Dziś zrobiłam to, co powinnam zrobić już dawno.
USG w … no właśnie w … tam, zimne, brrr! Drugie USG wyżej też, na szczęście cieplejsze, mammografię, badania- jakie to wiadomo- spłynęło we mnie poczucie ulgi i noszę je w sobie do teraz z wielką przyjemnością.
Uff… no bo dlaczego nie ja? Poczucie ulgi kosztowało 450 złotych, ale było to najlepiej wydane 450 złotych w ostatnim czasie. Mogę więc spokojnie planować przyszłość i właśnie kupuję osiem biletów na koncert Coldplay we wrześniu w Warszawie. Moje córki z pewnością oddalą się ode mnie na bezpieczną odległość, żeby nikt nas ze sobą nie powiązał, a ja z D. sobie poszaleję, a co! Za osiem miesięcy.
W związku z powyższym mam do Ciebie pytanie: kiedy ostatnio robiłaś sobie dokładne badania, USG, mammografię, cytologię, no kiedy? Tak, Ciebie pytam, Ciebie! Ciebie, którą czasem bez powodu coś boli.
Nie chowaj się za monitorem, tylko jutro marsz do rejestracji!
Nie chowaj się za monitorem, tylko jutro marsz do rejestracji!
…
A dziś dostałam maila, który był dla mnie przemiłą niespodzianką.
Na pewno mało kto z Was pamięta ten dzień.
Potem był raport filmowy.
Potem parę słit foci.
A potem tylko wiadomość, że koty zamieszkały w domu z ogrodem, u ludzi prześwietlonych przez D. do piątego pokolenia wstecz, aż dziwne, że nie zatrudnia w tym celu wywiadu gospodarczo-obyczajowego.
Minęło ponad półtora roku i dziś dostałam maila:
Witam, Pozwoliłam sobie do Pani napisać po tym, jak od Pani Dagmary otrzymałam namiary na Pani bloga. Jesteśmy z mężem szczęśliwymi posiadaczami dwóch kotów powodzian. Mają się świetnie. Są zdrowymi i silnymi kotami. Są moim oczkiem w głowie, rozpieszczane do granic możliwości :) Czytając wpis z 19 maja 2010 bardzo się wzruszyłam i nie mogłam do Pani nie napisać. Poza tą historią pozwoliłam sobie poczytać inne wpisy. Pisane wyśmienicie! Chce się czytać bez końca! Jednym tchem! Bardzo dziękuję za uratowanie tych dwóch kruszyn. Ma Pani wielkie serce! Życzę Pani wszystkiego najlepszego, Pozdrawiam Beata
Kilka ostatnich zdań z tego maila jest grubą, acz miłą przesadą, ale co najważniejsze, dostałam to:
Poczułam się jak matka, której dzieci po długiej podróży wróciły szczęśliwie do domu.
Moje maleństwa! Jak wyrosły! I jakie mają inteligentne mordki! I jakie oczy!
I jakie podobne do tatusia!
I jakie podobne do tatusia!
A ogonki to zupełnie po mamusi.
:)
Li.





Piękne koty! Też się dziwię. Jak można nie znosić kotów?
Jakie cudne kociaki, dobrze ze znalazły przyjazny domek.Wyrosły bardzo.Anita Z.
cytologię bohatersko zrobiłam pół roku temu…ze strachem wielkim… ok,…. kilka miesięcy temu przypadkowo u laryngologa załapałam się na stroboskopię – niechcący powiedziałam, że coś tam w gardle mi przeszkadza i mi jakieś cóś do krtani kobita zapakowała, trzymając mój nieszczęsny język chwytem imadła – ale była jazda, błe + 250 zł za tę rozkosz…ok, nerwy podobno, u gastrologa byłam miesiąc temu – nerwy…znaczy psychiatra mi został:) a wogóle to mam urlopik i tartę!!!! w piekarniku!!!! matuchnooo, ja przecież nie umiem gotować:)))
Piekne koty… O jak ja bym chciala miec kota… Piekne sa!
Nie, na stronie przeczytałam, że rezerwacje są zalecane w weekendy
Do kina idę jutro, kolacja aktualna:* Zrobiłaś rezerwację?
Dziwnym trafem też byłam na USG wczoraj! Dostałam skierowanie na mammografię. Nie jest dobrze :( Ale przynajmniej za darmo, mam w pakiecie fundowanym przez firmę :) kociaki słodkie!P.s. mam nadzieję, ze do kina idziesz przed naszą kolacją a nie w trakcie :)
Kochane moje idę na Losty:) Dobrej nocki życzę:)
Morus_ owca_w_wilczej_skórze:)
Li:))))))))))) matriarchat rules:)))
Aniu, ja miałam owczarka długowłosego, nie ma Go 13 lat i też Go kocham i bardzo tęsknię, to był SuperPies:)
viki, słusznie, im nas więcej, tym mniej wojen;-)
w stronę suczki:)
Rety, ale Wy mnie odrywacie od roboty. Pozew mam pisać, a nie siedzieć na blogu!
Mój pies w kuwecie = rozpierdzieleniem zawartości piaskowej po domu. No tak, myśliwy z niego jak cholera, tylko nie mogę sobie przypomnieć… Nie, nie miniaturki, normalna bestia;-)
a w którą stronę ten zabieg?
Pies mojej córki sika na podkład higieniczny. A wychodzić nie bardzo lubi.A szczurki też są cudowne. Kocham szczury. Mój nazywał się Helmut i był jedną z najbardziej ukochanych przeze mnie istot na świecie, naprawdę.Nie ma go już pięć lat, a ja dalej go kocham.
no właśnie viki, to przez te manipulacje genetyczne! To powinno być zakazane!
a "upolowane" jedzonko chowa po wszystkich kątach i zostawia na cięższe czasy;))))
oj, bardzo kochane, ale Li nas nie wypierdzieli bo oprócz kotów ma też psa:)))ja serio myślę o kupieniu jeszcze jednego:)powiem Wam kochane, że moja psinka to .. no właśnie nie wiadomo kto, raczej suczka, ale.. taka trochę hemafrodyta, bardzo rzadki przypadek lol, czeka ją zabieg chirurgiczny, czasem myślę, że to przez to moje skrzywienie- uwielbienie dla gejów hahahahhaha tak ją los pokarał, mam 2 w jednym;)
Ale żeby pies do kuwety… to już przesada, powiem Wam po konsultacji z moim psem i kotami:)
no pewnie, że kochane! Gdzieś czytałam, że w małym ciałku yorka jest wielkie serce myśliwego, podobno tkacze w Szkocji hodowali yorki do polowań na szczury. Rzecz jasna te współczesne yorki zminiaturyzowane do granic szaleństwa szczurowi nie dałyby rady.
ale powiedz viki, kochane, co? (zobaczysz, zaraz nas Monia wypierdzieli z bloga);-)
ola:)))) to zupełnie jak mój, śpi ze mną, pod kołdrą nawet nosa nie wyściubi, ale jak grzeje:), pożera kredki, i sika :(((( ale parę razy udało mu się do kuwetki:0
Kotów tez nie mam , mam yorka jak viki, śpi z nami, pożera dziecku kredki a jak wychodzimy to sika w domu.
Teraz płonę,płonę…lalalala:)
To się wstydź, mogę dowalić, że całkiem ładna z ciebie kobiecinka? teraz spłoń!;-)
aurora, przede wszystkim to ja przecież nie mam serca:P
anatema, jak daleko sięgam pamięcią, tak glinianych garów nie pamiętam.I jak można nie znosić kotów, co one takiego Ci zrobiły? Tak tylko pytam…
Ja się wzruszam,kobiecinko z Krakowa /pytałam kiedyś czy pamiętasz gliniane garnki na Kleparzu,Li? / ,ale kotów nie znoszę :( Czy zrekompensuje ten brak znoszenia lubienie owczarków niemieckich ?Mam cudnego Stinga :) A akcja powodziowa na medal jakiś była :o!
Pięknie wyrosły :-)
"Miła przesada" dotyczy wielkiego serca, jak sądzę. Podejrzewam, a graniczy to niemal z pewnością, że Li serce ma statystycznej, właściwej dla swej płci wielkości oraz wagi ;D
Muszę to poważnie przemyśleć. Wśród dokarmianych w naszym osiedlu kotek na pewno są jeszcze niewysterylizowane i wiosną będą kotki. Bo on musi być naprawdę mały, aby nie zdążył zasmakować sytego życia na wolności. Pozostanie mi tylko przekonać męża. I psa.
Li, skup się na tych co wzruszają:)
ola, ojtam, ja to się zawsze wstydzę, gdy ktoś mnie pochwali. Jestem skromną kobiecinką z Krakowa, li i jedynie:)
odkąd mam york'a zastanawiam się dlaczego tylko jednego:)))
viki, jedni się wzruszają, a inni nienawidzą, ot!
Które są przesadą miłą? Nie zauważyłam żadnej. Przewertowałam Twojego bloga wstecz, na Li weszłam i od początku. Wycinki z życia, wiem, epizody…Które są przesadą miłą? Nie zauważyłam żadnej.
Zastanawiam się Aniu, czy kotka nie przestałaby sikać, gdyby miała jakieś zajęcie. Np. wychowywanie młodego kociaka?
No i oczywiście gratuluję takich pięknych kocich dzieci. A wiesz, że odkąd moja starsza córka ma Chichuachuę (Cziłąłę?), ja czuję się poniekąd babcią.A gdyby nie zimna wojna psychologiczna między moimi zwierzakami i brak niezasikanych miejsc bardzo bym chciała przygarnąć jeszcze jakąś stworę.
O rany… Mój mąż, zakochany po uszy w naszej kotce, dopatrzył się podobieństwa w pewnej małej niesymetryczności w budowie oczu… (ja tej niesymetryczności w ogóle nie widzę, ani u niego, ani u kotki). A kotka ma to PO NIM :)Przyniósł ją gdy miała dwa miesiące, dostał w prezencie służbowym – do jego szefa przyszła ciężarna kotka i na drugi dzień urodziła czworo dzieci. To było ponad 13 lat temu.
Dla tego :"Czytając wpis z 19 maja 2010 bardzo się wzruszyłam i nie mogłam do Pani nie napisać. Poza tą historią pozwoliłam sobie poczytać inne wpisy. Pisane wyśmienicie! Chce się czytać bez końca! Jednym tchem!":)
kocie ma się po mamusi!
Ogonki to zawsze się ma, jak się ma oczywiście – po tatusiu ;D
Dla czego? Blog nie ma tu nic do rzeczy, przecież i tak ratowałabym te kociaki!
i dla tego wybij sobie z głowy zamykanie bloga, Pani Li:)koty prześliczne:)