Postanowiłyśmy z D. jak najczęściej powtarzać takie weekendy jak ten.
Raz w Konstancinie, raz w Krakowie. Wszystko jest na tak: żadnego spinania się, obopólna pochwała sobotniego lenistwa, każdy robi to na co ma ochotę, a gdy robimy coś razem, to nam wychodzi.
Nasze córki przykleiły się do siebie już parę miesięcy temu i klej między nimi trzyma coraz mocniej, co nas cieszy.
Nasze córki przykleiły się do siebie już parę miesięcy temu i klej między nimi trzyma coraz mocniej, co nas cieszy.
Spędziłyśmy razem z dziećmi świetny wieczór, najpierw w Teatrze Komedia na sztuce „Nikt nie jest doskonały”, pośmiałyśmy się z oczywistości, ale fajnych, potem poszłyśmy na kolację do „El Popo”, umówiłam się tam z Kaśką-aurorą i jej znajomymi, też przyjechała na weekend do Warszawy.
A teraz siedzimy już w domu nad zieloną herbatą, rozmawiamy leniwie każda znad swojego laptopa, w tle piosenki Grechuty, obok mruczące koty, jestem zwyczajnie szczęśliwa, zrelaksowana i zachwycona.
Można przypadkiem na swojej drodze spotkać człowieka, z którym nagle pasujesz jak puzzel, bez bagażu wspólnych znajomych, bez towarzyskiej przeszłości, ale za to z ogromną chęcią budowania przyjacielskiej przyszłości i tkania planów spotkań. I ten ktoś, z kim tak dobrze się milczy i tak dobrze się gada, ma dom,
w którym czujesz się jak u siebie, pełen obrazów, książek i figurek kotów.
To ktoś, kto też mówi, że noc jest najpiękniejszą porą dnia, lubi granice światła stojącej lampy i rubinowe iskry w lampce wina.
I do tego ten ktoś potrafi realizować swoje marzenia, ma w związku z tym własny, oliwny gaj w Toskanii, niczego się nie boi, myśli pozytywnie i zawsze z wersją optymistyczną, świetnie gotuje i jeździ jak rajdowiec
Kocham takie kobiety, kocham!
Li.
A teraz siedzimy już w domu nad zieloną herbatą, rozmawiamy leniwie każda znad swojego laptopa, w tle piosenki Grechuty, obok mruczące koty, jestem zwyczajnie szczęśliwa, zrelaksowana i zachwycona.
Można przypadkiem na swojej drodze spotkać człowieka, z którym nagle pasujesz jak puzzel, bez bagażu wspólnych znajomych, bez towarzyskiej przeszłości, ale za to z ogromną chęcią budowania przyjacielskiej przyszłości i tkania planów spotkań. I ten ktoś, z kim tak dobrze się milczy i tak dobrze się gada, ma dom,
w którym czujesz się jak u siebie, pełen obrazów, książek i figurek kotów.
To ktoś, kto też mówi, że noc jest najpiękniejszą porą dnia, lubi granice światła stojącej lampy i rubinowe iskry w lampce wina.
I do tego ten ktoś potrafi realizować swoje marzenia, ma w związku z tym własny, oliwny gaj w Toskanii, niczego się nie boi, myśli pozytywnie i zawsze z wersją optymistyczną, świetnie gotuje i jeździ jak rajdowiec
Kocham takie kobiety, kocham!
Li.

Li, mnie tam sierść nie przeszkadza, mam jej w domu pod dostatkiem:), mnie wogóle mało co przeszkadza – można do mnie przyjść z kozą na sznurku:)
sisi, jeden kot spał przytulony do mnie, drugi w mojej walizce (turecki van z zimową sierścią:)), mops ma ADHD, sierść wszędzie, ale jakie to ma znaczenie wobec przyjemności i samoprzylepnycb odkudlających rolek? :)
Nie ma nic piekniejszego… Korzystaj, delektuj sie i chlon ta atmosfere. Powiem Ci, ze jestem od lat odcieta od najwazniejszych dla mnie przyjaciol. Czekam juz lata zeby natrafic choc na marna namiastke tutaj gdzie jestem. Jest cholernie ciezko spotkac kogos kto choc w malym stopniu by pasowal jak ten wspomniany przez Ciebie puzzel. Szczegolnie w moim specyficznym miescie.Dlatego troche zazdraszczam, ale jak najbardzoej pozytywnie:-)Buziak
cóż ja mogę napisać… ech…u mnie byś się chyba załamała….pies- wielki i kochany – taki człowiek, co nie mówi z niego:), psia sierść wszędzie, kot odszedł do krainy wiecznych łowów w maju, hałaśliwi ludzie, krzyczący bobas… jedynie ilość książek zadawalająca wręcz w nadmiarze – są wszędzie – w pokojach, na przedpokoju, w kuchni…no i sprzęt mojego męża – muzyka- organy, mokrofony, gitary… generalny horror…
taaak, i co najfajniejsze – bez spinania sie
To cudowne, podziwiam i zazdroszczę, obu wam.Marzenia – chciałabym umieć spojrzeć w oczy swoim marzeniom, zamiast udawać, że ich nie rozpoznaję i uciekać wzrokiem. Na razie ciągle nie wiem nic.Ograniczam się więc do "zastygania w zachwycie" nad drobiazgami. Dobrze, że chociaż to umiem.
Ja też mam kogoś takiego z tym, że są dwie różnice – nie ma gaju w Toskanii i nie jest kobietą. Ale reszta się zgadza ;))
To się nazywa dar losu. Serendipity. Pozytywnie zazdroszczę :).