurat pracuję.A starsza córka (mieszka już osobno)kupiła sobie małą chihuahuę. Cudowną. Pozdrawiam.
Basia, no widzisz… drzwi są szeroko otwarte, może wejśc każdy, ale jak mawiał Lec:Najczęściej tam jest wyjście,gdzie było wejście.O! Sciskam!
Jadwigo, trzeba trochę przeżyc, by wiedziec, prawda? :)
Ania, u mnie jest sytuacja bardzo skomplikowana. Pies jest pokojowo nastawiony do kotów i sam nigdy pierwszy nie zaczyna, chyba że:1. wchodzi na łóżko, a tam leży kot- krótki warkot załatwia sprawę2. pieszczę kota, a psa nie- natrętne wchodzenie mi pod rękę zawsze odnosi skutek3. koty zaczynają walczyc ze sobą, zwłaszcza Masza i Bobcio, wtedy pies zawsze wkracza i podgryza jednego i drugiego.Czasem któryś kot mi siknie, ale przeważnie w pralni, lub na dywanik w przedpokoju, wrzucam do prania i po problemie. Gdy Bobcio miał fazę sikania na moje łóżko, to rozkładałam grubą folię budowlaną, pomagało! Na folię nie sikał.U Ciebie jest ewidentna walka o wpływy, to niesamowite jak zwierzęta potrafią okazywac zazdrośc:) Sciskam mocno!
Krzysiu-Mr Ocean, masz za swoje, widzisz? Nie można stac w rozkroku:)
W cos wpadłam, jakiś harmider tutaj, Li ratunku, co się u Ciebie dzieje, kto to jest ta Dagny?Jakaś nawiedzona, tyle hałasu o co? Ciotka H ma rację, pozdrawiam babcia Jadzia
Aniu M. zanim Li odpowie, wtrącę sie , korzystając z Jej cierpliwej gościnności- to widac cos między nimi zaszlo i kotka zaznacza korytadz jako swoj teren, z nadzieja, ze pies tam nie ma wstępu! Bywa! moja kocica raz spala wtulona w psie kudly, raz rozorała mu plecy , skacząc na grzbiet i jadąc wokół podworza. Trudna sprawa:(((
Do Basi i Li – nie, nie wyjeżdżaliśmy. Ale od czterech lat mamy też psa (kotka ma 13 lat), a sytuacja miedzy nimi jest…napięta. Na co dzień nie wyglądają na zestresowane, ale czasem wybuchają awantury. To dwie złośliwe baby, kiedyś widziałam na własne oczy, jak kotka zastawiała na psa pułapkę – czaiła się za drzwiami, by potem naskoczyć na psinę z sykiem. Albo siada na środku przejścia w drzwiach i patrzy, jak pies wije się i piszczy, chcąc wyjść. Dodam, że są podobnego wzrostu.A mogłoby być tak fajnie, gdyby się lubiły. Bywa tak przecież, prawda? Li, a jak Twoje koty zachowują się wobec psa?
Hej! taka piękna niedziela, taki piękny weekend, wracam – a tu jakis zlosliwiec panoszy sie u Ciebie! chyba jesienna chandra tak źle nastawia do otoczenia, bo i u Chustki , i u Xeny jakieś sadystyczne osobniki sie zagnieździły! Ale jak milo było poczytać , widać, że wyzwoliłaś sie spod niemieckiego jarzma:)))Też myślę, ze Dagny to były facet! a do ANI.M- może ostanio wyjeżdzaliscie i kotka była sama w domu? tak potem okazuja niezadowolenie przez jakis czas, a moze jakies inne zmiany nastały w domu? dla Was na lepsze, dla kota -nie. Tak się objawia chęć ukarania Pana przez koty. Pozdrawiam wszystkie milośniczki Li i kotów:)))
Mr. Ocean, prawie się nabrałam. Ale pamięć jeszcze dopisuje. To pan przecież wywalił stąd komentarz niejakiego Koszli, a także zrugał go za niewygodne wypowiedzi. I jak to się ma do dzisiejszej pańskiej wyrozmiałości? Hę?
Lola, przybij piątkę:)) Krzyś, jako młody człowiek nie obciążony jeszcze rodziną ma głowę pełną ideałów:)) Ale szybko mu przejdzie, szybko:))
oceanofstupidity,Naprawde chcialabys dyskutowac na temat odrobiny smiechu z panow ex? Ja mam wrazenie, ze Li, jej ciotka i kolezanka maja dystans do calej sytuacji i dobre poczucie humoru (gdzie wiekszosc kobiet by plakala, one sie smieja), a co niektorzy probuja szukac w tym osmego dna i jeszcze udowodnic, ze tym smiechem krzywdza innych.
Krzysiu, Ty to przede wszystkim masz tendencję do "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek". Nie zadowolisz wszystkich.
Poczytałem całą tę dyskusję i nasunęło mi się kilka wniosków. Pierwszy to taki, że nie można generalizować. Drugi to taki, że warto zabić w sobie chęć argumentum ad personam. Trzeci skoro to blog to niestety jest to miejsce gdzie zbiera się całkiem spore (różnorodne w poglądach) audytorium. Jednych coś bawi, innych wkurza, trzecich zniesmacza itd.. Grunt to konstruktywna wymiana zdań. Oczywiście można zasugerować oponentom omijanie jakiejś strony szerokim łukiem ale właśnie w tym tkwi istota blogowania – że daje się ludziom możliwość wypowiedzenia się a jak już wspomniałem – poglądy mamy różne (na szczęście). Ja doskonale rozumiem Li, tekst który w jej zamierzeniu miał służyć obśmianiu sytuacji został odebrany przez niektórych zupełnie inaczej ale rozumiem też pytania Rusałki i Dagny i nie odbieram ich jako złośliwe. Natomiast argumenty ad personam po obu stronach to już niestety przykre. Z tego mogła być naprawdę fajna dyskusja ale się rozmyło. Szkoda.Osobiście pośmiałem się z sytuacji z obrączką ale na miejscu tego faceta nie chciałbym być. Tak samo stwierdzenie, że mąż to nie rodzina – rodzina to dzieci, też mogę w pewnych warunkach uznać za zabawne ale z drugiej strony w innych okolicznościach sprawiłoby mi przykrość ale jakiemu facetowi nie sprawiłoby przykrości sprowadzenie do roli li-tylko reproduktora. Osobiście tu w sieci mam tendencję do odbierania niektórych słów jako zamach na mnie, próbę zdyskredytowania mnie itd.. Potem często się okazuje, że jakaś osoba miała zupełnie co innego na myśli. Może chodzi o to żeby jednak uważniej wczytywać się w to co druga osoba pisze. Częściej unika się wtedy nieporozumień. p.s. Najbardziej mi się podobał z tego wszystkiego komentarz wiki (ten drugi o mężach).
O matko! Coz za szczyt doglebnej upierdliwosci. Dagny, od razu widac, ze z ciebie czlowiek z misja, do tego bardzo ci sie musi nudzic.
Moja kotka jest wysterylizowana i nawet wyciętą ma całą macicę (miała ropomacicze). Weterynarz wykluczył choroby somatyczne, chociaż tutaj będę musiała podrążyć temat. Nie ma urazu do kuwety bo załatwia się również do niej. Ale do niedawna raz – dwa razy dziennie musi nasikać w swoje ulubione miejsca. Mąż ograniczył jej dostęp do części mieszkania, więc podsikuje przedpokój. Ratujemy się warstwą gazet (prezentujemy inne opcje światopoglądowe i – nie ma złego, co by nie wyszło na dobre – mamy dwa komplety gazet codziennych [żartuję, że opcja męża lepiej wchłania wszelkie "g"]).Weterynarz postawił diagnozę: kotka jest złośliwa.Acha, odstraszacze nie działają, kotka je olewa (dosłownie). Zdaniem męża, na krótko działa Gloria Vanderbild, niestety na mnie już też i to na dłużej niż na kotkę – parkiet zlany perfumami skłania mnie jednak do myśli o wyprowadzce. Może masz jakiś pomysł?
Li, obawiam się,że cioteczka się myli, tak złośliwe możemy być tylko my – kobiety:))))))
Jak czegoś nie lubię , coś mnie drażni to po prostu tego nie czytam ( patrz: blog amelki rusałki – o w mordę , to nie na moje nerwy :))i nie wypisuję moralizatorskich tekstów….które raczej psu na budę się zdadzą.Jestem mężatką od 20 lat z okładem,ale o facetach to ja dobrego zdania nie mam , o nie ….to jakiś upośledzony ród, chociaż czasami się przydaje :)Chętnie bym wpadła z flaszeczką wina na urodziny , tylko że dla mnie to ciut za daleko….kto by mnie odebrał z imprezy???:)Pozdrawiam i tak trzymaj Li….sprawiasz swoimi wpisami , że się uśmiecham do monitora :) Głupia jestem , ale co tam:)
nie wiem, mam nadzieje…z jednej strony dobrze, ze dbaja o dzieci, ale z drugiej obserwuje pewna paranoje: dzieci maja wiecej praw niz ich rodzice;coz, zachowanie rownowagi zawsze jest trudne :)
Moja Ciotka H. twierdzi, że Dagny to facet. Ewidentnie:)
Kurczę, że też zawsze znajdą się jakieś ciotki klotki „dobre rady” ze swoimi zdewociałymi poglądami… Pomimo, iż od ośmiu lat mam wciąż tego samego męża, z którym mamy dwóch wspaniałych synów, podzielam poglądy normalnych kobiet . Niestety, małżeństwo, partnerstwo, związek dwojga ludzi, to codzienna ciężka praca, orka można rzec. Gdybym to wszystko wiedziała lata temu, to pewnie do dzisiaj byłabym panną, chociaż i tak bardzo późno wyszłam za mąż. Na szczęście mam wspaniałe dzieci i nie najgorszego męża Wszystkim nawiedzonym, które nie potrafią czytać ze zrozumieniem jak również przeszkadzają im tematy, które porusza Li, proponuję aby po prostu przestały je czytać. Ciebie Li i wszystkich sympatycznych czytelników serdecznie pozdrawiam oraz proszę o więcej
Ingrid, zapamiętają? :) Ech, ta Ameryka…
Ania M., to pielęgnuj to uczucie nierozwiedzenia, obyś była tym wyjątkiem, któremu się uda:)A czewmu sika? Może go nie wykastrowałaś?
chcieli zobaczyc, czy dzieci sa cale i zdrowe!a te male cholery siedzialy sobie i sie bawily jak dwa aniolki statkiem pirackim, o ktory wczesniej byla koszmarna awantura;szeryf chcial dyskretnie zajrzec do pokoju, ale bardzo go poprosilismy, zeby sie ujawnil i wyjasnil nielatom, ze wrzaski o 6:30 w niedziele sa conajmniej nie na miejscu, ze ludzie odpoczywaja, mysla, ze dzieje sie cos zlego itd itp;przyjechal jeden facet i jedna kobieta;
A ja nie jestem rozwiedziona :(.Bo wiesz, pies jest bardziej mój, ale już kotem trudniej byłoby się podzielić. Popołudnie w środę, co drugi weekend i połowa wakacji? I to mimo że cholera sika po kątach.Ania M.
LOl:)))Bardzo dziękuję za zaproszenie:)To byłoby piękne poznać Ciebie i ten kwiat:)Postaram się:)Ingrid, a cóż to za konflikt???
Viki, przyjeżdżaj w listopadzie na moje urodziny. 19.11.!Będzie rozwiedziony kwiat blogosfery :))Ingrid: no i co???
Li, Szczęściaro, ważne, że Ty mi wierzysz:)Szkoda, że mieszkam daleko, bo poszłybyśmy w to piękne słoneczne popołudnie opić nasze wredne charakterki:)))))
oraz, ze tak zmienie temat i sie podziele porannym, traumatycznym (dla mnie) przezyciem: moje dzieci dzisiaj o 6:30 mialy konflikt i krzyczaly;ktorys z sasiadow zadzwonil na 911 i o 7:00 w niedziele mielismy w domu wizyte szeryfa…
Dagny: maz to nie rodzina mialam brak przyjemnosci przekonac sie o tym wielokrotnie.I nie jestem (jeszcze?) rozwodka.Maz to obcy czlowiek, z ktorym zaczynasz wspolne zycie i albo sie udaje, albo nie.I cudownie jest sie posmiac, bo smiech to zdrowie :).Moze nie traktuj zycia (i meza) tak smiertelnie powaznie, ha?
I w dodatku Dagny wykryła, że jestem nieszczęśliwa… o rety…:)
Viki, Dagny i tak Ci nie uwierzy:P
Dagny, jestem pewna, że nikomu nigdy nie pomagasz. Daję sobie za to uciąc rękę. Takie jak Ty nie pomagają, tylko dają-"dobre"rady.
zapomniałam dodać, że należę do Elitarnego Klubu Kobiet Porzucających Mężów ;P
Dagny, konfabulujesz. I jak piszesz- wysnuwasz wniosek, ale nie masz dowodów. Odstąp więc kobieto od mojego bloga, nie męcz się tu, nie męcz swoją obecnością innych, idź nauczac, pouczac, zbawiac, głosic jedynie słuszne prawdy gdzie indziej.Personalia i adres Sylwii podałam za jej zgodą, ale nie ma ona wyrytego na czole mojego imienia i nazwiska.A tak w ogóle, to o co Ci chodzi?
"Ale na pewno nie prześlą pieniędzy dla Sylwii, czy dla Chustki". Widzisz Li, pomoc okazuje się nie tylko materialnie – pieniądze to nie wszystko; one szczęścia nie dają, uwierz mi. Sama jesteś żywym przykładem.Do kieszeni mi nie zaglądaj. Dobre uczynki staram się robić bez poklasku, to moja sprawa.Dagny
Viki, nie jest prawdą, że piszecie tutaj anonimowo. Poczytaj wpisy Li a zrozumiesz, że sama podała namiary nie tylko na swojego męża, ale także na jego nową żonę oraz parę innych osób, w tym na swoje klientki (np. personalia, adres Sylwii).Li, po tym co napisałaś wcześniej w wielu wpisach na temat swojego byłego męża można wysnuć wniosek, że to nie tylko szubrawca. Ty sama pod jego adresem używałaś mocniejszych określeń, więc się zdecyduj.Dagny
Miałam napisać, że Bóg jest nieograniczenie miłosierny, a pani Dagny niemiłosiernie ograniczona, ale nie napiszę, bo to nieeleganckie by było, a poza tym ręce mi opadły ;-)
=>Dagny, mam dobre relacje ze swoimi byłymi mężami, facetami, którzy nie są moją rodziną, byli moimi bliskimi, ale dziś już nie są.Nie zmienia to faktu, że są ojcami moich dzieci, że nie ograniczałam im kontaktu z nimi, że mimo poczucia krzywdy, zawsze dbam o to by ich relacje były bardzo rodzinne. Nie mówiłam dzieciom, że ich ojcowie byli w stosunku do mnie dupkami, bo zrobiłabym tym krzywdę dzieciom, one mają mieć szacunek i zaufanie do ojca, to co było złe, mimo że czasem to widziały, wolę by poszło w niebyt, nie chcę ani siebie, ani dzieciaki tym karmić.Nie zmienia to faktu jakie zdanie ja o nich mam. Dziś nie żywię do nich urazy, żyję dniem dzisiejszym, nie zatruwam się wspomnieniami, rozczarowaniami, było minęło. Patrząc jednak na dzieciaki cieszę się, że odziedziczyły wszystko co najlepsze po nich, po mnie, może właśnie dlatego, że starałam się, by to co złe w nich nie wykiełkowało, więc coś w tym jest, że mając złe doświadczenia wyciągamy wnioski i pozwala nam to dobrze wychowywać dzieci.Zgadzam się, że nie ma co deprymować swoich bliskich, bo przecież uderza w nas same, bo idąc tym tokiem rozumowania z idiotą może być tylko idiotka:)))Ale spoko, jeśli ktoś się dobrze kreował można się pomylić:)Nie wiem czemu się tak oburzasz, piszemy tu właściwie anonimowo, mężusiowie też nie do namierzenia, więc nikomu krzywdy nie robimy:)
Nie prześlą kasy, bo mąż nie pozwoli!
Aha, oczywiście pisanie, że mój były mąż jest szubrawcem świadczy o wysokiej kulturze Dagny.Ja tak nie uważam, ale ona wie lepiej…
Karla, to nic innego jak specjalnego rodzaju mutacja genetyczna. Szczęśliwe żony i szczęśliwe matki niedzielne popołudnie spędzają na blogu nieszczęśliwej rozwódki. Starają się usilnie nawrócic ją na drogę cnoty, uświadamiają, że wystawia się na publiczne pośmiewisko, załatwiają psychologów i litują się nad jej z pewnością nieszczęśliwymi dziecmi.Ale na pewno nie prześlą pieniędzy dla Sylwii, czy dla Chustki.Dagny, niech Ci się darzy w Twoim szczęśliwym małżeństwie, pamiętaj jednak, że nie znasz dnia ni godziny…
O rety! kolejny nawiedzony nick z misją…Epidemia jakaś czy coś?:>
"niewinne babskie opowieści". To co innego, myślałam że ty tak na poważnie, a to tylko takie bzdurki, dla zabicia czasu. Wszystko jasne. Li, skoro nie lubisz "organicznie" takich działań to po co i dlaczego wystawiasz się na publiczne pośmiewisko? Każda akcja wzudza reakcję, musisz o tym pamiętać, a uogólnianie, że wszyscy faceci to parszywcy tylko dlatego, że sama trafiłaś na szubrawca, który ma w głębokim poważaniu swoje dzieci, jest niegodne kobiety wykształconej. Znam mnóstwo mężczyzn, którzy świetnie wywiązują się ze swoich ojcowskich i małżeńskich obowiązków. Małżeństwo to piękna instytucja składająca się z żony, męża, dzieci. Sentencja " Pamiętaj, mąż to nie rodzina, Twoja rodzina to dzieci" jest idiotyczna i krzywdząca.Dagny
Ależ ja nie nienawidzę mojego bylego męża, co to za brednie? Nie umiesz czytac ze zrozumieniem, ale z "dobrymi" radami spieszysz w te pędy. I dziwię się, że niewinne babskie opowieści znowu wywołują z otchłani światłowodów domorosłe psycholożki i pozornie przyjazne czytelniczki. Organicznie nie znoszę takich działań, miej to łaskawie na uwadze, nie daję do nich prawa nieznajomym.
Czyż nie napisałam powyżej? ;D
Li, tutaj nie chodzi o to jaką ja jestem, to nie ma znaczenia. Rzecz w tym, że poprzez działania deprecjonujące byłych mężów nie wiem doprawdy, co chcecie osiągnąć? Relacje z byłym mężem, ojcem dziecka, to sparawa zbyt poważna, żeby załatwiać ją przez głupie docinki i słabej jakości dowcipy. Proponuję więcej pokory. Może porada psychologa pomoże w jakiejś mierze nawiązać poprawne stosunki z byłym małżonkiem? Trzeba próbować, czas zagoi rany, pamiętaj że wasze dzieci są wspólne, tak samo należą do Ciebie jak i do niego bez względu jak bardzo go teraz nienawidzisz tylko dlatego, że wam nie "wyszło", że razem okazaliście się niedojrzali i nieodpowiedzialni, nie dorośliście do małżeństwa. Dziękuję za pozdrowienia.Dagny
Dagny, mam nadzieję, że po swoim komentarzu czujesz się lepsza, mądrzejsza i szlachetniejsza niż my. Bo tylko poprawa Twojego samopoczucia pozwala mi w szlachetności serca mego na pozostawienie tej głupoty bez odpowiedzi.Pozdrawiam i szczęścia życzę:)
Kółko Porzuconych Gospodyń… Mężczyźni są jednak o niebo przywoitsi. Nie komentują z zasady wyglądu i zachowań byłych żon, było nie było to matki ich dzieci. Minimum szacunku trzeba mieć. Co daje biednej kobiecinie – porzuconej i opuszczonej, że sobie poszczeka publicznie na ojca swojego dziecka? Tego nigdy nie zrozumiem. Dagny
Sentencje ciocine uważam za niezwykle trafne, choć nadal, niemal od stulecia, mam tego samego męża,zgadzam się z Nią całkowicie.
Jako matka dwójki cudownych dzieci i była żona idioty potwierdzam, że trzecia sentencja Ciotki H. to szczera prawda :)
Lektura niektórych komentarzy, niektórych kobiet wyklucza wszystkie z wymienionych przez Viki cech… poza, może, szaleństwem ;-)
piękne sentencje! Takie ciocie to skarb.Pozdrowienia dla Cioci serdeczne:)
Kochana Li, cieszę się, że już poodkurzałaś i znów pełno tu świeżych notek:)Dwie pierwsze sentencje są moimi już od dawna, ale trzecią skrywałam gdzieś w podświadomości. Dzięki Ciotce H zmaterializowała się:)Ja również uwielbiam kobiety za ich zaradność,odpowiedzialność, poczucie humoru, szaleństwo i tę opisaną przez Ciebie inteligentną złośliwość. Obserwując obecne kobiety z przyjemnością stwierdzam, że wyprzedzamy facetów o kilka okrążeń, chociaż byłoby nam zdecydowanie łatwiej gdyby nadążali:)Całusy:)