Nareszcie rozebrałam uschniętą choinkę, a szczęśliwe koty rozwłóczyły po domu resztki anielskich włosów, zwanych w mniej cywilizowanych rejonach kraju lametą.
Tym samym symbol świątecznej atmosfery wylądował na śmietniku, następnym symbolem będą żółte kurczaczki.
Zastanawiam się co zrobić z wyjątkowo paskudnym choinkowym stojakiem.
Historia jego nabycia była konsekwencją kupowania drzewka wieczorem na Kleparzu, w ciemnościach, ale przecież pomimo nich dokładnie widziałam, że choinka jest prosta jak kij od miotły. Nie wiem jakich to socjotechnik użyli na mnie dwaj sprzedawcy- w każdym razie w domu okazało się, że choina pień ma wygięty w pytajnik i nie może złapać równowagi. Próba nabijania jej na stojak poprzez walenie w podłogę powiodła się tylko częściowo- na stojak nabiła się nawet bez specjalnego protestu, ale od stojaka odpadła jedna drewniana noga. Z trzech.
Na dwóch drań stać nie chciał.
O wpół do dziesiątej wieczorem w przedwigilijną noc pojechałam z Karolcią na poszukiwanie stojaka, znalazłyśmy ostatnią sztukę w Realu, paskudztwo wyjątkowe, plastikowy, zielony statek kosmiczny na sześciu nogach z dziurą na pień i trzema wielkimi śrubami do jego przykręcenia.
Ohyda! Ale wyjścia nie było.
Nabyłam go więc z największym obrzydzeniem, nasadziłam choinkę, przykręciłam śrubami, stała krzywa jak nie przymierzając Torre Pendente, Bobcio przekonany, że to zabawka specjalnie dla niego, przewrócił ją w pierwszą noc, resztę swojego życia spędziła uwiązana na złotym łańcuchu do wspornika półki.
A dziś kończy swój żywot, rozebrana i wysuszona wygląda żałośnie, resztki anielskich włosów podkreślają jej nie-urodę, wciągnęłam ją po schodach na taras, a potem pofrunęła na ziemię, kto w ten sposób zabija choinkę podlega karze posiadania rozsypanych igieł, a worki do odkurzacza skończyły się właśnie dziś.
Zostawić awaryjnie stojak, czy nie zostawić, oto jest pytanie?
Takie oto zastępcze problemy targają mną w to piątkowe popołudnie.
Warto czasem zająć się błahą sprawą stojaka, nadać jej ważność, puścić przodem w kolejce myśli i historii do rozwiązania.
A o wielkich problemach mojego świata pomyślę jutro. Albo pojutrze.
Li.

Znalazłam Cię! Nareszcie! Witaj :-) Tyle czasu Cię szukałam :-) Czytałam namiętnie Twojego poprzedniego bloga i od czasu gdy go zamknęłaś, próbowałam Cię odnaleźć. Udało mi się dzięki Blogowi Roku i Chustce :-) Ależ się cieszę! Przeczytałam już wszystko zaległe i teraz już będę na bieżąco. Gratuluje strychu, wiedziałam, że Ci się uda :-) A nawiązując do wpisu – w moim rodzinnym domu w Łodzi na choince jest zarówno lameta jak i włosy anielskie. Lameta to srebrne nitki, natomiast włosy anielskie to taki rodzaj pasków z folii, stopionej na górze i tworzącej jakby płaszcz dookoła całej choinki. Nie wiem jak to wyjaśnić do końca, ale nigdzie już nie można znaleźć takich włosów. Te Rodziców mają chyba ze 100 lat i niestety są już na wykończeniu. Nie kojarzę też żadnej "znajomej" choinki, która by to miała na sobie. Bardzo jestem ciekawa co u Ciebie jest tymi włosami. A nuż w Krakowie można kupić to cudo, którego bezskutecznie poszukujemy od lat?Pozdrawiam ze śnieżnego Sztokholmu!Imienniczka Twojej Młodszej :-)
Czy Ty przypadkiem nie kupowałaś choinki razem z moim Osobistym?! Wypisz, wymaluj taka sama prosta inaczej :) Chociaż może i nie, bo moja jeszcze igły ma. Dziś tez mam zamiar pozbawić dom świątecznego nastroju. Zostaną tylko lampki na rurze od CO, ale komu by się chciało to odplątać? Pozdrawiam :)
ha! moge komentowac! zainstalowalam Google Chrome! ha! tralalala! czuje sie jakby mi ktos zwrocil glos; teraz moge spokojnie isc spac, dobranoc wszystkim oraz milej soboty :))))
W sprawie Szerloka – gorąco polecam tego "nowoczesnego":http://www.youtube.com/watch?v=cSQq_bC5kIw
Morderczyni! Li i jedynie…ja tam trzymam swoją do końca stycznia!
Li, plan mam taki, aby jutro zabrać sie za sprzątnięcie choineczki, ale jak to z plami bywa, może się różnie zdarzyć, ponieważ mam ochotę zrobić pierogi, a wiadomo, to potrawa bardzo czasochłonna.Pozdrowionka dla Ciebie i Czytelniczek/ ków
Juz myslalam, ze tylko Viki i Pani starsza maja wejscie. ;))
a ja idę nareszcie na tego Sherlocka, pa!
U nas z zalozenia stojaki sa obrzydliwe i zakrywa sie je choinkowymi spodniczkami. Dzieki temu pies ma na czym lezec pod choinka. Nasz chyba myslal, ze to dla niego nowe logowisko w lesnych klimatach.
Lola, Tobie???? Prędzej bym sobie język ucięła!
Kiedyś u kogoś widziałam cudny metalowy. Ale on był odlewany z żeliwa ze sto lat temu. Miał urok starocia.
WRESZCIE! No wreszcie widze komentarze i z radosci od razu jeden napisze. Juz myslalam, ze Li kochana zalozylas mi blokade.
Też niezdzierżam :)
toć to się tu kawiarenka zrobiła z kilkoma stolikami :) A Li z tacą pomyka pomiędzy nimi :))))
Ja od ósmego do dziewiętnastego roku życia mieszkałam w Zakopanem, a teraz jeżdżę tam często bo mam tam przyjaciółkę najlepszą, bo szkolną. Więc chodzenie na nogach po polu pod dżewami (jak dżem) zawsze mnie wzrusza :)
:)) zapomniałam się uśmiechnąć:)
och, to ja lepiej przestanę, bo tego klasyka to ja klasycznie wręcz niezdzierżam
Stojak zostaw, może się przydać, a jego wątpliwą urodę można zawsze przysłonić jakimś drapowanym kawałkiem materiału.Mam w domu stojak metalowy, ale on też urodny nie jest, pewnie stojaki tak mają.Taka "zużyta" choinka to smutny widok a do tego te igły….potrafią tkwić w dywanie przetrzymując spokojnie każde sprzątanie.
Toteż na wszelki wypadek powędrował do schowka.
Wiki, kojarzy mi się to z politykiem średnio starszego pokolenia (za klasykiem :))
Kinga zauważ, że na wszelki wypadem piszę i drzewko i choinka :)Przez te wszystkie przeprowadzki jakie zafundowali mi moi Rodzice, mówię i tak i tak. Wychodzę na pole i na dwór, na choince alias drzewku mam bombki i bańki… :)
viki, widoku tego ohydztwa z kurczaczkami nie zniesę:P
O patrzcie, blogger pozwala teraz na bezpośrednie odpowiedzi:)
Zapiłam i zabiłam? O jezu, zląkłam się sama siebie:P
To o mumii pisałam ja,klątwa ;) ,moja Zu nie wylogowuje się :(
Stojak wyrzucić skoro tkwi jak drzazga w dupie.Ale.Może być sytuacja,że szukając awaryjnie znowu taki sam kupisz,Li.Wyschnięta choinka z resztką anielskich włosów, kojarzy się niezmiennie ze zmumifikowaną kobietą :D
Też się zastanawiałam, czemu ten Jan do każdego komentarza się dopisuje, bezczelny. Oby w lutym się poprawiło :)
Zapewniam Cię, "choinka" również funkcjonuje:)gabi
Witam moją kochaną paniąśredniostarszą :)
Li, a przecież u Was nie mówi się choinka, tylko drzewko, prawda? I na drzewku macie bańki, czyż nie? (Nie wiem, jak napisać, żeby było słychać – może dżewko?) Kocham Kraków!
Cudnie, viki, popłakałam się ze śmiechu!
Aha, czyli jestem anonimowy Jan…Po co mijać się z prawdą?Niejan.
Li, a nie da się z niego zrobić wieńca wielkanocnego, pięknie udekorowanego pisankami, baziami, kokardkami, kurczaczkami, wiesz taka rewitalizacja i domowy recykling :)))
ZAPIŁAŚ, niestety ;(((
Uwielbiam te Twoje opowiadania o Bobciu – Bohaterze Ostatniej Akcji;)) Znowu uśmiałam się do łez wyobrażając sobie tok rozumowania tego zwierza dyndającego już po chwili na choinie;))Moja jeszcze stoi, a właściwie dogorywa. Mam ciarki jak pomyślę że W KOŃCU SIĘ BĘDĘ MUSIAŁA WZIĄĆ:)) (za nią)Miłego!gabi