Po bezskutecznym maltretowaniu łóżka przewracaniem się z boku na bok, po dręczeniu kołdry naciąganiem na wszystkie strony, po znęcaniu się nad poduszką, wstałam, wzięłam prysznic i oto mam przed sobą kilka godzin do zagospodarowania, przy czym akurat chęć wykonywania leżących odłogiem czynności domowych jest głęboko uśpiona. Włączyłam sobie płytę z Evą Cassidy, cisza w domu łagodnie niesie muzykę prosto we mnie, półleżę na kanapie i gdyby nie konieczność porannej pracy, byłabym spokojna i szczęśliwa.
W pakiecie z bezsenną nocą przychodzi jednak brak koncentracji i podkrążone oczy, odporne na korektor i krem, ale pomyślę o tym rano.
Wiejący mocno wiatr wali w okna deszczem ze śniegiem, budzi tym czujność psa, koty pozostają obojętne. Czajnik szumi zapowiedzią herbaty porzeczkowej z kardamonem, będzie gęsta od miodu, cytryny i imbiru, zestaw godny przerazić każdego wytrawnego smakosza herbaty, a dla mnie najlepszy na zimną zaokiennie noc.
Nocowanie-harcowanie czas zacząć, nałożę sobie na twarz zieloną maseczkę, lubię zrobić z siebie upiora, bo efekt jest tego wart.
Ech, jak to uwielbiam-gruby szlafrok, zieloną maseczkę, skarpetki na nogach, muzykę, pled, książkę i ciepłe światło lampy, w sumie wychodzi najprzytulniejszy zestaw na taką noc.
Z braku laku, oczywiście.
Ale z drugiej strony lak wykluczałby takie noce i otwarte paradowanie w ulubionej maseczce…, bo jeżeli chodzi o maseczki, zwłaszcza zielone, to lepiej zejść do podziemia.
Z braku laku, oczywiście.
Ale z drugiej strony lak wykluczałby takie noce i otwarte paradowanie w ulubionej maseczce…, bo jeżeli chodzi o maseczki, zwłaszcza zielone, to lepiej zejść do podziemia.
Li.

Li, dokładnie się z Tobą zgadzam, dlatego skomentowałam to u Ciebie z uśmieszkami:)))Myślę, że na tyle ile mogłam poznałam ją już i to jej "bo mnie to wkurwia" nie jest wulgarne i mnie rozśmieszyło:)Chustka z pewnością nie typem męczennicy i uwiera jej taka gloria i aureolka :)Tylko takie foksalówny przychodzą do niej i "błyskotliwie" wrzucają teksty o " Panu Makiawelim"- (pisownia oryginalna tejże mądrali).
o i z błędami jeszcze: nie: gro tylko grosnie: średniale tylko średni alewstyd…
eeeeeeeee…. Li serce, ja myślę że gro ludzi w ten sposób stara się poprostu okazać sympatię, wiele uczuć z głębi serca płynących, patrz: ja i może dlatego piszę bzdury, bo talent literacki u mnie średniale serducho pojemne…
Nie chodzi tu o Pollyannę. Czasem myślę, że ludzie tracą z pola widzenia rzeczywistą treść bloga. I myślę, że lepiej nic nie pisać w komentarzach niż pisać bzdury.
e… Pollyanna:), to takie średnie wkurwienie:))) ja tam chciałabym umieć wszędzie widzieć pozytywne strony, bo mam niestety wręcz przeciwnie… no ale mnie nikt nie idealizuje, ech…
viki, Chustka ma rację, nie można jej stawiać pomnika za życia, to jest kobieta z krwi i kości, bystra, piekielnie inteligentna, z ogromnym poczuciem humoru, ale jednak niedoskonała i ze świadomością swojej niedoskonałości. Wiem co ją tak wkurwiło, czasem mam tak samo.
szczęśliwi czasu nie liczą:)sisi, do Michałka wchodzę każdego dnia z ciężkim sercem:(Chustka, fakt- mądra i twarda sztuka, podziwiam ją, chociaż ja wkurwiamy jak przeczytałam przed chwilą::)))Trzeba mieć jaja i wielką osobowość, by tak pisać bloga.
Twój blogowy chronometr wskazuje czas w Tijuanie. W zasadzie między Krakowem a Tijuaną nie ma specjalnej różnicy. No, może Kraków jest bardziej egzotyczny ;D
oczywiście:) jestem za:) w sumie podoba mi się, że mamy dopiero 5 rano i przed nami jeszcze cały, może piękny dzień… śnieg tu u mnie pada i słoneczko świeci, tylko w domu coś dziwnie zimno
Nic nie kombinowałam, blogger kombinuje i w dodatku nie reaguje na polecenie zmiany czasu! Ale przecież czas jest pojęciem względnym, więc nie zwracajmy na to uwagi:)
co to za godziny się tu wyświetlają, Li czy Ty coś tu kombinowałaś z tym blogiem? Zdecydowanie nie jest 04.47 tylko 13.48… podróż w czasie..a rozumiem…
Przed chwilką poczytałam Chustkę… ale to mądra i twarda babka jest. Nawet nie umiem napisać, co ja – osoba, wpadająca w panikę przy każdym ukłuciu bólu, czuję, gdy o niej myślę… Znalazłam tam też link do strony małego chłopca – Misia…Li, ja zawsze byłam mocno wątpiąca ale teraz, jak przeczytałam o tym chłopaczku, to zaczynam chyba zupełnie tracić wiarę, albo może czuję tak, jak Hłasko -"jeśli Bóg istnieje i pozwala na takie rzeczy to jest starą, żydowską…itd" reszte cytatu z pewnością znasz.
sisi, maseczka przynajmniej nie rzęzi, nie gdera, nie czepia się, a jaka cera jest po niej piękna:P
Li, ja też w nocy wędrowałam ale na paluszkach, bo reszta towarzystwa spała snem sprawiedliwych… maseczki nie zrobiłam, muzyki nie słuchałam, skulona na taborecie w kuchni czytałam książkę; nawet psica uznała, że nie warto mi towarzyszyć, bo skoro nic nie jem, to ona woli iść chrapać jak piła tarczowa…a mój "lak" nie ulitował się nade mną zziębniętą, nie przytulił, tylko rzęził tak samo głośno jak psica rozwalony na mojej połowie łóżka- zaspał do pracy, hehe, ale nie omieszkał zadzwonić (ja mam urlopik), żeby zwrócić mi uwagę, że przez to, że palę w nocy światło w kuchni, on spóźnia się do pracy, bo się biedaczek nie wysypia przez moje harce…
przecież śpiewać każdy może, naukowo potwierdził J.Sthur;-) fakt, że nie każdy może słuchać, ale przecież zawsze można wyjść;-) co do wiatru to chyba sporo osób ma przez niego bezsenne noce.. ale czytając autorkę, widzimy, że bezsenne noce mają swój specyficzny klimat.. gorzej z porankami, aleeee.. Pozdrwiam
Li, ale jak czysto:)
viki, ja z reguły cienko śpiewam:PTwoja wiara w moje możliwości zdumiewa mnie nieustannie:D
oj auroro, Li tak samo pięknie zaśpiewa, no może trochę bardziej jeszcze demonicznie;P
Nie wiem, czy Li znajdzie o tej porze w Krakowie Nosowską ;D Choć w zasadzie…:D
ups – przywitać,miało być
auroro, zawsze Li może przywiać klientów piosenką "Zieloni mi" w wykonaniu Nosowskiej, ta wersja ma bardziej demoniczny klimat:)http://www.youtube.com/watch?v=gVNVPnJR2P8
W moim odczuciu lepiej narzekać na brak laku niż na jego stałą obecność.Tyle tylko,że w obu przypadkach ma się złudzenie,że byłoby lepiej gdyby….Anna
Ania, do podziemia, zejdź do podziemia:P
Przed wyjściem do pracy nie zapomnij zmyć tej zielonej poświaty. Niektórzy ludzie są wrażliwi ;D
Li, ja oglądnęłam "Lost", wyłączyłam kompa i gdzieś do 3.30 kręciłam młynka na łóżku, nijak nie mogłam zasnąć, teraz już wiem co zrobić następnom razom ;) A co do piosenki, to całkiem prorocza była…."13 nawet w grudniu jest wiosna", bo u mnie było wczoraj 8 stopni. W nocy za to nadciągnęła burza z piorunami, a wiatr chciał porwać dach. Chyba to powodowało wczorajszą bezsenność. Dziś krem, fluid, makijaż lekko mocniejszy i byle do wieczora:)
Bo u mnie dopiero 8:40 wieczorem…idę się kąpać, szlafrok nałożę ale maseczki już nie, bo lak się po domu pałęta ;-)
A dlaczego Ty nie śpisz?
Ania, noc jeszcze trwa:) Jest wpół do piątej, choć blogger uparcie w komentarzach pokazuje inny czas… jutro pracy mam na kilka godzin, szybko wrócę do domu i pewnie zasnę popołudniu. Tym samym historia powtórzy się znowu- nie będę mogła spać w nocy…i… maseczka na twarz, szlafrok, muzyka…:D
To jak, już do pracy się szykujesz?Jak sobie z tym radzisz po nieprzespanej nocy?
Jak przyjadę do Ciebie, to pomaseczkujemy razem;-) Mam jeszcze fajną niebieską! :D
Zielona maseczka plus zielona herbatka na zielonej wyspie ;-). "Teledysk" przypomina irlandzkie klimaty ;-). Idę spać, dobranoc!
Ha! no własnie!
Nie lamentuj braku tego laku tylko się ciesz, że w zielonej masce możesz bezkarnie po domu paradować ;-)