Jakbym nie patrzyła za okno, to ciemność widzę, ciemność.
Dzienna ciemność przygnębia, odstraszają ją tylko wszystkie zapalone lampy w moim salonie i kilka doniczek z hiacyntami na parapecie.
Dzienna ciemność przygnębia, odstraszają ją tylko wszystkie zapalone lampy w moim salonie i kilka doniczek z hiacyntami na parapecie.
Chce mi się być w domu jak najwięcej.
Od pewnego czasu więcej koncepcyjnie pracuję tutaj, ostatecznie pisać pozwy i pisma mogę nawet w pociągu, gotuję obiady, sprzątam, głaszczę zwierzaki, odbieram telefony, wpadają znajomi na południowe kawy, wiadomo, że wychodzę w sprawach koniecznych, albo dla przyjemności,
ale tylko wtedy gdy ta przyjemność zdecydowanie przewyższa domową przyjemność wylegiwania się na własnej kanapie i picia kawy z kubka z anielskim skrzydłem (prezent gwiazdkowy od Karoliny, śliczny prawda?).
ale tylko wtedy gdy ta przyjemność zdecydowanie przewyższa domową przyjemność wylegiwania się na własnej kanapie i picia kawy z kubka z anielskim skrzydłem (prezent gwiazdkowy od Karoliny, śliczny prawda?).
Widocznie nadeszła era domatorstwa, po latach tułaczki mam swoje miejsce na ziemi, które ubóstwiam
i chcę w nim żyć.
I nareszcie mogę się nacieszyć tym, że w sypialni powiesiłam zasłony!
i chcę w nim żyć.
I nareszcie mogę się nacieszyć tym, że w sypialni powiesiłam zasłony!
Ech, a jak przyjdzie wiosna, to posadzę na tarasie nowe kwiaty, kupię sobie stół i wtedy to już naprawdę nie wiem, jaka siła mnie stąd ruszy…
Póki co ruszają mnie ferie i konieczność wyjazdu z Krakowa, córki mi tego nie podarują.
Plany mam zuchwałe, acz do końca nie sprecyzowane, może kilka dni w Pradze, a stamtąd wypad na dzień do Czeskiego Krumlova. Chciałabym pokazać dzieciom to niezwykle urokliwe miasteczko, gdzie czas stanął w miejscu, a romantyczność bije z każdego zaułka.
I koniecznie chcemy pojechać choć na dwa dni na narty, chyba znowu zapomniałam jak się jeździ! Niekończąca się to historia, co nowy sezon konieczny mi instruktor, pług, wywrotka, strach, a potem…fiuuuu i wiatr we włosach na niebieskiej trasie, cha cha…:)
No cóż, pewnych rzeczy nie przeskoczę, nie ma co nawet próbować, ale za to moje dziewczyny talent do nart mają po tatusiu. I dzięki mu za to!
Li.
Plany mam zuchwałe, acz do końca nie sprecyzowane, może kilka dni w Pradze, a stamtąd wypad na dzień do Czeskiego Krumlova. Chciałabym pokazać dzieciom to niezwykle urokliwe miasteczko, gdzie czas stanął w miejscu, a romantyczność bije z każdego zaułka.
I koniecznie chcemy pojechać choć na dwa dni na narty, chyba znowu zapomniałam jak się jeździ! Niekończąca się to historia, co nowy sezon konieczny mi instruktor, pług, wywrotka, strach, a potem…fiuuuu i wiatr we włosach na niebieskiej trasie, cha cha…:)
No cóż, pewnych rzeczy nie przeskoczę, nie ma co nawet próbować, ale za to moje dziewczyny talent do nart mają po tatusiu. I dzięki mu za to!
Li.


He,to książki nie będzie :(
Och, Li , co sezon potrzebny Ci nowy instruktor…tez tak robiłam…mówiłam , ze to daje mi znów uwierzyć w siebie na stoku..i dawało :))),,,a jacy ci chlopcy z AWF-u piękni byli…
Jak miło znów Cie czytać!!!!!Klarysa
Jak miło móc tu znów wejść i poczytać, od rumieńca do kontusza – bardzo mi się skojarzenia podobały, sama nic nie dodaję,dziś jestem trutniem :)
i pomyśleć, ze Wikipedia aspiruje na miano źródła wiedzy, a nawet nie podaje do informacji takiemu dajmy na to biednemu cudzoziemcowi, nazwanemu gdzieś przez kogoś "kutasem", co zacz znaczy:)I bidula będzie myślał, że jest zawieszką zasłonową, albo go ktoś pomylił z jakimś innym człowiekiem o takim ekspresyjnym nazwisku;P Swoją drogą znam chłopaka o nazwisku "Kutasik". No to już całkowita porażka, bo w tym kontekście "Kutas" brzmiałoby bardziej dumnie:)) Wiem, że nie ładnie tak się naśmiewać, ale dziwię się, że rodzice nie zmienili nazwiska, bo ten chłopiec miał mocno przekichane i w szkole i na podwórku.
WitamDziś rząd podpisuje acta.Następnie w najbliższych miesiącach ma to ratyfikować nasz parlament.Od nas zależy, czy ratyfikują.Jestem przeciw piractwu w sieci, ale bardziej jestem przeciw łamaniu mych obywatelskich i konstytucyjnych praw.A Ty?Masz swój głos w sieci.Nie marnuj go.
Zbereźna Ty, nic mi nie drży. No może trochę…;-)
Ola, o rety, ręka Ci zadrżała? :DDhttp://pl.wikipedia.org/wiki/Kutas
Jak kontusz i k..as!
Ola, jak arszenik i stare koronki:)
Ania, Sasza jest wybredna i tłucze tylko stuletnie szkło;-))A jak przyjadę do Warszawy, to na pewno wcześniej dam znać. Pewnie już niebawem!
Rumieniec i róż… To bardzo ładny tytuł książki! Może ktoś napisze…
Patrząc na zdjęcie ślicznego kubeczka, pomyślałam, czy kociuś go nie stłucze, tak tę łapkę prawą lekko unosi… No, ale to już było, a kubeczek pewnie cały :)A do Warszawy zawitasz?
Jadwigo, pies wędruje do Pani Ewy, a ona z kolei codziennie przyjeżdża do kotów. Zważywszy na jej miłość do nich, jestem o nie spokojna.
ola, rumieniec i róż:)
A co z kotami w czasie ferii?pozdrawiam i udanego wypoczynku
i pomysl, ze jak Ty otworzysz oko, to ja wlasnie bede swoje zamykac :)
Rumieniec pięknej kobiecie tylko uroku dodaje:-)
ingrid, cha cha, cudowna różnica czasu, ja już patrzę w stronę łóżka:))
my tu gadu-gadu, a ziemniaki nie obrane! Lece obierac, pa!
ola, ojtam, ojtam, spłoniłam się:P
Wiesz z ta pomoca to jest tak, ze moj Maz wybywa jutro pozostawiajac mnie z chlopakami. Cale szczescie, ze gips mam wygodny i sporo samozaparcia wiec duzo moge sama zrobic. No i samochod z automatyczna skrzynia biegow, wiec jezdze. I nie musze zarabiac na te ekstrwagancje :D.
Przyznaję rację, jak najbardziej. Ja się uczyłam kiedy odpowiedzialność za siebie, była wyłącznie moja. Młoda może popłakać nad otarciami i skaleczonym paluszkiem. Lubię Cię:-)
ingrid, no właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że dla mnie też ma, przecież wynajmowanej nory nienawidziłam całym sercem! :D
Li dla mnie ma, dlatego mocno pracuje, zeby swoj upiekszyc i oswoic. Przez pierwsze 3-4 lata nie czulam, ze to moje miejsce. Ale jak juz poczulam, to nic mnie nie powstrzyma. Wlasnie zawiesilam sliczne zaslonki w salonie i jadalni :)
ingrid, czytałam:)) Ale co innego złamać na Hawajach, a co innego w Białce;-))Różni nas jedno- Tobie ma kto pomóc, a mnie nie.No i praca leżałaby odłogiem.Tfu, na psa urok, lepiej nie wywoływać wilka z lasu!!!
Li, wlasnie mam zlamana konczyne lewa gorna! da sie zyc :D
ingrid, ale czy to ma znaczenie, że cudny czy nie cudny? Dom to my, że tak rzucę wyświechtanym sloganem. I jeszcze inny: tam dom Twój, gdzie koty Twoje:))
dzięki:)
sisi, kochana, pamiętaj- Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.Piszę do Ciebie!
Li, dobrze, ze piszesz :*ja tez lubie byc w swoim domu, choc nawet w 1/10 nie jest tak cudny jak to, co opisujesz i (czasem)pokazujesz :)
Ola, ja kiedyś też jeździłam lepiej, choć górną granicą były czerwone;-))A teraz mam w sobie jakiś lęk, nie wiem dlaczego. Jeżdżę zachowawczo i boję się wizji złamanej kończyny. Bo wtedy, to już naprawdę załamka:)
ano…:) lubię tu zaglądać wiesz, przeczytałam Twój blog od deski do deski, Licencje też:)… masz jakąś właściwość cudowną- piszesz – ja czytam i aż sapnę sobie z wrażenia i jakoś mi lżej :)
Talenty chyba nie są po rodzicach skoro nasza śmiga już z czarnych, do tego bardzo ładnie. My jakby… hm… oby się nie stoczyć;-) A Czeski Krumlov uwielbiam! Piękny jak z obrazka i ten klimat. Holašovice też kocham! I knedliczki w biodra wędrujące, mniam. A nie, z matmy my głąby i dziecię też, to może jednak…
sisi, to ja jednak odpiszę na Twojego maila w pierwszej kolejności:(
La, pomyśl-kubki mam dwa! A jak teraz kupisz bilet na samolot, to na pewno cena będzie przyjemna! Pomyśl o tym, oczywiście z młodą i Di.
Li,ja też mam domowe ciągoty ale nic z tego. Kłopoty w pracy, problemy osobiste, małżeństwo mi się wali. Zmęczona taka jestem.
ha ha ! wariatkado maja daleko, ale ta kawa w tym kubku….mmmmrauLa
La, moja kochana, przyjeżdżaj! Zasłony nowe wiszą, i ślimak kuty w kuchni…:) Zrobię imprezę imieninową w długi weekend majowy, kupuj już bilety, będą po 1 zł :D
ha! nawet wiem, gdzie to zdjęcie miało swój pstryk!pyszny kubekściskam La