Gdy nadchodzą takie czasy, że budząc się rano muszę spojrzeć do kalendarza, by sprawdzić w jakim jestem dniu, wieczorem zasypiam na stojąco, praca przygniata mnie do ziemi, a dzieci jedzą pizzę trzeci dzień pod rząd, to nawet tu nie zaglądam.
Wariacki tydzień skończył się w sobotę, gdy po całym dniu snu, nareszcie rozluźniona poszłam na koncert poświęcony Andrzejowi Zausze, piękny, wzruszający, czarowny koncert w Teatrze Słowackiego.
A jako, że dziś zaczął mi się kolejny wariacki tydzień, to na teraz tylko krótka informacja: zbliża się 19-go listopada, czyli dzień-który-wybrałam-sobie-na-świętowanie-44-tfu-urodzin.
W związku z powyższym pomysł pomieszania wirtuala z realem i zaproszenia Was na imprezę nic nie stracił na aktualności, aczkolwiek z powodu posiadania tylko dwóch łazienek muszę limitować miejsca do spania na mojej podłodze.
Kto ma więc ochotę na przyjazd z karimatą i śpiworem, to niech do mnie napisze, bo część podłogi jest już zajęta:)
Nie ma to jak odrobina szaleństwa w tym życiu dotkniętym bylejakością pragnienia : „Byle do piątku”.
Miłego dla Was!
Li.

Li,jesteś kochana:)Sama na siebie nałożyłam i sama kiedyś te pęta zerwę:)
Joaśka, przecież nie może być inaczej:*
mogę przybyć? proszę!
Agawa, im dalej od Sądu tym lepiej:)
Dana, a kto na Ciebie nałożył takie pęta milczenia? Ten blog bez Twoich komentarzy, to nie jest ten sam blog;-)
Ola! Pewnie Loch Camelot, a kino to Kiniarnia w Arsie przy ulicy Jana? Przyjeżdżaj znowu, to pójdziemy:)
:) się mi podoba: miejsce wirtualne przy stole :)Zatem – niestety tylko takie, poproszę :)A ja tym czasie wzniosę toast za Twoje zdrowie gdzie indziej :)Buziaki… z żalem ogromnym, bo jakoś mi blisko do Ciebie, nie wirtualnie zupełnie…Ostanio sobie myślałam, ze gdyby mi się kiedykolwiek przyszło z sądami się borykać, to lęku nie odczuwam ;) Przecież zawsze mogę skierować się do Ciebie :) Jakoś mi pewniej na duszy :)I mam nadzieję, ze po pierwsze- nigdy nie będę musiała z tym do Ciebie się kierować, po drugie – nie odmuwisz w razie czego ;)
Miałam się nie odzywać i udało mi dotrzymać słowa, ale dziś……..Jesteś Cudowną Wariatką!:))))Całusy!!!!….za wariactwo-oczywiście:)
Pomóż, proszę. Bo my la temu kiedyś siedzieliśmy w tej knajpce i patrzeliśmy na kino co bardzo klimatyczne jest. I w zeszłym roku (co wiesz) znowu tam byliśmy i żadne z nas nie pamięta nazwy ani knajpki ani kina na dzień dzisiejszy. Wiem, że byłaś w tym kinie, przy barze sie siedzi, a tą knajpkę z okien widać. Wiesz? wiedz, bo poległam na pamięci własnej.
Hamaki nie byłyby poręczniejsze? :D
Karla, wariatko, a wiesz jakiego ja mam stresa? już kombinuję czy zdążę z botoksem…:P
rezerwuję wirtualne miejsce przy Twoim stole!
niecały miesiąc… O rety! pewnie nie zdążę zmniejszyć objętosci więc poproszę o podwójną miejscówkę:D
Serdeczności i twardości, bo kto nie tego twardego, musi mieć co innego, całusyj
Juhhhhuuu…..:)Nie znamy się, choć to pewnie pytanie co oznacza znanie i nieznanie w internecie?… Ale bardzo się cieszyłam widząc nowy wpis:) Wytrwałości w na "nowy, kolejny tydzień".