Mijają moje noce i dni, kolejna sobota, ale nie będę liczyć która to sobota życia za mną, wolę liczyć na to, że jeszcze wiele sobót przede mną.
Trudno jednak intensywnie przeżywać każdą godzinę tak, jakby miała być godziną ostatnią.
Marnotrawienie czasu na działanie nic-nie-robieniem jest spędzaniem czasu przyjemnie i leniwie.
Tak jak teraz, gdy siedzę na dole sama z kubkiem gęstej od ingrediencji herbaty, dzieci na górze ciągle śpią, bo w soboty mogą spać ile im się tylko podoba, odkurzacz też jeszcze śpi, bo nie będę przecież buczeć im pod drzwiami, w związku z czym koty z moich kotów też śpią, śnieg pada w sposób absolutnie zachwycający, muszę jakoś odziać się i wyskoczyć na Kleparz po zakupy, ale tak bardzo mi się nie chce… Świadomość, że nie muszę się zmuszać jest jednak cudowna.
Wczoraj rodzinnie poszłyśmy do kina na Sherlocka, klasyka gatunku, jak ktoś lubi, to niech idzie. Ja lubię.
A jak do tego ogląda się błysk w oku Roberta, to mhmmm… mniam, mniam.
Za dwadzieścia druga, czas zacząć dzień powstaniem z kanapy.
Po pierwsze kawa, po drugie spokojne jej wypicie, po trzecie zastanowienie się na kolejnymi czynnościami, czyli w tym celu znowu muszę usiąść na kanapie…
Uwielbiam wolne soboty!



Kinga, dodaję miód i bardzo dużo cytryny, lubię mocny słodko-kwaśny smak. Plus oczywiście imbir i wszystko co mam, bo może być i sok malinowy i nalewka na spirytusie malinowa, ooo z rumem też fajnie:) Lubię do dzbanka wrzucić parę goździków, przekrojone na pół jabłko, parę cząstek pomarańczy, herbata jest gęsta jak zupa:))
Napisałabyś kiedyś co za ingrediencje dokładasz do herbaty. Co najlepsze na smutki, a co na chłody.Ja właśnie teraz grzeję ręce na kubku, w którym mam herbatę + starty na tarce świeży imbir + cytrynę + sok malinowy + rum Bacardi. Grzeje nieźle, ale jestem otwarta na nowości :)
Agatha, czuje się rozgrzeszona ;))))Li, a co do "piątek 13-ego" to kosztował mnie 550 zł:(((
Viki, u mnie kiedyś tam w polskiej "parafyji" był ksiądz po kolędzie i zeszliśmy na temat latania samolotem a on nagle wyskakuje z tekstem: " ja nigdy nie wsiadam do samolotu bez wina (pewnie mszalnego), bo co to za lot bez odlotu, jak jest dobra faza to i lot odlotowy ;-))). Li, na Twój stojak moja Jessica powiedziała, że to ośmiornica ;-)))
Zrób z niego wodopój dla kotów – wlejesz raz i masz spokój na miesiąc.Anita
Przyznaję…heh.Doris
potwór przeżuł choinkę i prosi o więcej..
Też lubię wolne soboty, a taka kiedy przed drugą po południu ja jeszcze w szlafroku a dzieciaki jeszcze w łóżkach jest naprawde wolna…
dobra ale w październiku, bo we wrześniu mam wesele w Meksyku:), do tego czasu będę unikać nawet komedii typu "czy leci z nami pilot", chociaż "air crash" na discovery też jest niezły:))))… chociaż ja generalnie lubię latać, gorzej z jazdą autobusem…
mi w samolocie chce się pić:)wszystko jedno co, byleby miało dużo procentów i pomagało zasnąć:) ja dziś cały dzień w szlafroku, trochę ogarniam mieszkanko, trochę czytam, popijam herbatkę z pigwą, a miałam taaaakie wielkie plany, co do zrobienia zmian w moim domku, ale w końcu weekend trwa i jeszcze mam szanse dokończyć to i owo.
Rasowy łazik marsjański.
Sisi, przeczytaj "Air Babylon", książkę po której będzie mi trudno wsiąść do samolotu:) I nareszcie w niej znalazłam odpowiedź na pytanie, dlaczego w samolocie zawsze chce mi się spać:D
e, w sumie można o nim wiele miłych słów powiedzieć, np., że jest zielony (ja bardzo lubię kolor zielony, chociaż stojak nie jest akurat w moim ulubionym odcieniu ale to pikuś), ma futurystyczny kształt – niczym podstawa jakiejś rakiety albo pojazdu kosmicznego… generalnie jest bardzo fajny:)))) i z pewnością wspomnisz go nie raz, gdy w przyszłym roku zadokujesz choinkę w czymś innym:))) i na tym polega jego czar – nie da się go zapomnieć:)co do leniuchowania, to ja dziś trochę posprzątałam ale generalnie poleguję, bo serducho dziś doskwiera, lak zajmuje się juniorem a ja czytam "Życie pryw.elit Drugiej Rzeczpospolitej"- przyjemne dość.
Fajny masz stojak.
ja tak tu dziś jestem "artystycznie natchniona",bo czytam blog o domowym recyklingu, niektóre pomysły bardzo inspirujące, inne nie do przyjęcia, ale fajnie pooglądać:)wyobraźnia ludzka nie zna granic i całe szczęście :)http://reliveathome.blogspot.com/
To idę. A śnieg – zapomniałam już, że może t a k wyglądać.
no mówię, że okazale :)no a w pasie raczej, my kobiety przeźroczyste, mamy trochę więcej, żeby go wciągnąć jako miniówkę:)
to ma średnicę pół metra!
:)nie taki diabeł straszny jak go malują, trochę gwiazdę przypomina, wystarczy uruchomić wyobraźnię ;) hmm gwiazdę np z Statuy Wolności:))na głowie prezentowałby się okazale :P
Rzuuuuucam na nieeeeego klątwę :)klątwa;)
Ja nawet w poważnych sytuacjach na pytanie co lubię robić/hobby,odpowiadam ,że lubię robić nic/nic nie robić/mieć święty spokój.I nie jest to bynajmniej odbierane jako oczywistość,tylko mniej więcej tak,jak to niegdyś zadane Tobie,Li pytanie po którym "idyjotką" zostałam :)Moim wolnym to niekoniecznie jest sobota i np.taka środa smakuje jeszcze bardziej,bo familia pracuje/uczy się a ja sama,sama:))))Wokół cisza,wiewiórki,szum lasu ,śnieg jak śnieg,deszcz gdy deszcz,upał bo upał,ha!klątwa;)
Oj, Doris, lepiej przyznaj, że pasuje Ci moje usprawiedliwienie leniuchowania:P
Liii… jesteś CUDOWNA:) Czytam Cię od dłuższego czasu, ale dopiero dzisiaj naszło mnie, żeby Ci to napisać:)Doris